Monthly Archives: Marzec 2013

Be Quick or Be Dead

empire-icon„Be Quick or Be Dead”. Takie motto, rzucone przez Makabrysia na forum może być spokojnie podsumowaniem wczorajszego turnieju, a także pewnie całej nadchodzącej ligi, czemu dałem wyraz w ten właśnie sposób ją tytułując. Czego obecnie w Inwazji byś nie robił, pamiętaj o jednym. Bądź szybki. Szybko się rozwijaj, szybko atakuj. Później może nie być czasu. Później może już być tylko żal, sromota, spalone strefy i Wurrzag.

Wczorajsza inauguracja zmagań ligowych przeszła nasze najśmielsze oczekiwania – 17 osób, fantastyczna atmosfera, nowi gracze, dużo ciekawych pojedynków i wyśmienita integracja. Nie wiem, jak my się pomieściliśmy wszyscy w sklepie Rivendell, ale udało się i nikt chyba nie żałuje, że przyszedł. Na wczorajszym turnieju pojawili się weterani sceny, średnie pokolenie oraz nowy narybek. Była okazja do wymiany poglądów na temat gry, podpatrywania ciekawych zagrań czy nowatorskich pomysłów na używanie niektórych kart. Słowem – Święto Inwazji! Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom. Mam nadzieję, że nie zwolnimy tempa i co środę będzie tyle emocji, co wczoraj. Bardzo się cieszę, że udało mi się przekonać do udziału w turnieju Nibelunga i Arhrę (a.k.a Andriuszka, ale woli Arhra, więc niech tak zostanie). Dla Arhry był to pierwszy turniej, Nibelung był już parę miesięcy temu z dwa razy. Chłopaki zachwalali atmosferę i odgrażali się, że nie powiedzieli ostatniego słowa i będą się pojawiać, z czego jestem niezmiernie zadowolony.

Mój występ pięknie podsumował wczoraj Michał („Wiśnia”) po ostatniej grze, którą graliśmy wspólnie: „błąd na błędzie i wyjątkowo słaba talia”. Cóż… Miał rację. W związku z faktem, iż turniej był imienia Nilisa, postanowiłem grać Imperium i wywalczyć sobie posiadłości w Reiklandzie, a także sławę i chwałę od Altdorfu aż po Kislev. Z perspektywy czasu patrząc, pomysł nie był najgorszy, ale trzeba było brać moje Leśne Elfy na Woli Elektorów, a nie próbować robić jakieś fikuśne niewiemco, które miało mieć odpowiedzi na wszystko, a nie miało za bardzo na nic. Nie będę się sam biczował, jak napisał Michał na swoim blogu – to nie był nasz dzień.

Talia na deckboxie: Parakontrola

Runda I (EMP – DE 2:0)

black guardsNa początek trafiłem na Nibelunga, co nie było szczęśliwe, bo gramy ze sobą często i na turnieju ciekawiej byłoby powalczyć z innymi. Ale decyzji wszechmocnego Programu nie można podważać, więc co Program złączy, niech człowiek nie rozłącza. Nibelung grał przewijarką na Crone i Black Guards. Ciekawym elementem talii była też karta Witchbrew, która wspomaga przewijanie i dodaje młotki w ataku. Niestety, w grach ze mną Nibelung nie miał pomyślnych rąk startowych, ja natomiast szybko dostawałem w obu pojedynkach jedynego w talii Helblastera, który robił grę.

Runda II (EMP – DE 0:2)

Znowu Dark Elfy, tym razem Selverina. Talia, z którą już mi się przyszło mierzyć – Maranith do spółki z arkami. Nic odkrywczego, ale zabójczo skuteczne i niestety nie udało mi się nic wykombinować i poległem w obu grach.

Runda III (EMP – ORC 1:2)wurrzag

Awojdi i jego Wurrzag są ostatnio w formie – dwa razy drugie miejsce w turnieju z rzędu. Nie powiem, że nie miałem z tą talią szans, bo miałem. Z tym okrutnym szamanem bardzo trudno jest walczyć, trzeba kontrolować, kontrolować i jeszcze raz kontrolować. Legenda w zasadzie nie ma prawa wyjść na stół, bo jak wyjdzie i nie zejdzie w turze przeciwnika to kaplica. Jedną grę udało mi się wygrać, chociaż to głównie przez błąd Arka, który nie położył jednej kluczowej devki w odpowiednim momencie. W trzeciej grze, już w drugiej turze miałem 2 Inwazje Snotlingów, a Awojdi 3 pajączki w battlu. Dziękuję, dobranoc, popij wodą.

Runda IV (EMP – HE 0:1)

No ta gra to ewidentnie była już paraolimpiada. “Pojedynek warszawskich bloggerów”, czyli moja walka z Wiśnią, okazał się topornym zmaganiem, żeby dokończyć chociaż jedną grę. Obie talie były dość wolne, natomiast obie nieźle się broniły. W końcu Michał mnie przewinął, a w zasadzie przewinąłem się sam, popełniając takie błędy, że aż wstyd pisać, dlatego spuszczę na to zasłonę milczenia.

IMG-20130327-00426

Czy ja palę? Pani kierowniczko, ja cały czas palę! Na okrągło!

