Inwazja i Integracja, czyli środowe przypadki warszawskie

orc-iconPrzedwczoraj, jak co środę, graliśmy turniej w sklepie Rivendell na Jana Pawła II w Warszawie. Stawiła się niewielka, ale wesoła gromadka i w przyjemnej atmosferze można było zmierzyć się z przeciwnikami, ze sobą oraz z Lubelską Żurawinówką.

Na turnieju stawiły się wszystkie rasy poza chaosem, który na razie podnosi się chyba z kolan po FAQ 2.0. Nie będzie to trwało długo, bo zaraz dostanie wioski rasowe i będzie karcił raiding campsami z sześcioma bardzo grywalnymi wsparciami za 1. Ale nie o chaosie miało być. Jak napisałem, stawiły się prawie wszystkie rasy, z czego najbardziej nie chciałem mierzyć się z Dark Elfami, gdyż moja talia sobie z nim radzi średnio.

Wybrałem orczy wcisk, ale bez tandemu Rytuał – Grimgor. Zamysłem talii było po prostu palenie stref przeciwników. Pomagać miały w tym Inwazje Snotlingów, Boar Pen, Długie Zimy i ewentualnie Rip. Brak możliwości bronienia w strefach bez rozwinięć jest dla przeciwników bardzo uciążliwy, zwłaszcza jak muszą te devki poświęcać za snotlingi. Wielokrotnie wygrywałem właśnie dzięki kontroli devek i atakom, które wchodziły mimo gęstej obrony. Najbardziej chyba zezłościłem tym Makabrysia, któremu podniosłem w jednej turze 3 devki dwoma ripami i zimą, a następnie spaliłem strefę pająkami.

Talia ma też niespodzianki w postaci Chillwinda i Get Outta My Way! Pierwsza taktyka potrzebna jest na Kulty, które zawsze mi w battla pakują znienawidzone DE. Jako że misja daje lojalkę, zagranie taktyki kosztuje 1, więc jest to dobry układ. W sytuacji kryzysowej można ją zawsze rzucić za 2 żeby spaczyć jakiegoś grubasa przed atakiem w strefę bronioną tylko przez niego. Druga taktyka to taki majlajf dla orków. Moi przeciwnicy na turnieju rzadko mieli na swoich jednostkach obrażenia i zagranie tej karty odwróciło losy przynajmniej jednej gry.

Jeśli chodzi o restrykcję, to wybrałem warpstona, głównie z tego powodu, że talia ta ma robić presję i atakować co turę.

Talia na deckboxie: Snotling Control

Runda I (ORC – HE 2:0)dreamer

W pierwszym pojedynku przyszło mi zmierzyć się z High Elfami. Grający nimi Marcin potrafił momentami wyczarować sobie niesamowity dociąg, między innymi dzięki Dreamerowi oraz Dragon Mage Awakening. Mocna kontrola z mojej strony, inwazje snotlingów, szczury i pajączki zrobiły jednak swoje i przy udziale Boar Pen udało się dwukrotnie zdążyć spalić stolicę elfów. Podczas drugiej gry bałem się tylko maga loeca, bo została mi już jedna długa zima, która była mi do zbawienia koniecznie potrzebna. Marcin jednak nie miał go na ręce i dowiozłem wynik do końca podnosząc, co trzeba, kiedy trzeba.

Runda II (ORC – DE 1:2)

kultyNo niestety stało się, trafiłem na DE Selverina i musiałem z tym żyć. Na początku jeszcze łudziłem się, że to nie Dark Elfy, bo przed turniejem grałem z Selverinem towarzysko i miał Imperium. Szybko jednak okazało się, że muszę się zmierzyć z moim nemezis. W pierwszej grze zostałem ostro skontrolowany i przewinięty przez Maranitha i arki. W drugiej Selverin dostał 3 inwazje snotlingów dość szybko i spaliłem go, choć pod koniec jego tury miałem w decku 1 kartę, więc gdyby nie te snotlingi to bym się w następnej sam przewinął. Trzecia gra to pojedynek kontrolny. Spaliłem pillagami 3 arki, ale jednak ta kolejna znalazła się w rękach Selverina (Temple of Spite, więc ta bardziej bolesna). Szkoda, bo grało się ciekawie i w pewnym momencie nawet uwierzyłem w zwycięstwo.

Runda III (ORC – DWA 1:2)

serpentBokalus pokazał na co stać jego krasnoludy (którymi grał w nieco zmienionej formie również w Toruniu) i wygrał cały turniej po drodze zwyciężając nad moją hordą. Talia jest ciekawa i polega na przesuwaniu developek i kontrolowaniu przeciwnika zabierając młotki jednostkom i wsparciom. Więcej nie zdradzę na życzenie Bokalusa. W pierwszej grze nie miałem po mulliganie nic do gry, więc poszło szybko. W drugiej to samo spotkało mojego oponenta, więc o wyniku zadecydowała trzecia rozgrywka. Cóż mogę rzec, zostałem skutecznie skontrolowany przez krasnoludy, jak dziwnie by to nie brzmiało. Wypadało jedynie pogratulować i czekać na Makabrysia. W międzyczasie bowiem zaczęła się integracja, a czułem, że następny pojedynek zagramy razem i będzie można połączyć przyjemne z pożytecznym.

Runda IV (ORC – EMP 2:0)

hemmlerJak przewidziałem, tak też się stało. Z uśmiechem na ustach i orzeźwiającymi napojami w dłoni rozpoczęliśmy grę, w której Boar Pen i kontrola devek z mojej strony były bezlitosne i w efekcie dały zwycięstwo oraz trzecie miejsce w turnieju.

Podsumowując, przednia atmosfera i cztery ciekawe pojedynki. Aż chce się wracać w przyszłym tygodniu, zwłaszcza, że szykuje się więcej ludzi. Mam nadzieję, że wchodzimy w erę renesansu sceny warszawskiej. A nawet jeśli nie, to trochę propagandy sukcesu nie zaszkodzi.

Reklamy
Categories: Turnieje | Tagi: , | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Inwazja i Integracja, czyli środowe przypadki warszawskie

  1. Ostatni tydzień, niemal dzień w dzień grałem orkami na Wurrzagu własnie przeciwko DE i wiem jakim problemem są elfy. Najlepsza chyba jest maxymalna kontrola wsparć i jednostek bo rushem za daleko nie zajedziemy 😛

  2. Wilk

    W pełni się zgadzam. Kontrolka orcza jest w tym momencie potężna. Ja jednak nie mogę się przekonać do Wurrzaga:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: