Monthly Archives: Kwiecień 2013

Cisza przed burzą

Assault zbliża się wielkimi krokami!

Assault zbliża się wielkimi krokami!

Zastanawiałem się, czy pisać relację z ostatniego turnieju. Tak jak napisał Michał “Wiśnia” na forum, jakaś cisza przed Assaultem się należy. Niektórzy gracze już testują talie na Wrocław i nie fair byłoby wobec nich zdradzanie szczegółów składanych decków i przyjętych rozwiązań. Dlatego też podjąłem decyzję, żeby nie pisać relacji z turnieju i – tak jak Wiśnia – do czasu Assaulta zawiesić relacje z naszych warszawskich potyczek.

 

Niemniej jednak muszę napisać, że zbliżające się wielkimi krokami Mistrzostwa Europy we Wrocławiu zdecydowanie przyczyniają się do integracji sceny. Częstotliwość i intensywność rozmów o kartach, taktykach, strategiach i sneaky sztuczkach jest większa niż kiedykolwiek. Poza turniejami środowymi spotykamy się w inne dni i trenujemy do upadłego. Osobiście, bardzo dużo się uczę, a możliwość ścierania się regularnie z tak dobrymi graczami jak Awojdi, Wiśnia, Bokalus, Carnage, Cogito czy Ostry rozwija moją grę i pozwala na podpatrywanie ciekawych strategii, bardzo interesujących zagrań oraz kreatywnego wykorzystania do tej pory nieużywanych, albo używanych rzadko kart.

 

Biorąc pod uwagę fakt, że organizatorzy AoW zapowiadają dostęp do sieci na Zamku, postaram się przeprowadzić na blogu relację live z tego eventu. Zapewne większość z nas będzie na miejscu, ale znajdą się też tacy, którzy z różnych przyczyn nie będą mogli pojechać i będą chcieli wiedzieć co w trawie piszczy.rota

 

Jeszcze przed Assaultem planuję wpis poświęcony najbardziej wszechstronnej karcie w Warhammer Invasion. Ja już swój typ mam, ale chętnie poznam Wasze. Zachęcam do wyrażenia swojej opinii!

 

Na dziś to tyle. Krótko, bo wracam do lektury fantastycznej książki “Rota” Dana Abnetta, opowiadającej o husarii z Kislevu i walce z potworami z północnych pustkowi, a w kolejce już czeka “Daemon’s Curse” tego samego autora rozpoczynające sagę o Malusie Darkblade, jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów (antybohaterów?) Mrocznych Elfów.

 

Stay tuned!

 

 

Reklamy
Categories: Ogólne, Turnieje | Tagi: | 2 Komentarze

Muster for Wrocław

oficjalnyplakatkopiaZbliża się Assault na Wrocław. To widać, słychać i czuć. Nasze zwyczajowe sobotnie fun gierki zmieniły się w poligon doświadczalny dla nowych talii i pomysłów. Co chwilę w rozmowach było słychać: “we Wrocławiu użyję właśnie tej karty”, “myślę że wymienię kilka kart i jadę tym do Wrocławia”, “uważaj na to, bo we Wrocławiu…” i wiele tym podobnych tekstów. W powietrzu czuć bojowego ducha, Warszawa (a myślę, że nie tylko) się zbroi. Dla mnie to ekscytujący czas, bo będzie to mój pierwszy duży turniej i od razu Mistrzostwa Europy! Bardzo budujący jest też fakt, że na wczorajszych testach pojawiło się osiem osób, czyli więcej niż jeszcze do niedawna bywało na turniejach w Rivendell. To już jednak zamierzchłe czasy, przyszłość jest jasna, jak słońce świecące dziś nad Warszawą.

Sam ostro główkuję, czym pojechać do Wrocławia i na wczorajsze spotkanie zabrałem ze sobą trzy talie: dwie do testów i jedną for fun, ale na ciekawym według mnie pomyśle. Postaram się opisać każdą pokrótce i napisać, co było w nich dobre, a co szwankowało.