Nie pozostaje mi nic innego, jak zakończyć dzisiejszy odcinek naszego spotkania i zacząć myśleć o talii na następną środę. Mam nadzieję, że w święta będę miał chwilę, żeby napisać coś o kartach z nowego dodatku, bo od ostatniej środy nie udało mi się znaleźć na to czasu. Znalazłem go jednak trochę, żeby wziąć udział w konkursie na stronie podcastu Winvasion i wydaje mi się, że jestem jedynym reprezentantem naszej sceny w konkursie. Trzymajcie zatem kciuki, może się uda wygrać Kataklizm.

Na koniec rzucę tylko gorącego newsa, że może jeszcze w tym roku spotkamy się na regionalsie w Warszawie.

Tymczasem wesołego jajka!

Reklamy
Categories: Imperium, Liga, Turnieje | Tagi: , , | 8 Komentarzy

Blitzkrieg, Horda i wiosna warszawskiej sceny

„Skulony w jakiejś ciemnej jamie smaczniem sobie spałwilk
i spały małe wilczki dwa – zupełnie ślepe jeszcze.
Wtem stary wilk przewodnik, co życie dobrze znał,
łeb podniósł, warknął groźnie, aż mną szarpnęły dreszcze!
Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń,
woń, która tłumi wszelki spokój, zrywa wszystkie sny.
Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz – goń!
I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!”

Dokładnie tak. Zostałem pokąsany, choć odgryzałem się, jak tylko mogłem. Efektem walki było szóste miejsce na jedenastu graczy i przerwanie dobrej passy, która trwała trzy tygodnie. Ale może po kolei.

Na turniej wybrałem się znowu z Wood Elfami, choć zupełnie innymi niż ostatnio. Tym razem postawiłem na rush i trochę się przewiozłem. O talii nie będę się rozwodził, bo w ostatnim wpisie trochę mnie w tym temacie poniosło. Wydawało mi się, że miała wszystko. Wydawało mi się, że ma kontrolę (Burn It Down i Called Back). Wydawało mi się, że ma ekonomię (Kuźnia, Zoo, Huntsmani). Wydawało mi się, że ma ochronę własnych jednostek (Kościół, Dyscyplina). Wydawało mi się, że ma uberszybkość (3 x Hellblaster, 3 x Tatuaże, dopalanie devek Akolitą i Spellsingerem). Wydawało mi się. W efekcie kiepskiego dociągu, słabej dyspozycji dnia i zbytniej wierze w battlefield talia zgrzytała, kaszlała, zacinała się i po prostu nie osiągnęła zamierzonego przeze mnie efektu.

IMG-20130320-00402

Dobry start to podstawa!

Talia na deckboxie: Synowie Lasu – Blitz

Teraz przejdźmy do historii Wielkiej Smuty, czyli moich gier, a potem napiszę bardziej generalnie o turnieju, który był najciekawszym, na jakim do tej pory byłem.

Runda I

Dostałem bye. Nie lubię dostawać baja. Lubię ogień walki, reckless ataki, heroic obrony. Lubię ripować, targetować, majlajfować, ambuszować. Po prostu – I Love This Game i jak nie gram w this gejm to nie klikam „lubię to”. Czas wolny poświęciłem na spożywaniu Lubelskiej Grejpfrutówki i oglądaniu  jak orki zagryzają się nawzajem.

Runda II (WE – DWA 0:2)

majlajfMe, myself i Carnage ze swoimi szybkimi (!) Krasnoludami, które pod jego dowództwem zwyciężyły w turnieju. W pierwszej grze Carnage był szybszy, a nie miałem nic, co mogłoby go skontrolować. Moment, w którym osiągnął sześć zasobów i trzy karty był momentem, w którym skręcił mi kark. W drugiej grze zdecydowałem się zagrać all-in i od początku wrzuciłem wszystko do battla i zacząłem szaleńczy atak Nimbie Spearmenami z heblami i tatuażami. Spaliłbym Carnaga w czwartej turze, jednak Carnage od początku miał w ręce tego jednego majlajfa, który zrobił różnicę. Dobra talia, świetny driver i zajechali daleko.

Runda III (WE – ORC 1:2)

grimgorNilis zagrał Orkami. Tak, tak, panie i panowie. Orkami. Zielonymi, obrzydliwymi, morderczymi orkami. Byłem w ciężkim szoku, bo wydawało mi się, że Nilis ma na swojej karcie postaci wpisane „Empire Only”. Potyczki były przyjemnie, bo lubimy się z Mateuszem i zawsze pojedynkujemy się w kulturalnej i miłej atmosferze. Orcza kontrola była dla mnie nie do pokonania. W tym momencie jest to bardzo silny build, co zresztą widać choćby po wynikach tego turnieju (miejsca od drugiego do piątego dla Orków!). W jednej z gier udało mi się być szybszym, stąd „tylko” 1:2. Długo nie zapomnę sytuacji, w której miałem w kingdomie Kościół, w queście Spellsingera, a w battlu Nimbie Spearmena z Hellblasterem i sześcioma devkami. Nilis miał na ręce 4 karty i 4 zasoby. Rzucił Rytuał, poświęcając Pajączka na Hordę i wsadzając Grimgora w battla, który zniszczył devki i Hellblastera. Pozostałe dwie karty na ręce to Pillage i Lobber, czym szczyścił mi boki. Dziękuję, dobranoc.

Runda IV (WE – HE 2:1)szarża

Z Marcinem grałem raz do tej pory i wtedy wygrałem 2:0. Tym razem jednak sprawy przybrały dla mnie nienajlepszy obrót i pierwszą partię szybko przegrałem. Marcin szybko zdobył wystarczająco zasobów, żeby wystawić smoki, a ja jak na złość nie miałem Called Back, żeby je skontrolować. W drugiej grze taktyki miałem na swoim miejscu i kontrolując jednostki i wsparcia Marcina biłem bezlitośnie za milion. Dodatkowo, cofnięcie Moon Dragona na rękę dwie tury z rzędu – bezcenne. W trzeciej partii zadecydowała szybkość plus mocne pójście przeze mnie w quest, co zaowocowało błyskawicznym skompletowaniem potrzebnego do palenia asortymentu. Zapewne trzeba było tak grać od początku, ale mądry Wood Elf po szkodzie.

Po turnieju zrobiłem rachunek sumienia (to jest po integracji i ocknięciu się po niej), wyłapałem parę błędów. Najważniejsze dla mnie jest to, że już od kilku turniejów gram świadomie. Błędy wynikają z braku ogrania, a to przyjdzie z czasem, więc chill i Lubelska Grejpfrutówka.

tabela

Specjalnie dla Szymussa:)

Generalnie – turniej był ekstra. Ostatnio jest z każdą środą coraz lepiej. Po pierwsze, frekwencja. Może to nie zrobi wrażenia na innych miastach, ale 11 osób w Warszawie, to bardzo dobra informacja, która świetnie wróży na przyszłość. Po drugie, powrócił Ostry. Ja wcześniej nie miałem okazji poznać Pawła ani zobaczyć go w akcji. Jestem pod wrażeniem – bardzo pozytywny człowiek i świetny gracz od którego dużo można się nauczyć. Według mnie takie osoby są, na równi z dopływem świeżej krwi, potrzebne w Warszawie i mam nadzieję, że powrót Ostrego do gry będzie kolejną jaskółką, która zwiastuje wiosnę naszej sceny.

Jakby na potwierdzenie nadejścia tej wiosny, od przyszłego tygodnia gramy ligę warszawską! Marzyłem o tym od dawna. Pomysł rzucił Wiśnia, podjąłem się wykonania. W najbliższym czasie, najprawdopodobniej jutro wrzucę na forum informację co i jak. Zaczniemy prosto: 10 turniejów, podstawowe zasady i tabela. Żadnej dodatkowej kasy, żadnych nagród, pure fun. Najważniejsze jest zrobienie pierwszego kroku i bardzo się cieszę, że został on wykonany.

Na turnieju znowu prawie wszystkie rasy (tym razem poza DE), choć wyraźnie dało się wczoraj zauważyć i odczuć dominację zielonej Hordy. Podczas turnieju, jak również po nim odbywała się ciekawa dyskusja, której motywem przewodnim była interesująca myśl, a mianowicie fakt, iż aktualnie w WHI nie ma meta, albo w zasadzie jest w stanie formowania się. FAQ 2.0 wyczyścił tablicę, stworzył inwazyjne ground zero i pozwolił na eksplorację nowych, dziewiczych terytoriów. Stąd kombinowanie, próbowanie, testowanie. To świetny moment dla nowych graczy, żeby znaleźć swój styl gry i swoje miejsce na scenie.

IMG-20130320-00405

Wesoła ekipa z Inwazyjnego Jeepa.
Wrocław! Przybywamy!

Tym optymistycznym akcentem zakończę wpis. Gratuluję topce turnieju oraz Mikalsowi, który rozegrał swój pierwszy zwycięzki pojedynek! Oby tak dalej! Zapraszam do lektury i komentarzy. Jeszcze w tym tygodniu chciałbym wrzucić kolejny. Poświęcony będzie nowemu dodatkowi, który przyniósł nam bardzo ciekawe karty, o czym świadczy choćby bardzo ożywiona dyskusja na forum.

Salut!

Categories: Meta, neutralne armie, Testy talii, Turnieje | 5 Komentarzy

Triumf kniei

dtlPrzed wczorajszym turniejem miałem poważny dylemat. Z jednej strony chciałem podtrzymać dobrą passę i trzeci raz z rzędu wejść do topki, a z drugiej chciałem zagrać testowanymi od tygodnia Wood Elfami, którym zbyt wiele osób nie wróżyło turniejowych sukcesów. Kusiło mnie, żeby zagrać prostą orczą kontrolą, która z szybkimi i tanimi jednostkami oraz Inwazją Snotlingów zapewniła mi tydzień temu trzecie miejsce. Po długich rozważaniach doszedłem jednak do wniosku, że większą zabawę i kombinowanie będę miał gajowymi i tę talię zabrałem do Rivendell.

Od ostatniego wpisu deck poddany został drobnej rekonstrukcji, związanej z analizą podpowiedzi na forum i w komentarzach na blogu, a także chęci wykorzystana Kapłanki Vereny, która bardzo pasuje mi tematycznie do talii i dobrze wygląda z moją własnoręcznie zrobioną stolicą, na której art jest właśnie z tej karty (+ 100 do lansu).

Z talii wyrzuciłem Drychę, Wardancera, Bordertown, Spoilsy i jednego Wildridera. Włożyłem natomiast kilka kart, które miały przyspieszyć talię i zwiększyć jej siłę uderzeniową:

3 x Huntsmen – przyspieszenie talii i lojalka, która pozwala wystawić razem z nim w pierwszej turze jeszcze wsparcie za 2. Generalnie wszyscy mnie opieprzyli, że nie miałem go w talii i mieli rację! No, i jest synem lasu, of course.

2 x Priest of Verena – tak jak napisałem, chciałem nią zagrać bo mi pasuje do ogólnej koncepcji. Nie wrzucałem razy trzy, bo boję się jednak tych DE, a w plecach kapłanka ma tylko 1. Wspiera za to bardzo dobrze manipulację devkami, co jest filarem mojej talii, dlatego miejsce dla niej było pewne.

1 x Helblaster – obvious.

shrine2 x Runefang of Solland – trochę z inspiracji Wiśni, a trochę z oświecenia, jak dobra jest ta karta. Daje dodatkowe dwa młotki za dwa, co przy zdolności decku do obrony swoich jednostek jest w miarę pewne. Ponadto pozwala osądzić przeciwników za darmo, a nawet przy braku Vereny na ręce zyskuję pewną przewagę psychologiczną, bo przeciwnik musi mieć w pamięci, że w każdej chwili może dojść do czystki.

2 x Shrine to Tall – według mnie genialna karta, mimo że część osób wyraziło przeciwną opinię. W tej talii sprawdza się znakomicie, bo brak posiadania młotka jest zrekompensowany bonusem z devek, które mam zazwyczaj w ilości hurtowej. W battlefieldzie działa jak kolejny Hellblaster, co pozwala momentami na potężne uderzenia za 25 – me like!

Talia na deckboxie: Synowie Lasu v 1.2

Runda I (WE – DWA 2:0)

dead eyeWczoraj na turnieju po raz pierwszy pojawił się Mikals i to z nim przyszło mi stoczyć otwierający pojedynek. Co ciekawe, Michał jest z mojego rodzinnego miasta, a nawet chodziliśmy do tego samego liceum i mamy wspólnych znajomych. Świat jest jednak mały, jak gobliński łeb. Mikals grał talią Przema z Torunia (z drobnymi zmianami wynikającymi z braku Mountain Legion i jeszcze jednej karty). Pojedynek zakończyłem zwycięstwem, choć – mimo debiutu – Michał sprawił spore problemy. Bardzo dobrze, jak na początkującego gracza, radził sobie w grze talią, która nie należy do najprostszych (w następnej grze z Nilisem ugrał remis 1:1, choć był bliski zwycięstwa – doświadczenie Nilisa jednak zaprocentowało). W każdym razie – mamy nowego, obiecującego gracza na scenie. Oby tak dalej! Co do samej talii, to jestem pod wrażeniem wymysłu Przema. Deck świetnie sobie radzi w różnych sytuacjach, jest bardzo szybki i niebezpieczny. Chapeau bas, czyli po naszemu czapka z łba.

Runda II (WE – CHA 2:0)

skarbrandJeszcze przed rozpoczęciem gry z Dyktą i prowadzonym przez niego Chaosem, Nilis stwierdził, że choć kibicuje mojej talii (Empire Foreva!) to stawia 10 do 1, że wygra Dykta. Nie złamało to mojego ducha bojowego i od początku grałem o zwycięstwo. W pierwszej grze Dykta bardzo szybko spalił mi strefę wrzucając Skarbranda z innowacji i wjeżdżając w stolicę nim i Savage Forsaken. Poczułem presję czasu, ale udało mi się szybko odwinąć i spalić strefę w odpowiedzi. W kolejnej turze nastąpił moment przełomowy, ponieważ Dykta uderzył Unleashem, ale skontrolowałem mu devki i nie udało się zadać miażdżącego ciosu. Odpowiedź z kniei była druzgocąca i pierwsza gra dla mnie. O drugiej niewiele można napisać. Po mulliganie Dykta miał na ręce 3 x Spawna, 2 x Seduced, 1 x Contested Village i coś jeszcze. Nie za bardzo miał z czym grać, a żeby już mieć pewność (nigdy nie lekceważ potęgi Chaosu!) rzuciłem Verenę i zostawiłem mu kompletnie pusty stół. Chwilę później było po zawodach i w dobrej atmosferze delektowaliśmy się Perłą Chmielową obserwując gry przeciwników. Dykta ostatecznie zajął 3 miejsce w turnieju – serdeczne gratulacje za pokazanie, że Chaos wcale nie jest na kolanach.

Runda III (WE – DWA 0:2)

W trzeciej turze wylosowałem Bokalusa, który grał tymi samymi Krasnoludami, co tydzień wcześniej. Muszę szczerze przyznać – zostałem rozmontowany. Mój plan A, jak i plan B nie podziałały. Na dodatek zostałem świetnie skontrolowany i załatwił mnie własny Hidden Grove. Jak na złość w pierwszej grze mimo przekopania dużej części decku nie znalazłem żadnego Dance to Loec, co mogło dać mi chociaż szansę na równą walkę. Tak jak pisałem w zeszłym tygodniu – talia Bokalusa jest bardzo ciekawa (spełniło się życzenie Przema, żeby na turnieju jego imienia wygrała właśnie taka talia) i ciężko się przeciwko niej gra, a i dowódca należy do tych z wyższej półki. Gratulacje drugiego pod rząd zwycięstwa w turnieju!

IMG-20130313-00398

W tle obrazek pt. „Ogień z Battlefielda”

Runda IV (WE – DE 2:1)

250px-Elder_hellebronDex znany jest z niestandardowych talii i takiej właśnie się spodziewałem. Była to przewijarka na Crone z Dark Abyss i Witch Hagami przyspieszającymi zrzucanie kart przeciwników. Talia miała kilka niespodzianek – powiem tylko tyle, że jak chcecie zobaczyć Grimgora w Dark Elfach, to zapraszam do Warszawy. W pierwszej grze po mulliganie zobaczyłem taką kapustę na ręce, że chciałem się poddać od razu. Może i byłby to lepszy plan – nie stresowałbym się w ostatniej grze presją czasu. Druga rozgrywka zajęła nam większą część z 50 minut przeznaczonych na grę (a może 55, sam nie wiem). Walka była zacięta, Crone dwa razy wchodziła i schodziła ze stolicy, trup ścielił się gęsto, ale ostatecznie górą była moja leśna banda. Na ostatnią grę zostało nam 9 minut, więc wiedziałem, że nie ma co iść w kontrolkę, a trzeba zebrać wszystkie siły w battlu i bezlitośnie kąsać. Gra rozstrzygnęła się w ostatnich minutach i po zaciekłej obronie i równie zaciekłym ataku to ciała Mrocznych leżały porozrzucane bezwładnie na polu bitwy, a moi wojownicy znikali powoli w kniejach, by przygotować się do kolejnych potyczek.

Z bilansem 3-0-1 zająłem drugie miejsce, z którego jestem bardzo zadowolony. Wyniki z gier w całej Polsce pokazują, że pole do popisu jest ogromne, a każda rasa i każdy build może wygrywać. Sam mam już w głowie pomysł na nowe Leśne Elfy, który wprowadzę w życie, jak tylko nacieszę się graniem aktualną talią. Warto też podkreślić, że wczoraj na turnieju pojawiły się prawie wszystkie rasy (poza Orkami, choć gościnnie występował Grimgor, o czym już wcześniej pisałem).

Wieczór zakończyliśmy już chyba tradycyjnie w pobliskim lokalu, gdzie miło spędziliśmy czas przy jasnym pełnym, dowiedzieliśmy się kto został nowym Imperatorem Rzymu oraz snuliśmy plany warszawskiego assaultu on Wroklał.

Do następnego razu!

Categories: neutralne armie, Testy talii, Turnieje | 1 komentarz

Synowie Lasu

ssRaz w tygodniu, poza środowym turniejem, staram się spędzić przynajmniej jeden wieczór na grze w Inwazję. Gram wtedy z moimi dwoma kolegami – Andriuszką i Nibelungiem. Chłopaki grają tylko domowe gierki, dzięki temu za nic mają sobie schematy i zawsze jest okazja zobaczyć jakieś ciekawe karty albo buildy, których stoły turniejowe nie widują. Andriuszka gra HE i DE (czasami Chaosem, choć ostatnio bardzo rzadko), a Nibelung kiedyś skoncentrowany był tylko na Krasnoludach, ale ostatnio złapał mocnego bakcyla na DE oraz Chaos i nic nie robiąc sobie z restrykcji, które miłościwie spuścił na nas FAQ 2.0, składa coraz to nowe talie ku uciesze władców Naggaroth oraz Papy Nurgla i spółki.

Na czwartkowe spotkanie przygotowałem dwie talie, ale dziś chciałbym podzielić się spostrzeżeniami na temat tylko jednej z nich (drugą zostawię na następny wpis). Deck nazwałem Synowie Lasu, ponieważ złożony jest z Leśnych Elfów oraz innych mieszkańców gęstwin Athel Loren. Mimo przeczucia, iż będzie mi trudniej przeciwko “normalnym”, rasowym taliom zdecydowałem się zagrać Wood Elfami, ponieważ mają w mojej opinii prześwietny fluff i zabójcze arty na kartach (Shadow Sentinel!!!).

Część graczy wybiera dla gajowych krasnoludzką stolicę, ja jednak zdecydowałem się na Imperium. Dokonałem takiego wyboru ponieważ zależało mi na wykorzystaniu kilku mechanizmów, jakie oferują imperialne karty, a konkretnie na:

  • ochronie swoich jednostek (które niestety są dość drogie!) dzięki Dyscyplinie i Kościółkom;

  • swobodnym przesuwaniu rozwinięć, zarówno swoich jak i przeciwnika, do czego miała mi posłużyć (poza Długą Zimą i Korowodem Dzierzb) karta z listy restrykcji – wola elektorów;

  • wykorzystaniu developek w polu bitwy, dzięki Hellblasterom;

  • pozbawianiu przeciwnika młotków za pomocą Hidden Grove.

Na początku w talii miałem tylko jedną Verenę, ale po cennej uwadze Michała (Wiśni) oraz pierwszej rozegranej grze wrzuciłem tę kartę w trzech egzemplarzach i stała się kamieniem węgielnym pod budowę sukcesów talii (porażki niech na razie pozostaną milczeniem).

Talia na deckboxie:  Synowie Lasu

stolWieczór zapowiadał się bardzo miło – pizza była w drodze, na stole już czekały na dowódców przeróżne talie, słodkie przekąski oraz wyborna wódeczka z papryczką chilli w środku, którą Nibelung wydobył specjalnie na tę okazję ze swojej przepastnej krasnoludzkiej spiżarni.

Testy wypadły w miarę pomyślnie, choć spotkałem się z wąskim zakresem decków, przeciwko którym przyszło mi grać. Zmierzyłem się bowiem z Krasnoludami na devkach i Serpencie, Chaosie na Khorvaku i dodatkach (talia świetnie mi znana, bo sam grałem podobną przez dłuższy czas) oraz z Elfami – zarówno Wysokimi (na smokach), jak i Mrocznymi (przewijarka na Crone Nibelunga i przejmowanie jednostek Andriuszki). Zabrakło mi pojedynków z Imperium i Orkami, które – jak również zauważył Wiśnia – są najgorszym rywalem dla tej talii.

Planem, który starałem się realizować na początku każdej gry było osiągnięcie dużego dociągu, kontrolowanie przeciwnika dzięki Hidden Grove oraz przesuwaniu devek, aż do czasu nadejścia Vereny, która miała wysłuchać modlitw płynących z jej Świątyni i wyczyścić stół przeciwnikowi. Czasem się to udawało, ale jeśli nie, to przechodziłem do naporu i wrzucałem jednostki do battla, dodawałem hellblastery, przesuwałem i dokładałem rozwinięcia (które dzięki Spellsingerowi same stawały się jednostkami). Momentami były to naprawdę szybkie akcje, które przypominały błyskawiczne wyłonienie się z lasu grupy elfów precyzyjnie niszczących określone cele.will

Pierwsze testy ukazały dwa zasadnicze problemy. Kluczowym, który spędza mi sen z powiek, jest fakt, iż talia wolno się rozkręca i potrzebuje wielu elementów, żeby skutecznie zabijać. Ponadto, pierwsza karta często musi zasilić kingdom, ze względu na fakt, iż wiele jednostek i wsparć kosztuje 2 i muszę mieć te magiczne cztery zasoby, żeby wystawiać dwie karty na turę. Drugim problemem, który wynika z poprzedniego, jest ryzyko przewinięcia się samemu (nie mówiąc już o sytuacji, kiedy Mroczni w tym pieczołowicie pomagają). Wiele gier (tych wygranych także) kończyłem z niewielką ilością kart w talii i czasem musiałem się ratować przenoszeniem rozwinięć z questa, żeby Gaj mógł odciąć mi dociąg.

Jako pozytywny element należy wymienić możliwość zabaw devkami przeciwnika dzięki Długiej Zimie, Woli oraz Korowodowi Dzierzb. Nie ma nic przyjemniejszego, niż poprzestawianie kart po drugiej stronie stołu, a potem wyczyszczenie wszystkiego, co znajduje się w pobliżu stolicy oponenta. Kolejną zaletą talii jest jej zdolność do obrony. Strefy mają podwyższoną wytrzymałość dzięki devkom, Milicja zbiera obrażenia, Wardancer już samym pojawieniem się często czyni strefę bezpieczną od ataków, Kościółek utrudnia targetowanie jednostek, a Dance to Loec może dzięki Spellsingerowi zaskoczyć atakującego przeciwnika. Kiedy deck się rozkręci, to atakowanie również staje się przyjemne. Hellblaster sprawia, że nawet jedna jednostka jest w stanie spalić strefę, co również może być niespodzianką dla przeciwnika.

Wątek zaskakiwania przewija się w moim opisie, ponieważ właśnie element zaskoczenia i nieprzewidywalność jest tym, co tygrysek (w tym wypadku będący wilkiem) lubi najbardziej. Bardzo chciałbym w talii znaleźć również miejsce na Thornflesh Dryad lub Bladesingera. Myślałem o zastąpieniu nimi Drychy, ale z drugiej strony – czy ja potrzebuję jeszcze więcej opcji na obronę?

W najbliższych testach zamierzam wypróbować nowe warianty talii, które mogą pomóc w przyspieszeniu jej działania.

Wariant I – minimalistycznypriest

Out: 2 x Bordertown; 1 x Spoils of War

 In: 3 x Priest of Verena

Wariant II – pośredni (51 kart):

Out: 2 x Bordertown; 1 x Spoils of War; 1 x Shadow Sentinel; 1 x Nimble Spearmen

In: 3 x Shrine to Taal; 3 x Priest of Verena

Wariant II – dogłębna rekonstrukcja (52 karty)

Out: 2 x Bordertown; 1 x Spoils f War; 1 x Contested Village; 1 x Shadow Sentinel; 1 x Nimble Spearmen; 1 x Wardancer

In: 3 x Shrine to Taal 1 x hellblaster; 3 x Van Klumpf’s Buccaneers; 2 x Priest of Verena; 2 x Thornfelsh Dryad

Oczywiście, nie wykluczam dalszych zmian i chętnie usłyszę Wasze zdanie oraz porady. Da się to zrobić lepiej? Chętnie posłucham opinii. Zależy mi na zwiększeniu szybkości i kontroli dociągu, a jednocześnie chciałbym jeszcze lepiej operować devkami ku uciesze mojej i sromocie tych, którzy staną na drodze Synom Lasu!

 

Categories: Testy talii | Tagi: , , | 5 Komentarzy

Inwazja i Integracja, czyli środowe przypadki warszawskie

orc-iconPrzedwczoraj, jak co środę, graliśmy turniej w sklepie Rivendell na Jana Pawła II w Warszawie. Stawiła się niewielka, ale wesoła gromadka i w przyjemnej atmosferze można było zmierzyć się z przeciwnikami, ze sobą oraz z Lubelską Żurawinówką.

Na turnieju stawiły się wszystkie rasy poza chaosem, który na razie podnosi się chyba z kolan po FAQ 2.0. Nie będzie to trwało długo, bo zaraz dostanie wioski rasowe i będzie karcił raiding campsami z sześcioma bardzo grywalnymi wsparciami za 1. Ale nie o chaosie miało być. Jak napisałem, stawiły się prawie wszystkie rasy, z czego najbardziej nie chciałem mierzyć się z Dark Elfami, gdyż moja talia sobie z nim radzi średnio.

Wybrałem orczy wcisk, ale bez tandemu Rytuał – Grimgor. Zamysłem talii było po prostu palenie stref przeciwników. Pomagać miały w tym Inwazje Snotlingów, Boar Pen, Długie Zimy i ewentualnie Rip. Brak możliwości bronienia w strefach bez rozwinięć jest dla przeciwników bardzo uciążliwy, zwłaszcza jak muszą te devki poświęcać za snotlingi. Wielokrotnie wygrywałem właśnie dzięki kontroli devek i atakom, które wchodziły mimo gęstej obrony. Najbardziej chyba zezłościłem tym Makabrysia, któremu podniosłem w jednej turze 3 devki dwoma ripami i zimą, a następnie spaliłem strefę pająkami.

Talia ma też niespodzianki w postaci Chillwinda i Get Outta My Way! Pierwsza taktyka potrzebna jest na Kulty, które zawsze mi w battla pakują znienawidzone DE. Jako że misja daje lojalkę, zagranie taktyki kosztuje 1, więc jest to dobry układ. W sytuacji kryzysowej można ją zawsze rzucić za 2 żeby spaczyć jakiegoś grubasa przed atakiem w strefę bronioną tylko przez niego. Druga taktyka to taki majlajf dla orków. Moi przeciwnicy na turnieju rzadko mieli na swoich jednostkach obrażenia i zagranie tej karty odwróciło losy przynajmniej jednej gry.

Jeśli chodzi o restrykcję, to wybrałem warpstona, głównie z tego powodu, że talia ta ma robić presję i atakować co turę.

Talia na deckboxie: Snotling Control

Runda I (ORC – HE 2:0)dreamer

W pierwszym pojedynku przyszło mi zmierzyć się z High Elfami. Grający nimi Marcin potrafił momentami wyczarować sobie niesamowity dociąg, między innymi dzięki Dreamerowi oraz Dragon Mage Awakening. Mocna kontrola z mojej strony, inwazje snotlingów, szczury i pajączki zrobiły jednak swoje i przy udziale Boar Pen udało się dwukrotnie zdążyć spalić stolicę elfów. Podczas drugiej gry bałem się tylko maga loeca, bo została mi już jedna długa zima, która była mi do zbawienia koniecznie potrzebna. Marcin jednak nie miał go na ręce i dowiozłem wynik do końca podnosząc, co trzeba, kiedy trzeba.

Runda II (ORC – DE 1:2)

kultyNo niestety stało się, trafiłem na DE Selverina i musiałem z tym żyć. Na początku jeszcze łudziłem się, że to nie Dark Elfy, bo przed turniejem grałem z Selverinem towarzysko i miał Imperium. Szybko jednak okazało się, że muszę się zmierzyć z moim nemezis. W pierwszej grze zostałem ostro skontrolowany i przewinięty przez Maranitha i arki. W drugiej Selverin dostał 3 inwazje snotlingów dość szybko i spaliłem go, choć pod koniec jego tury miałem w decku 1 kartę, więc gdyby nie te snotlingi to bym się w następnej sam przewinął. Trzecia gra to pojedynek kontrolny. Spaliłem pillagami 3 arki, ale jednak ta kolejna znalazła się w rękach Selverina (Temple of Spite, więc ta bardziej bolesna). Szkoda, bo grało się ciekawie i w pewnym momencie nawet uwierzyłem w zwycięstwo.

Runda III (ORC – DWA 1:2)

serpentBokalus pokazał na co stać jego krasnoludy (którymi grał w nieco zmienionej formie również w Toruniu) i wygrał cały turniej po drodze zwyciężając nad moją hordą. Talia jest ciekawa i polega na przesuwaniu developek i kontrolowaniu przeciwnika zabierając młotki jednostkom i wsparciom. Więcej nie zdradzę na życzenie Bokalusa. W pierwszej grze nie miałem po mulliganie nic do gry, więc poszło szybko. W drugiej to samo spotkało mojego oponenta, więc o wyniku zadecydowała trzecia rozgrywka. Cóż mogę rzec, zostałem skutecznie skontrolowany przez krasnoludy, jak dziwnie by to nie brzmiało. Wypadało jedynie pogratulować i czekać na Makabrysia. W międzyczasie bowiem zaczęła się integracja, a czułem, że następny pojedynek zagramy razem i będzie można połączyć przyjemne z pożytecznym.

Runda IV (ORC – EMP 2:0)

hemmlerJak przewidziałem, tak też się stało. Z uśmiechem na ustach i orzeźwiającymi napojami w dłoni rozpoczęliśmy grę, w której Boar Pen i kontrola devek z mojej strony były bezlitosne i w efekcie dały zwycięstwo oraz trzecie miejsce w turnieju.

Podsumowując, przednia atmosfera i cztery ciekawe pojedynki. Aż chce się wracać w przyszłym tygodniu, zwłaszcza, że szykuje się więcej ludzi. Mam nadzieję, że wchodzimy w erę renesansu sceny warszawskiej. A nawet jeśli nie, to trochę propagandy sukcesu nie zaszkodzi.

Categories: Turnieje | Tagi: , | 2 Komentarze

Pierwsze kroki w Świątyni

Cześć!

PriestOfVerenaPomysł na bloga poświęconego Inwazji zrodził się we mnie już dawno, ponieważ bardzo lubię pisać i przelewać swoje spostrzeżenia na papier. WHI powaliła mnie na kolana już za pierwszym razem, kiedy to zupełnie nie wiedząc o co w tym wszystkim chodzi, stoczyłem pierwszą potyczkę (graną na jednym coresecie), w której moje orcze hordy uległy krasnoludzkim wojownikom Andriuszki (pseudonim artystyczny mojego przyjaciela, który będzie często gościł na kartach tego bloga, jako że gramy ze sobą regularnie).

Co prawda na „rynku” są już blogi poświęcone naszej ulubionej grze, niemniej jednak stwierdziłem, że od przybytku głowa nie boli, a może niektórym czytanie moich zapisków uprzyjemni poranną kawę, śniadanie, przerwę na uczelni lub wolną chwilę podczas jazdy autobusem.

W Inwazję gram od ośmiu miesięcy, od sześciu pojawiam się na turniejach, a od czterech nie dostaję na każdym z nich konkretnego wpier… wcisku:). Jakieś pierwsze lokalne, drobne sukcesy mam już za sobą, ale chcę więcej! Nazwałbym siebie graczem casualowo-turniejowym. Podobają mi się nasze środowe zmagania w Warszawie, z chęcią będę jeździł na regionalne turnieje, ale lubię też składanie dziwnych decków, wyciąganie z klasera nigdy nie granych kart, zaskakiwanie przeciwnika i bycie zaskakiwanym. Na turniejach, jak wszyscy wiedzą, jest z tym ciężko. Talia musi być szybka i bezbłędna, bo najmniejsze niedoróbki będą srogo skarcone. Zarówno turnieje, jak i gierki w domu (lub w soboty na Polibudzie) mają swój własny, specyficzny urok, choć w domowych gierkach jednak spiny mniej, bo nie wisi nad nami miecz w postaci punktów rankingowych.

w inwazje 2

Na partyjkę zawsze znajdzie się ktoś chętny:)

Biorąc to pod uwagę, w Świątyni Vereny będę opisywał zarówno zmagania turniejowe, jak i domowe gierki; zabójcze killer talie (jak jakąś złożę) i funowe decki, które by pewnie niewiele wykrzesały w ogniu turniejowych zmagań. Będę starał się komentować dodatki (to bardzo profesjonalnie robi Przemo, ale mamy inną perspektywę, więc konkluzje mogą być inne), opisywać ciekawe sytuacje, jakie przydarzyły mi się podczas gry, a także skrobnąć o czymś ogólnie ze świata Wojennego Młotka.

Aktualna szata graficzna może się delikatnie zmieniać jeśli okiełznam wordpress, na którym do tej pory nie działałem i który jest jeszcze dla mnie momentami nieodgadniony. W miarę rozwoju bloga pojawi się w prawym górnym rogu również więcej kategorii – aktualnie są ta polecane strony i blogi poświęcone Inwazji, ale z pewnością już niebawem coś przybędzie.

Zapraszam do odwiedzania, rozgośćcie się i czujcie się jak u siebie.

Categories: Ogólne | Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.