Slash’n’Burn

mayhemPrzed wczorajszym turniejem byłem kompletnie skołowany. Nie byłem do końca pewien, jaką rasą grać, jaką wybrać strategię w ramach danej rasy, jakie niespodzianki dorzucić. Miotałem się od Imperium po Orki. Wertowałem klasery, wkładałem karty w koszulki, wyjmowałem je, zamieniałem, podmieniałem. Nawet po złożeniu ostatecznej talii jeszcze z trzy razy wstawałem z łóżka, żeby coś wymienić, poprawić.

I bardzo dobrze. Wszystko, co napisałem świadczy o tym, w jak dobrym stanie jest w tym momencie Inwazja (albo jak bardzo niezdecydowany jestem). Nie ma rasy bezwzględnie dominującej, wbrew obiegowej opinii, że Orki są przegięte. Każda rasa jest niebezpieczna, każda może wygrać turniej lub zająć w nim wysokie miejsce. Nie ma talii samogrających, trzeba mieć pomysł, wysilić się, złożyć coś zaskakującego. Nie ma zbyt wielu kart must have, toteż talie różnią się między sobą. Jest pięknie.

Mimo wszystko złożyłem Orki, choć nie ze względu na ich rzekomą „przegiętość”. Złożyłem Orki, bo potrzebowałem jednego tygodnia odpoczynku od Imperium, powolnej rozbudowy, epickiej obrony i dźwięku stalowych maszyn mozolnie ruszających do boju. Chciałem szybkości, grabienia, palenia, oślinionych kreatur, poświęcania, kontrolowania, mordowania i rabowania. Nie użyłem jednak Wurrzaga, nie mogę się przekonać do tej legendy. Pozostałem przy dość tradycyjnym decku, który z założenia miał szybko rozprawiać się z przeciwnikiem, ale jednak mieć możliwość wygrania, jeśli trzeba będzie zwolnić przez kulty lub uporczywie broniącego się przeciwnika.

Talia na deckboxie: Slash’n’Burn

Kilka kart chciałbym skomentować:

Wolf-Gobbos-218x300Night Goblins – karta, która często budzi zdziwienie według mnie jest bardzo dobra. Zdejmuje Loeca z naszych jednostek i obronne dodatki HE. Pozbywa się Helblasterów, Talizmanów, czy innych czopów. Według mnie warto.

Wolf Gobbos – okazali się w moim decku nie być tak przepotężni, jak im wróżono. Nie zawsze była możliwość użycia, a poza tym jednak kosztują 2, więc robienie tego numeru co turę nie jest takie łatwe. Niemniej jednak, ściągnęli Ptasiora w kluczowym momencie, co przeważyło w jednej grze szalę zwycięstwa na moją korzyść. Chyba warto.

Ancient Map – dla mnie to jest must have do talii na snotlingach, podnosi przeciwnikom ciśnienie.

Get Outta My Way – nie widzę tego często w orczych deckach, a jest to karta wypasiona. Bardzo pomaga, a do obrony legendy wręcz niezbędna.

Runda I (ORC – CHA 1:2)

Chaos obrodził na tym turnieju i pierwszą grę przyszło mi zagrać właśnie z tą rasą. Spaczonymi dowodził Dex, który zawsze ma coś ciekawego w zanadrzu, więc trzeba bardzo uważać. Tym razem był to dość tradycyjny Chaos, a palenie wspierali Marauder Chieftaini. Niespodzianką w talii i zarazem bardzo skuteczną bronią na moją hordę była karta Beastmen Incursion. Ciekawy wybór karty z listy restrykcji z pewnością pomógł w osiągnięciu niezłego rezultatu przez Dexa. W pierwszej grze przegrałem głównie przez brak kontroli kingdoma. Dexowi udało się dzięki temu włożyć do battla dwóch Blood Dragon Knightów, którzy mordowali moje jednostki, aż miło. Na nic były Lobbery i Gobbosy – w starciu z BDK obstawionymi Spawnami te jednostki niewiele mogą zdziałać. W drugiej partii nie popełniłem tego błędu i nie dopuściłem do tego, żeby Dex miał magiczne cztery zasoby. Jak sam przyznał później, zaniedbał delikatnie królestwo, bo jakby chciał – to by te cztery młotki utrzymał. Jednocześnie wysypałem się z jednostek wspieranych przez Inwazję Snotlingów – dość gładko poszło. W trzeciej grabi była wyrównana, chociaż moją zmorą była kombinacja Den + Desacrated Temple + LW. Niestety, przez jakieś 3 tury nie udało mi się wstawić w battla nic, co by nie weszło spaczone. Dex kontrolując mnie uzyskiwał przewagę ekonomiczną, więc dość szybko gra zrobiła się do jednej bramki i poległem. Idąc na turniej z tą talią obawiałem się o jej szybkość i moje obawy się potwierdziły – nie byłem wystarczająco quick, więc byłem dead.

Runda II (ORC – DE 2:1)

Tak jakoś wychodzi, że na każdym turnieju gram z Nibelungiem. Tym razem również program wyznaczył nas do wspólnej zabawy. Głównym zamysłem talii Nibelunga były arki, Maranith i Crone. Czy to arki, czy legenda, miały przewinąć przeciwnika. Z DE mam ciężko, dlatego spodziewałem się przegranej 1:2, ale jednak udało mi się być górą. W pierwszej potyczce Nibelung bardzo szybko wystawił arki i Maranitha, więc mimo Inwazji Snotlingów nie zdążyłem. Przy arkach pajączki i raiderzy nie mają szans, toteż nie było jak atakować przeciwnika, a szczury i Bloodthirster wylądowały szybko na discardzie. Drugie starcie to dość szybki napór z mojej strony, co przy braku arki obniżającej wytrzymałość sprawiło, że Nibelung nie zdążył postawić defensywy i szykowaliśmy się  do trzeciej gry, która była truly epic. Na początku miałem inicjatywę, atakowałem i wrzuciłem Nibelungowi trzy inwazje snotlingów na stolicę. Udało mu się jednak ich pozbyć, a mój napór został w pewnym momencie skontrowany i wyszła maranithCrone z Black Guardsami – zaczęło się przewijanie. Ich udało się jednak ściągnąć, ale kulty w battlu nie pozwalały na przejęcie inicjatywy. Udało mi się spalić jedną strefę, ale karty kurczyły się w zastraszającym tempie, kiedy to miało miejsce kluczowe dla rozgrywki zagranie Nibelunga, który mając jeden żeton i kulty na ręce nie zagrał mi ich w battla tylko rzucił snarsy. Na początku mojej tury spadły te kulty, które już były w moim polu bitwy i mogłem wystawić hordę. Potrzebowałem zadać 14 obrażeń, żeby spalić. W battlu miałem szczury, do których dołożyłem dwa pajączki i zripowałem Bloodthirstera, którego wspomogłem eksperymentami. Równo 14 i koniec gry. Całe szczęście, że Nibelung nie miał LW na ręce, bo byłoby krucho.

Runda III (ORC – CHA 2:0)skarbrand

Tym razem trafiłem na Makabrysia i jego Chaos na Skarbrandzie. Wydaje mi się, że zasadniczym błędem, jaki popełnił Makabrysio było zbytnie inwestowanie w kingdom na początku. Udało mi się w obu grach bardzo dobrze skontrolować dociąg i zostawić oponenta z 2-3 kartami na ręce, z którymi nie za bardzo miał co zrobić. Mimo wszystko bronił się dzielnie tym, co miał, ale w tej grze niewiele mógł uczynić. Udało się także gobbosami zdjąć ptasiora i zostawić Makabrysia bez kart w queście i 1 kartą na ręce – dla takich chwil żyje orczy wódz! Total Destruction!

Runda IV (ORC – HE 1:2)

Sally-ForthJeśli dobrze pamiętam, to była to moja druga w życiu gra z Cogito, który jest już legendą Inwazji. Takie starcia zawsze wywołują emocje i tak też było tym razem. Talia przeciwnika opierała się na bardzo dużym dociągu i ataku z boku – aktualnie o różnych jej konceptach toczy się żywa dyskusja na forum, nie będę wiele pisał tutaj. Talia jest szybka i robi ciśnienie, a o to właśnie chodzi. Jestem dumny, że nawiązałem walkę i do końca nie było wcale pewne, że wyjdę z pojedynku, jako przegrany. Niestety, w trzeciej grze Cogito był o turę, może dwie szybszy w paleniu i jednak musiałem uznać wyższość i zadowolić się wynikiem 1:2. Ależ doczekaliśmy się czasów – HE szybsze w paleniu niż Orki. Muszę w tym miejscu dodać, że podobną – choć jednak trochę gorszą – talię złożył mój przyjaciel i nowy gracz na scenie – Arhra. Według mnie po zdobyciu większego doświadczenia może być on naprawdę groźnym przeciwnikiem, nawet dla najlepszych.