Talia nr 1 –  Kurt i Elfy

Ponieważ moje poprzednie talie leśnych elfów na obecne meta (Waaaaaaaaaaaaaaagh!!!!) nie są najlepsze – ponieważ nie mają dobrego dociągu, co czyni je powolnymi – postanowiłem połączyć leśne bandy z głównymi siłami Imperium pod wodzą Kurta Helborga. Dzięki dużej ilości wsparć, legendzie, Doubling the Guard i Planning for War planowałem zyskać zdolność do odbudowy po Vomicie, albo Grimgorze. W ramach kontroli miałem magów zaopatrzonych w Łańcuch Piorunów, elitę sprowadzoną prosto z Osterknachtu oraz Burn it Down – wiem, niewiele to, ale liczyłem, że wystarczy.kurt

Najważniejszym elementem było w miarę szybkie wystawienie Kurta, co umożliwiłoby mi rzucanie Doubling the Guard za darmo, Burna i ewentualnie Chain Lightninga za 1, a także olanie rzygania, i Grimgora. Ewentualnie Kurt miał być dobrą podpałką pod dociąg kart z DtG (motyw podpatrzony u Jaszczura).

Talia nie spełniła do końca moich oczekiwań. Przeciwko Chaosowi jeszcze jakoś szło, mimo problemów dla moich devek, jakie sprawiała Desacrated Temple. W starciu z chaosowym rushem na Callu talia dawała radę, ale przeciw kontroli na Inkurzji już słabiej, chociaż walczyłem. W mirrorze gra trwała długo, ale muszę przyznać, że naczelny warszawski ekspert od Imperium, prof. dr. hab. Nilis z Katedry Imperialnej Strategii z Uniwersytetu w Altdorfie miał dużo lepszą i szybszą talię, której nie byłem w stanie się oprzeć. W potyczkach z Orkami byłem bez szans – moja talia była za wolna, a Grimgor z rytuału, gdy miałem 6-8 devek i jednostki z Helblasterami w battlu po prostu kończył grę.

Podsumowując, talia była za wolna i nie umiałem dotrzymać tempa przeciwnikom, co wyeliminowało ją z grona kandydatów do udziału we Wrocławskiej edycji show pt. So You Think You Can Burn?

Talia nr 2 – Skorumpowana Kontrola

Ta talia to zaledwie cień dawnej świetnej talii, którą wygrałem jeden z warszawskich turniejów i byłem 10 w międzynarodowych turnieju na OCTGN (http://deckbox.org/sets/288160). Wtedy gwiazdami decku były Warpstony, Muster, Ptasior, Beastmen Incursion i bardzo ciężko było przeciwnikowi oprzeć się takiej kontroli.

discW związku z wyjściem wioski rasowej dla Chaosu postanowiłem przerobić dawny deck i zobaczyć, co potrafi w obecnym meta. Nie miałem jednak okazji długo testować talii, ponieważ udało mi się zagrać tylko trzy pojedynki – jeden z HE, jeden z EMP i jeden mirror. Z HE było najłatwiej, ale kolega nie miał w zasadzie kontroli, więc wiedziałem, że zwycięstwa nie mogę traktować bardzo poważnie. Imperium mnie rozłożyło. Dobre rozstawienie jednostek nie pozwoliło mi korzystać z Raiding Camps, Kościół i Dyscyplina ostudziły moje zapędy kontrolne, Sellsword niszczył mi wioski i nagle się okazało, że moi najeźdźcy z Północnych Pustkowi nie są w stanie zrobić dosłownie nic. Grę poddałem. W mirrorze dałem radę, ale zapewne tylko dlatego, że był to rush, a nie kontrola.

Talia nie jest zła. Ma mocne zdolności kontrolne, potrafi uderzyć z boków i spalić niespodziewanie strefę. Zapewnia potężny dociąg i często potrafi zaskoczyć przeciwnika. Więcej testów pozwoliłoby mi zapewne ocenić ją obiektywnie, ale szczerze… Odechciało mi się nią grać. Poprzednią wersją grałem z miesiąc i powrót nie zapewnił mi przyjemności z gry, a raczej próbę technicznego kombinowania. Dlatego żegnam się z nią i również nie nominuję jej do towarzyszenia mi w Napaści na Wrocław. Zachęcam jednak, zwłaszcza świeżych graczy, do kombinowania z tym pomysłem, bo deck prowadzi się dość łatwo i można się nim pobawić. W naszych domowych gierkach Nibelung grywa zmienioną nieznacznie wersją tej talii i wiedzie mu się całkiem, całkiem.

Talia nr 3 – Death with the Sword

swordDeck zrobiony for fun. Bardzo chciałem zagrać Siłą Cesarzy i Mieczem Gwiazdy Porannej (na marginesie: jedne z nielicznych kart, według mnie, obok na przykład Korowodu Dzierzb, których polskie nazwy brzmią lepiej niż angielskie). Wydało mi się, że te karty są dla siebie stworzone, stąd powstała koncepcja przewijarki na Crone, która będzie karcić mieczem i leczyć się, wyposażając mnie jednocześnie w karty.

Talią grałem przeciwko Chaosowi oraz HE i przeciwko obu taliom grało się bardzo przyjemnie. Oczywiście, żeby w pełni odpalić numer z mieczem i leczeniem, trzeba nazbierać trochę kart i zasobów, ale jak już wypali, to jest naprawdę miło i wtedy człowiek czuje, po co gra w tę grę tak naprawdę – dla bardzo dobrej zabawy. Przyjemnie jest, kiedy z Call of the Kraken wchodzą Black Guards do obrony legendy. Zazwyczaj w następnej turze dołączałem miecz do Crone i zaczynało się przewijanie na ostro.

Oczywiście, na turnieju deck nie byłby w stanie powalczyć, ale ważne jest, żeby wstrenght ferworze przygotowań i zmagań turniejowych nie zapomnieć o radości z gry. Ja radość wczoraj odnalazłem właśnie grając tą talią i bardzo się z tego cieszę. Jedyną rysą było uświadomienie mnie, podczas dyskusji z Nilisem i Dyktą, że leczenie nie pozwala mi na przyjęcie na Crone obrażeń, a później uleczenie ich Siłą Cesarzy. Bo plan był taki: atakuję z mieczem, dostaję dwa obrażenia. W następnej turze przeciwnik atakuje całą swoją trzódką legendę, która dostaje kilka obrażeń i po przydzieleniu ich, a przed zadaniem rzucam taktykę i leczę Crone. Dzięki temu byłaby ona “czysta”, a ja pociągnąłbym dużo kart. Nadzieje na ten numer okazały się płonne – tak niestety nie można. Nic to, zabawa i tak przednia z leczenia legendy po ataku i dobieraniu bunusowych kart.

Na koniec chciałbym jeszcze podzielić się trzema przemyśleniami.

Po pierwsze, nie wiem, czy wioski rasowe w Chaosie są aż takim przebojem. Długo wyczekiwane miały podreperować starty i być wybawieniem dla okulałej po FAQ 2.0 rasy. Jednak Chaos może wykorzystać tak wiele neutralnych kart w ciekawy sposób, że wioska nie zawsze się po prostu opłaci. Oczywiście, można brać przykład z Virgo i wrzucać do talii i wioski i neutrale, ale to są już zagrania pro, wykonywane przez przeszkolonych kaskaderów, więc nie róbcie tego w domu. Nie mówię oczywiście, że wioski są do niczego, o nie! Po prostu zastanawiam się, czy akurat w tej rasie są rzeczywiście tak oczywistym wyborem, jak się do niedawna wydawało.

sellswordDruga uwaga łączy się z poprzednią. Otóż składając obecnie talię należy zadać sobie jedno ważne, ale to zajebiście ważne pytanie: czy wkładać Veteran Sellsworda? Z jednej strony jego użycie wyklucza niejako posługiwanie się wioskami samemu, ale jednak daje możliwość kontroli wiosek przeciwnika. Z tego, co obserwuję, jak na razie jest pół na pół – część graczy wrzuca ich do talii, a część nastawia się na granie wioskami i liczy, że przeciwnik też nie będzie używał tej jednostki. Jestem ciekaw, jak będzie we Wrocławiu – czy będzie to jednostka must have, czy raczej sobie ją darujemy.

I wreszcie, last but not least, dochodzimy do ostatniej kwestii w tym wpisie, a mianowicie: czym jadę do Wrocławia? Otóż ostatnie testy dały mi sporo do myślenia. Być może to truizm i oczywista oczywistość, jak mawia klasyk, ale wczorajsze gry uświadomiły mi, że żadną “standardową” talią daleko się nie zajedzie (no chyba że będą to Orki, o których już jest na forum poważna dyskusja w wątku Meta na Wrocław). Dlatego też postanowiłem pójść w stronę, w którą do tej pory nigdy nie poszedłem, pograć rasami, którymi do tej pory nie grałem, sprawdzić nowe możliwości, nowe karty, nowe pomysły na talię. Chyba oryginalność jest mimo wszystko kluczem do zwycięstwa, a jeśli nie, to przynajmniej do dobrej zabawy.

Na koniec filmik, który niedawno pokazał mi Arhra i – mimo że dotyczy Warhammer Fantasy Battle – z pewnością przywoła uśmiech na Wasze twarze.

Dark Elf Security Guard

 DESG

Boom! Miłego popołudnia!

Categories: Chaos, Dark Elf, Imperium, Meta, Ogólne, Testy talii | Tagi: , , , , | 1 komentarz

Slash’n’Burn

mayhemPrzed wczorajszym turniejem byłem kompletnie skołowany. Nie byłem do końca pewien, jaką rasą grać, jaką wybrać strategię w ramach danej rasy, jakie niespodzianki dorzucić. Miotałem się od Imperium po Orki. Wertowałem klasery, wkładałem karty w koszulki, wyjmowałem je, zamieniałem, podmieniałem. Nawet po złożeniu ostatecznej talii jeszcze z trzy razy wstawałem z łóżka, żeby coś wymienić, poprawić.

I bardzo dobrze. Wszystko, co napisałem świadczy o tym, w jak dobrym stanie jest w tym momencie Inwazja (albo jak bardzo niezdecydowany jestem). Nie ma rasy bezwzględnie dominującej, wbrew obiegowej opinii, że Orki są przegięte. Każda rasa jest niebezpieczna, każda może wygrać turniej lub zająć w nim wysokie miejsce. Nie ma talii samogrających, trzeba mieć pomysł, wysilić się, złożyć coś zaskakującego. Nie ma zbyt wielu kart must have, toteż talie różnią się między sobą. Jest pięknie.

Mimo wszystko złożyłem Orki, choć nie ze względu na ich rzekomą „przegiętość”. Złożyłem Orki, bo potrzebowałem jednego tygodnia odpoczynku od Imperium, powolnej rozbudowy, epickiej obrony i dźwięku stalowych maszyn mozolnie ruszających do boju. Chciałem szybkości, grabienia, palenia, oślinionych kreatur, poświęcania, kontrolowania, mordowania i rabowania. Nie użyłem jednak Wurrzaga, nie mogę się przekonać do tej legendy. Pozostałem przy dość tradycyjnym decku, który z założenia miał szybko rozprawiać się z przeciwnikiem, ale jednak mieć możliwość wygrania, jeśli trzeba będzie zwolnić przez kulty lub uporczywie broniącego się przeciwnika.

Talia na deckboxie: Slash’n’Burn

Kilka kart chciałbym skomentować:

Wolf-Gobbos-218x300Night Goblins – karta, która często budzi zdziwienie według mnie jest bardzo dobra. Zdejmuje Loeca z naszych jednostek i obronne dodatki HE. Pozbywa się Helblasterów, Talizmanów, czy innych czopów. Według mnie warto.

Wolf Gobbos – okazali się w moim decku nie być tak przepotężni, jak im wróżono. Nie zawsze była możliwość użycia, a poza tym jednak kosztują 2, więc robienie tego numeru co turę nie jest takie łatwe. Niemniej jednak, ściągnęli Ptasiora w kluczowym momencie, co przeważyło w jednej grze szalę zwycięstwa na moją korzyść. Chyba warto.

Ancient Map – dla mnie to jest must have do talii na snotlingach, podnosi przeciwnikom ciśnienie.

Get Outta My Way – nie widzę tego często w orczych deckach, a jest to karta wypasiona. Bardzo pomaga, a do obrony legendy wręcz niezbędna.

Runda I (ORC – CHA 1:2)

Chaos obrodził na tym turnieju i pierwszą grę przyszło mi zagrać właśnie z tą rasą. Spaczonymi dowodził Dex, który zawsze ma coś ciekawego w zanadrzu, więc trzeba bardzo uważać. Tym razem był to dość tradycyjny Chaos, a palenie wspierali Marauder Chieftaini. Niespodzianką w talii i zarazem bardzo skuteczną bronią na moją hordę była karta Beastmen Incursion. Ciekawy wybór karty z listy restrykcji z pewnością pomógł w osiągnięciu niezłego rezultatu przez Dexa. W pierwszej grze przegrałem głównie przez brak kontroli kingdoma. Dexowi udało się dzięki temu włożyć do battla dwóch Blood Dragon Knightów, którzy mordowali moje jednostki, aż miło. Na nic były Lobbery i Gobbosy – w starciu z BDK obstawionymi Spawnami te jednostki niewiele mogą zdziałać. W drugiej partii nie popełniłem tego błędu i nie dopuściłem do tego, żeby Dex miał magiczne cztery zasoby. Jak sam przyznał później, zaniedbał delikatnie królestwo, bo jakby chciał – to by te cztery młotki utrzymał. Jednocześnie wysypałem się z jednostek wspieranych przez Inwazję Snotlingów – dość gładko poszło. W trzeciej grabi była wyrównana, chociaż moją zmorą była kombinacja Den + Desacrated Temple + LW. Niestety, przez jakieś 3 tury nie udało mi się wstawić w battla nic, co by nie weszło spaczone. Dex kontrolując mnie uzyskiwał przewagę ekonomiczną, więc dość szybko gra zrobiła się do jednej bramki i poległem. Idąc na turniej z tą talią obawiałem się o jej szybkość i moje obawy się potwierdziły – nie byłem wystarczająco quick, więc byłem dead.

Runda II (ORC – DE 2:1)

Tak jakoś wychodzi, że na każdym turnieju gram z Nibelungiem. Tym razem również program wyznaczył nas do wspólnej zabawy. Głównym zamysłem talii Nibelunga były arki, Maranith i Crone. Czy to arki, czy legenda, miały przewinąć przeciwnika. Z DE mam ciężko, dlatego spodziewałem się przegranej 1:2, ale jednak udało mi się być górą. W pierwszej potyczce Nibelung bardzo szybko wystawił arki i Maranitha, więc mimo Inwazji Snotlingów nie zdążyłem. Przy arkach pajączki i raiderzy nie mają szans, toteż nie było jak atakować przeciwnika, a szczury i Bloodthirster wylądowały szybko na discardzie. Drugie starcie to dość szybki napór z mojej strony, co przy braku arki obniżającej wytrzymałość sprawiło, że Nibelung nie zdążył postawić defensywy i szykowaliśmy się  do trzeciej gry, która była truly epic. Na początku miałem inicjatywę, atakowałem i wrzuciłem Nibelungowi trzy inwazje snotlingów na stolicę. Udało mu się jednak ich pozbyć, a mój napór został w pewnym momencie skontrowany i wyszła maranithCrone z Black Guardsami – zaczęło się przewijanie. Ich udało się jednak ściągnąć, ale kulty w battlu nie pozwalały na przejęcie inicjatywy. Udało mi się spalić jedną strefę, ale karty kurczyły się w zastraszającym tempie, kiedy to miało miejsce kluczowe dla rozgrywki zagranie Nibelunga, który mając jeden żeton i kulty na ręce nie zagrał mi ich w battla tylko rzucił snarsy. Na początku mojej tury spadły te kulty, które już były w moim polu bitwy i mogłem wystawić hordę. Potrzebowałem zadać 14 obrażeń, żeby spalić. W battlu miałem szczury, do których dołożyłem dwa pajączki i zripowałem Bloodthirstera, którego wspomogłem eksperymentami. Równo 14 i koniec gry. Całe szczęście, że Nibelung nie miał LW na ręce, bo byłoby krucho.

Runda III (ORC – CHA 2:0)skarbrand

Tym razem trafiłem na Makabrysia i jego Chaos na Skarbrandzie. Wydaje mi się, że zasadniczym błędem, jaki popełnił Makabrysio było zbytnie inwestowanie w kingdom na początku. Udało mi się w obu grach bardzo dobrze skontrolować dociąg i zostawić oponenta z 2-3 kartami na ręce, z którymi nie za bardzo miał co zrobić. Mimo wszystko bronił się dzielnie tym, co miał, ale w tej grze niewiele mógł uczynić. Udało się także gobbosami zdjąć ptasiora i zostawić Makabrysia bez kart w queście i 1 kartą na ręce – dla takich chwil żyje orczy wódz! Total Destruction!

Runda IV (ORC – HE 1:2)

Sally-ForthJeśli dobrze pamiętam, to była to moja druga w życiu gra z Cogito, który jest już legendą Inwazji. Takie starcia zawsze wywołują emocje i tak też było tym razem. Talia przeciwnika opierała się na bardzo dużym dociągu i ataku z boku – aktualnie o różnych jej konceptach toczy się żywa dyskusja na forum, nie będę wiele pisał tutaj. Talia jest szybka i robi ciśnienie, a o to właśnie chodzi. Jestem dumny, że nawiązałem walkę i do końca nie było wcale pewne, że wyjdę z pojedynku, jako przegrany. Niestety, w trzeciej grze Cogito był o turę, może dwie szybszy w paleniu i jednak musiałem uznać wyższość i zadowolić się wynikiem 1:2. Ależ doczekaliśmy się czasów – HE szybsze w paleniu niż Orki. Muszę w tym miejscu dodać, że podobną – choć jednak trochę gorszą – talię złożył mój przyjaciel i nowy gracz na scenie – Arhra. Według mnie po zdobyciu większego doświadczenia może być on naprawdę groźnym przeciwnikiem, nawet dla najlepszych.

Turniej uważam za udany. Znowu dopisała frekwencja (16 osób!) i atmosfera. Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli zmienić lokum, bo to się staje za małe dla naszej wesołej gromadki. Zająłem 8 miejsce, czyli w środku tabeli. Oczywiście, jest apetyt na lepsze rezultaty, ale na wszystko przyjdzie czas. Gratulacje dla O’Jerrego. Był to turniej jego imienia i osiągnął bardzo dobry rezultat. Z tego, co widziałem bawił się przy tym równie dobrze – pełen sukces!

Na koniec trochę z innej beczki, ale nie do końca. Czytam ostatnio od początku blog Przema. Pierwsze wpisy czytane dzisiaj są naprawdę ciekawe – widać jak ewoluowała gra i jej zasady, jak zmieniło się meta i sposób rozgrywania pojedynków. Zwłaszcza interesujący dla mnie był wpis o kartach za trzy i fragment poświęcony zmianom tempa gry. Mam wrażenie, że od tamtych czasów (znanych mi jedynie z opowieści) gra pod kątem szybkości weszła w nadświetlną, chociaż po FAQ 2.0 można zobaczyć jakieś czwórki nawet. Nadal jednak wsparcie za 4 to herezja. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz więcej miejsca na finezję i droższe karty – wydaje mi się, że to byłoby tylko z korzyścią dla graczy.

Dzięki za uwagę (wpis wyszedł dłuższy niż zwykle) i jak zwykle zachęcam do komentowania!

Categories: Liga, Meta, Orki, Turnieje | Tagi: , , , | 7 Komentarzy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.