Turniej uważam za udany. Znowu dopisała frekwencja (16 osób!) i atmosfera. Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli zmienić lokum, bo to się staje za małe dla naszej wesołej gromadki. Zająłem 8 miejsce, czyli w środku tabeli. Oczywiście, jest apetyt na lepsze rezultaty, ale na wszystko przyjdzie czas. Gratulacje dla O’Jerrego. Był to turniej jego imienia i osiągnął bardzo dobry rezultat. Z tego, co widziałem bawił się przy tym równie dobrze – pełen sukces!

Na koniec trochę z innej beczki, ale nie do końca. Czytam ostatnio od początku blog Przema. Pierwsze wpisy czytane dzisiaj są naprawdę ciekawe – widać jak ewoluowała gra i jej zasady, jak zmieniło się meta i sposób rozgrywania pojedynków. Zwłaszcza interesujący dla mnie był wpis o kartach za trzy i fragment poświęcony zmianom tempa gry. Mam wrażenie, że od tamtych czasów (znanych mi jedynie z opowieści) gra pod kątem szybkości weszła w nadświetlną, chociaż po FAQ 2.0 można zobaczyć jakieś czwórki nawet. Nadal jednak wsparcie za 4 to herezja. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz więcej miejsca na finezję i droższe karty – wydaje mi się, że to byłoby tylko z korzyścią dla graczy.

Dzięki za uwagę (wpis wyszedł dłuższy niż zwykle) i jak zwykle zachęcam do komentowania!

Reklamy
Categories: Liga, Meta, Orki, Turnieje | Tagi: , , , | 7 Komentarzy

Zobacz wpisy

7 thoughts on “Slash’n’Burn

  1. Darecki

    Hej!

    Tak mysle ze Twoja talia – napor z elementami kontroli ma za malo naporu lub za malo kontroli, zalezy na co sie nastawiales. Rozumiem ze zrezygnowales z Vomita na rzecz Lobbera i Gobbosow – u mnie ci drudzy sprawdzaja sie srednio, czasami uda sie sciagnac cos fajnego tak jak u Ciebie ptasiora ale generalnie mam mieszane uczucia – w early game wole wrzucic cos po bokach a do bfa wrzucac drobnice (pajaki, raidersi). No i musi podejsc Horda. Generalnie Vomit to najlepszy removal w grze no ale wymaga troche innej talii (nastawionej bardziej na rozbudowe wsparciami, wtedy sam rzyg tak nie boli). Dobor kart z restrykcji – sprawdzil sie? Wg mnie Muster w orkach dziala swietnie, nie raz gosci na pierwszej lub drugiej rece no ale rozumiem ze Ty napierales od pierwszej tury wiec Muster nie wchodzil w gre

  2. Wilk

    Dzięki za komentarz. Vomit wyrzuciłem, bo jednak zależało mi na mocnym naporze i nie chciałem tracić własnych jednostek oraz 4 kasy. W założeniu talia powinna być na tyle szybka, żebym nie musiał go używać. Gobbos, tak jak napisałem na blogu a Ty w komentarzu – aż taki przegięty nie jest. Jeśli chodzi o restrykcję to muster jest lepszy, jeśli chcesz odpuścić jedną turę w atakowaniu. Ja nie chciałem, a młotek za 0 w queście się przydaje. Tu bardziej bym może pomyślał o rezygnacji z używania akcji One Orc’s Scrap i wrzucenia Innowacji – może działać lepiej niż muster nawet. Na pewno to kiedyś wypróbuję.

  3. przemo

    Siema,
    No ja bez rytuału bym się jednak nie ruszał z domu,
    a nie myślałeś, żeby dać wioski rasowe jednak + Wez Bigga i nowego Warchiefa??

  4. Wilk

    Myślałem, a nawet aktualnie intensywnie o tym myślę, bo to już inny deck trochę.

  5. Witaj,
    mam pytanie z cyklu nie znam się, ale czym jest talia oparta na kontroli? Discard rozumiem, ale kontrola jakoś do mnie nie dociera.

  6. Wilk

    Talia kontrolna to taka, która w zamyśle ma jak najbardziej przeszkadzać przeciwnikowi, czyli kontrolować go. Do tego używa się kart niszczących wsparcia (np. pillage, burn it down, raiding camps), jednostki (np. troll vomit, lobber crew, offering to hekarti) czy devki (np. desacrated temple, grimgor), kart ograniczających dociąg (np. infiltrate), lub kart ogólnie pozbawiających przeciwnika wszystkiego (np. judgement of verena). Idea jest taka, żeby samemu powoli się rozbudowywać jednocześnie nie pozwalając na to przeciwnikowi. W momencie, w którym jesteśmy już dużo lepsi ekonomicznie, zaczynamy atakować. Mam nadzieję, że jasno opisałem sprawę:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: