Inwazja pozytywnie zakręconych – wspomnienie Turnieju Regionalnego w Bydgoszczy

IMG-20130628-00563Kurz bitewny dawno opadł, turniej w Bydgoszczy jest już tylko wspomnieniem, poznaliśmy już relację Kubali (błyskawicznie napisaną!) oraz Przema. Nadszedł czas, żebym i ja podzielił się swoimi wrażeniami z tego wyśmienitego turnieju.

Przygotowania

Mam dwa oblicza. Z jednej strony jestem pod wpływem mocy Chaosu – nieprzewidywalny i targany skrajnymi emocjami. Z drugiej zaś drzemie we mnie imperialny perfekcjonista, który musi mieć wszystko poukładane. W sprawach wszelakich przygotowań górę nad szalonym Mr Hyde bierze jednak Dr Jeckyll, który jak nie zaplanuje – nie zaśnie. Dlatego też bilet na pociąg oraz hotel zarezerwowałem sobie z miesięcznym wyprzedzeniem. Dwa dni przed turniejem wydrukowałem mapki wrzucone przez Alana (propsy za mapki – full pro), wziąłem w pracy urlop na piątek, wydrukowałem decklistę, potwierdzenia i bilety, włożyłem wszystko w teczkę i byłem lock&stock, czyli w pełni gotowy na podbój największego grodu województwa kujawsko-pomorskiego.

Jedyne, czego na etapie przygotowań żałuję, to tego, iż nie udało mi się zmobilizować chorągwi warszawskiej w większej liczbie dzielnych wojów. Po ostatecznym przeliczeniu szabel okazało się, że Inwazji na Bydgoszcz dokonamy w sile czterech: Ostry, Selverin, Mikals i Wasz uniżony skryba. Ze wstępnego rozeznania wynika, że na Mistrzostwa Polski pojedziemy dużo mocniejszym składem, także nie ma co płakać, patrzymy w przyszłość z optymizmem.

Wracając jednak do przeszłości, silni, zwarci i gotowi czekaliśmy, kiedy wybije godzina zero.

Dzień przedgrandfather_nurgle_by_xleshiyx-d5besm9

Wreszcie nadeszła długo wyczekiwana chwila – wyjazd. Na Dworcu Centralnym, gdzie rozpoczęła się przygoda spotkałem się z Ostrym, z którym dzieliliśmy trudy podróży zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Wyjechaliśmy dzień wcześniej, żeby spokojnie dojechać, przejść się po Bydgoszczy i pograć jeszcze trochę przed turniejem. Podobnie było we Wrocławiu i myślę, że jest to dobre rozwiązanie.

W naszym przedziale siedziała kobieta, która kaszlała, jakby miała gruźlicę. Trochę nas to martwiło, bo zaraza Nurgla ma to do siebie, że lubi się rozprzestrzeniać, ale postanowiliśmy nie przejmować się tym, choć zaraz po przyjeździe mieliśmy w planach wypić trochę napojów na bazie spirytusu celem oczyszczenia organizmu i odpędzenia ewentualnych sługusów Dziadka.

Podróż upłynęła nam na rozmowie, w zasadzie cały czas o Inwazji. W tym miejscu chciałbym podziękować Ostremu za ten wyjazd. Według mnie to zdecydowanie gracz ze ścisłej polskiej czołówki i przywilejem (nie bójmy się tego słowa) było z nim rozmawiać o grze. Podczas tego weekendu bardzo dużo się nauczyłem, na pewne zagrania zacząłem patrzeć inaczej, poznałem pewne aspekty gry, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Dodatkowo, zrozumiałem jak ważny jest odpowiedni mindset, którego do tej pory nie doceniałem, choć w pokerze był dla mnie podstawą. Chłonąłem wiedzę jak gąbka, co przydało się również na turnieju. To w dużej mierze dzięki radom Ostrego udało mi się wejść do topki i zająć wysokie miejsce. Dlatego też chciałbym tutaj również Pawłowi podziękować.

IMG-20130628-00562

Silni, zwarci i gotowi!

Po odświeżeniu się w hotelu wyszliśmy na miasto, gdzie spotkaliśmy się z Mikalsem i jego dziewczyną. Po posiłku i kilku głębszych udaliśmy się do naszego hotelu celem ogrywania talii. Po drodze zaszliśmy jeszcze do sklepu, gdzie kupowaliśmy prowiant na wieczór. Za mną w kolejce stała grupka dresiarzy. Ja kupuję: woda, cola, jest pasta do zębów?, aha nie ma, to jeszcze może… rum! Pakuję wszystko do siatki, na koniec flaszkę, odwracam się, a jeden z dresiarzy kiwnął do mnie głową dając do zrozumienia, że zakup zaaprobował. Pierwsze spotkanie z lokalną społecznością nastroiło nas pozytywnie na następny dzień.

Talie testowaliśmy z Ostrym do ok. 3 rano. Mikals nie chciał siedzieć tak długo, ale jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że przyjechał z przeuroczą towarzyszką, z którą również chciał spędzić czas. Testy upłynęły w pozytywnej atmosferze choć – jak to zwykle bywa – wywróciły wszystko do góry nogami i tak to płynnie przechodzimy do rozdziału poświęconemu talii, którą grałem.

The Deck

IMG-20130628-00564

Testerzy

Jadąc do Bydgoszczy byłem przekonany, że będę grał Dark Elfami na End Times. Konkretnie miałem na myśli deck, którym Daniel z Winvasion wygrał kanadyjskiego regionalsa (http://deckbox.org/sets/393440). Dokonałem w nim jednak zmiany wyrzucając Vile Sorceress a dorzucając trzeciego Walking Sacrifice oraz dwóch Mannfredów (według mnie jedna z kluczowych jednostek dla tego typu talii i chyba nie pomyliłem się, bo Przemo również go miał). Z pełnym przekonaniem jechałem tym deckiem, miałem wydrukowaną na niego decklistę, byłem spokojny.

Mój spokój od samego początku zaczął burzyć Ostry, który stwierdził, że nie powinienem tym grać, ponieważ nie jest to optymalny deck, da się to złożyć lepiej, a poza tym nie jestem ograny. Mocno natomiast przekonywał mnie, że powinienem jechać Chaosem który miałem we Wrocku, bo tam mogłem zajść daleko, gdyby nie błędy.

IMG-20130629-00567

Powiększenie tego zdjęcia pomoże odgadnąć tajne hasło;)

Nie powiem, siał ziarno na żyzną glebę, ponieważ mocno rozważałem wzięcie Chaosu. Do tego stopnia mocno, że miałem go ze sobą na wszelki wypadek. Ostatecznie, jak wszyscy wiedzą zagrałem nim (po drobnych zmianach), ale może po kolei. End Timesem chciałem jechać ponieważ trochę obraziłem się na Inwazję. Stało się to po ostatnim przed Bydgoszczą turnieju, kiedy to nie dość, że zostałem zmiażdżony, to jeszcze mój Unleashing został zastopowany przez disdaina rzuconego z kasy z Waystonów, o czym zresztą już płakałem na blogu. Coś wtedy we mnie pękło, obraziłem się na grę i stwierdziłem, że End Times będzie odpowiedzią na wszystkie moje problemy i troski. Nie był.

Po długich debatach i rozważaniach późną nocą w hotelowym pokoju zdecydowałem się jednak na Chaos. Wpłynęła na to analiza meta, jaką dokonaliśmy z Ostrym (wywiad i analiza pola bitwy przed walką to podstawa; Sun Tzu, Sun Pin, elo). Stwierdziliśmy, że będzie dużo Dark Elfów, z którymi dobrze sobie radziłem. Ponadto, talią byłem ograny, mogłem grać z zamkniętymi oczami. Postanowiłem jednak zmodyfikować ją w stosunku do tej z Wrocławia, ponieważ niektóre karty mi wtedy bardziej przeszkadzały, niż pomagały. Wyrzuciłem:

Savage Gors – talia i bez nich ma mocne uderzenie, poza tym musiałem ich wkładać w battlefield, co psuło mi koncepcję ciągnięcia maksymalnej możliwej ilości kart.

Long Winter – kontrolę devek mam w tali dzięki Księciu Demonów i Desacrated Temple, więc dodatkowa nie była aż tak potrzebna. Zresztą, zamiast kontrolować devki wolę wjeżdżać przeciwnikowi z buta w twarz, więc zimy nie pasowały do koncepcji.

Plague Bomb – najbardziej dyskusyjna według wielu zmiana. Rzeczywiście, bomba się świetnie sprawdza w kontroli jednostek. Ale jest taktyką, kosztuje 3, ma 3 lojalki a za tyle to mi się zdarzało strefę palić. Dlatego też jednak wypadła.

Daemonsword – kiedyś wydawało mi się, że ta talia bez mieczyka nie ma prawa bytu. Daje trzy młotki i dwa wytrzymałości, a drawback w postaci corruptu jest tutaj akurat dodatkowym atutem. Niemniej jednak zauważyłem, że jednostka z mieczykiem zawsze jest celem numer jeden przeciwnika, który zrobi wszystko, żeby ją zdjąć, podczas gdy bez miecza jednostki są często lekceważone. Dlatego też trudna, ale chyba słuszna decyzja.

O tym, co dodałem za chwilę. Ważne dla mnie było również, żeby talia miała równo 50 kart – znów za sprawą Ostrego, który przekonał mnie po długiej debacie, że jedna karta więcej jednak robi różnicę, a trzy więcej czasem przegrywają grę. Ciężko było rezygnować z kart, ale udało się. Ostatecznie talia zmieniła się z control na aggro-control i wyglądała tak:

Aggro-Control Khorvak Quest Desant

(http://deckbox.org/sets/373889)

Jednostki – 20

2 x Daemon Princekhorvak

3 x Fledgling Chaos Spawn

3 x Blue Horrors

3 x Pink Horrors

3 x Warhounds

3 x Sorcerer of Tzeentch

3 x Khorvak Grimbreath

Taktyki – 13

3 x Blood Summoningblood

3x Offering of Blood

2 x Seduced by Darkness

3 x Warpstone Experiments

2 x Unleashing the Spell

Misje – 3

3 x Raiding Camps

Wsparcia – 14

3 x Disc of Tzeentchdisc

3 x Northern Wastes

3 x Rift of Battle

2 x Den of Iniquity

3 x Desacrated Temple

Wielu młodszych stażem graczy prosiło mnie, żebym opisał jak cała talia działała, więc poświęcę temu parę linijek. Ogólnie zamysł był prosty. Ładuję wszystko w misję poza Książętami i jak najdłużej utrzymuję przeciwnika w przekonaniu, że jest bezpieczny. W kluczowym momencie cała eskadra ładuje w strefę, dopalam Unleashingiem i – co często było niespodzianką – Offeringiem. Przy okazji kontroluję jednostki pieskami i ptaszkami, devki księciem i świątynią a suporty Raiding Campsami. Krótko o poszczególnych kartach. Postaram się napisać tak, żeby doświadczonych graczy nie znudzić, a wręcz zabawić:

IMG-20130629-00576

Myślicie że to finał? To pierwsza runda. Emocje od rana do wieczora.

Daemon Prince – bardzo rzadko używany do palenia, najczęściej do kontroli devek. W stosunku do Wrocławia zmieniłem liczbę z 3 do 2. Nie jest to kluczowa jednostka, a przy takim dociągu 2 wystarczy jak mam – zdąży się poświęcić, co trzeba.

Fledging Chaos Spawn – do poświęcania pod Księcia i Offering, do spaczania pod Summoning. Ponadto pod eksperymenty do dociągu. Warto zaznaczyć fakt, że podpakowany eksperymentami pomiot z dyskiem w strefie z riftami niemalże sam pali strefę. Nie wiem czemu mnie przymuliło i we Wrocławiu miałem tylko dwa, tu naprawiłem ten błąd.

Pink Horrors i Blue Horrors – żeby wchodziły razem trzymając się za rękę i śpiewając piosenkę. Niebieskie nawet jak schodzą, to wchodzą więc dobry deal. Czasem robiły świetne starty, jak wychodziły 2 + wioska rasowa + summoning + piesek.

IMG-20130629-00571

Zwycięzca maty we własnej osobie – Mistrz!

Warhounds – pieski to podstawa, tania jednostka która daje nam młotki zabierając je przeciwnikowi. Must have.

Sorcerer of Tzeentch – jeśli chodzi o chaosowe restrykcje to według mnie numero uno. Ptaszek jak wchodzi to odpala przeciwnikowi zegar. Jak wchodzą dwa to odpalają ból dupska. Daje nam młotki, zabierając je przeciwnikowi, czego chcieć więcej.

Khorvak Grimebreath – musi być razy trzy. Wchodzi za darmo z Summoninga i od razu generuje wcisk, ciśnienie, strach i przerażenie. Chowajcie swe dziatki, Khorvak ma naprawdę srogi oddech.

Blood Summoning – MVP tej talii, zdecydowanie najważniejsza karta. Robi fantastyczne starty, pozwala wstawić Khorvaka i od razu zaatakować. Bardzo ważna w grze przeciwko Mrocznym Elfom i kradzieży zasobów, bardzo popularnej w pometatronowym meta. Daje też fałszywy spokój przeciwnikowi, który myśli, że pewnych jednostek nie wystawię z braku kasy, a tu jednak witam Pana Ptasiora!

Offering of Blood – moja niespodzianka dla wszystkich, którzy myśleli, że mają jeszcze turę, że uda się przewisieć na devce, ale najbardziej dla tych, którzy z uśmiechem na ustach mówili „czyli zadajesz siedem, więc jeszcze nie palisz”. Otóż już palę, pani kierowniczko, ja palę cały czas, można powiedzieć non-stop palę. Offering pozwala na niedopalenie stref, co również daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa przeciwnikowi. Przy założeniu, że odpalam wszystkie Offeringi to na stolicy oponenta mam gwarantowane po trzy obrażenia w każdej strefie. To znacząco zmniejsza ilość obrażeń, jakie potrzebuję zadać, żeby skończyć grę, zwłaszcza przy użyciu Unleasha. Niedoceniana, ale wybitna karta.

IMG-20130629-00569

Warszawa – Wrocław
Long live the Invasion!

Seduced by Darkness – nie ma się co rozwodzić. Spowalnia przeciwnika, a jak trzeba to spacza mi jednostkę, którą muszę użyć do ataku a nie mam spaczonej, np. Spawn z dwoma eksperymentami i dyskiem na sobie. Tylko 2 kopie, trzecia wypadła, ale wyrzucałem z ciężkim sercem. Jednak nie jest to kluczowa karta, a przeciwnik często nie zdąży mnie zaatakować na tyle skutecznie, żebym musiał się desperacko bronić. Ponadto, DE za dużo nie atakują, a przecież analiza meta była pro robiona.

Warpstone Experiments – najlepsze o wpół do dziesiątej rano, czyli przed questem dla kart + później do wcisku. Ich brak w takiej talii to karygodny błąd.

Unleashing the Spell – znany i lubiany chaosowy finiszer. Nie zliczę nawet gier, które kończyły się stwierdzeniem „… no i anlisz”. Tu również z ciężkim sercem wyrzuciłem jedną kopię, ale trzy to jednak za dużo, bo potrzeba tylko jednego, żeby skończyć. Poza tym to nie jest tak, że jak nie dojdzie to nie da rady wygrać gry.

Raiding Camps – misja dociągająca karty, czyli to, co demony lubią najbardziej. Poza tym podstawa kontroli wsparć, według mnie aktualnie jedyna grywana chaosowa misja (może poza Beastmen Incursion, ale to jednak specjalna misja)

IMG-20130629-00574Disc of Tzeentch – w zastępstwie za Khorvaka pozwala atakować z boku, daje dodatkowy młotek i położony na spawnie sprawia, że przeciwnik zaczyna mieć ciężkie wybory, co zabijać. Koniecznie razy trzy, we Wrocławiu miałem dwa i to było za mało.

Northern Wastes – tanio, szybko, Dosia.

Rift of Battle – mnożnik obrażeń, dla nas prawie niegroźny, chyba że jakieś Sally Forth, mirror, albo uporczywa obrona w queście, który prawie zawsze jest obstawiony, więc którego najczęściej i tak nie ma sensu atakować.

Den of Inquity – Generalnie do kontroli jednostek przeciwnika razem z zestawem do usuwania devek i kamienia nazębnego. Dla mnie najsłabszy punkt talii, nie spełniał aż tak dobrze swojej roli. Według mnie można spróbować wrzucić coś innego, może jakiś support z jedną lojalką (ale jak myślę o Northern Forge to od razu mam mieczyk przed oczami).

Desacrated Temple – pogromca devek, świetne wsparcie. Z Księciem robi bardzo dobrą robotę.

Podsumowując: niszczyć, spaczać i palić, palić, palić!

Pył bitewny

IMG-20130629-00572

Ogłoszenia parafialne od MC Alana!

Po krótkim śnie i solidnym śniadaniu stawiliśmy się na polu bitwy, czyli w Cafe Kino. Świetna miejscówka, bardzo klimatyczne miejsce z cytatami i zdjęciami z filmów na ścianach. Bardzo fajnie podzielona sala, w której graliśmy – na stoły dla topki, salę główną i salę płaczu, żalu i sromoty, czyli tak zwane „przy kiblach”. Było wygodnie i przestronnie, świetnie to Alan ogarnąłeś!

Wiele razy było to już powiedziane, napisał to także Przemo w swoim wpisie, ale napiszę to i ja: to dla takich chwil człowiek gra w Inwazję. Dla tych ludzi, którzy tak jak Filku mówią: „Jak zrobisz regionalsa w Warszawie to przyjeżdżam nawet w Boże Narodzenie”, którzy jak Przemo są chodzącymi legendami tej gry, czy jak Czarny – są chodzącym fluffem. Dla tego klimatu, wspaniałej atmosfery, która sprawia, że człowiek czuje, że jest to prawdziwe święto, a nie tylko sobota. Dla emocji, dla radości wygranej i goryczy porażki, dla trzech pajączków na pierwszej ręce, dla topdeck Hemmlera ciągnąc jedną kartę, dla odpalenia komba i zablokowania odpalenia komba, dla szalonych talii i pomysłów. Wystarczy pobyć na takim turnieju chwilę i człowiek widzi pasję w oczach graczy. To naprawdę piękne przeżycie dlatego nakurwiać na MP-ki wszyscy!

A zatem do rzeczy – runda zasadnicza.

Runda 1

Drixen (DE, przewijarka) 2-0

IMG-20130629-00570Przed pierwszym pojedynkiem zawsze jest delikatny stres i spinka. Ja starałem się temu zapobiec poprzez techniki relaksacyjnego oddechu, luźne i przewiewne ubranie, odpowiednie nastawienie psychiczne i 100 gram czystej, co tam najzimniejsze macie w lodówce. Przeciwnik raczej zrelaksowany, miły, ale chyba nie spodziewał się do końca, czego może się spodziewać, bo nie do końca ogarniał, jak działa Unleashing. Nie przeszkadzał mi za bardzo we wrzucaniu kolejnych kart do questa, bo to wspierało jego mechanikę przewijania. W pewnym jednak momencie uderzałem nagle za milion i mimo, że Drixen próbował podejmować środki zaradcze zabijając mi jednostki było już w zasadzie za późno. Nie wyrzucał mi kart z ręki, więc Unleashing spokojnie czekał na swoją chwilę i w obu grach zakończyłem właśnie w ten sposób, chociaż w drugiej byłem już rzeczywiście bliski przewinięcia. Uchroniło mnie jednak poświęcenie jednostek na Offeringa, co dodatkowo pozwoliło zmiękczyć stolicę przeciwnika. Pierwsze koty za płoty.

Runda 2

Oreł (IMP, rush na wojownikach) 1-2

IMG-20130629-00575

Obawiam się, że mam kłopoty…

Wiedziałem, że z Imperium nie będę miał lekko. Oreł to bardzo przyjemny człowiek, miło się grało i integrowało. W pierwszej grze miał baja, więc siadł pełen zapału i chęci do gry. Ja również byłem nastawiony bojowo, dopóki nie zobaczyłem trzech milicji i trzech drummerów w battlu i nie usłyszałem: „za dziewięć w kingdom”. Wtedy pomyślałem, na Slaneesha, emergency, źle się dzieje w państwie duńskim. Nie wyszedłem z tego i gramy drugą grę. W drugiej spokojnie, wysypuję się z młotków, Oreł wychodzi z supportów po bokach i milicjantów w battla. Chwilę później grabię jego obozy, wsparcia zburzone a w oczach milicji zobaczyłem strach i przerażenie (później Imperial Production Corporation nakręciło o tym całkiem dobry film: Fear and Loathing in Middenheim). Zatem 1-1 i przystępujemy do ostatecznego boju. Szybki kościółek i odpowiedni zestaw dyscyplin skutecznie uniemożliwił mi likwidację jednostek, a zatem i supportów. Mi zazgrzytało w dociągu i po długiej walce poległem.

Runda 3

Okoń (HE, wcisk na Star Dragonach za darmo) 2-1

24-28Niezrażony porażką przystąpiłem do kolejnej gry choć już nie na stoliku numer jeden, a numer sześć. O przegranej już nie myślałem, zgodnie z nastawieniem, że każdy pojedynek jest odrębną całością, nie ma co patrzeć w przeszłość i trzeba grać swoje. Okoń miał najciekawszą talię, jaką widziałem na turnieju. Generalnie chodziło o zagrywanie jak największej ilości spelli normalnie i z wiatrów dla zasobów z Watchstone of Athel Tamara. Później za spelle w discardzie za darmo wchodziły smoki i paliły. Nawet jak zeszły, to szybko wracały z Gift of Life. Okoń miał też sporo misji, które odrzucał do anulowania akcji Magiem Loeca. Szukałem talii na deckboxie i forum, ale Okoń się nie podzielił chyba. Szkoda, bo mimo iż na koniec był 19ty, to jednak jedno zwycięstwo zamiast przegranej mogło mu dać topkę. Nasze gry były zacięte, ale jednak kawałek tego decku musi przemielić, żeby dokopać się do smoków i zrzucić odpowiednią ilość spelli. Poza tym nie było jak i czym palić raczej. Ja zaś starałem się być szybki, bo zrozumiałem na dzień dobry o co chodzi w talii (widziałem już podobną – coś takiego kombinował swego czasu Arhra). Mimo wszystko pierwszą grę przegrałem, toteż musiałem spiąć się w sobie i wygrać drugą. Wiedziałem, że na Unleashing nie mam co za bardzo liczyć, bo i tak zostanie anulowany, a przebrzydłego maga ciężko było zdjąć. Postawiłem na brutalną siłę i udało się. Wydaje mi się, że Okoń popełnił błąd olewając moje Summoningi. Gdyby je anulował, trudno by mi było pospaczać jednostki i mogło się skończyć rumakowanie [edit: Virgo mnie poinformował, że spaczenie to koszt, więc i tak by się spaczyły. Zatem mój strach był nieuzasadniony]. Przeciwnik ewidentnie czekał jednak na Unleashing, bombę lub Burn it Down. Z tym Burnem to ciekawa historia, bo mimo że go nie miałem przeciwnik wkręcił sobie, że mam. Wystarczyło położyć pierwszą devkę w battla. Oczywiście, mówimy o kumatym przeciwniku, bo taki, który nie patrzy co się dzieje na stole, albo nie wiąże tego co się dzieje na stole z tym, co może zostać zagrane, nie da się podpuścić. To tak jak w pokerze, czasem wygodniej gra się z lepszym przeciwnikiem niż totalnym nowicjuszem. Wracając do pojedynku z Okoniem, drugą grę udało mi się szybko wygrać, na trzecią zostało nam z dziesięć minut. Walka była zacięta, kiepski dociąg u przeciwnika i brak poważnej kontroli sprawiły, że znowu rozhuśtałem machinę – udało mi się spalić na minutę przed końcem. To był naprawdę ciężki pojedynek, dzięki Okoń (i podziel się talią!).

Runda 4

Marcin Odziemski (DE, combo na Lordzie i kociołkach)

IMG-20130629-00578

Debiut Mikalsa – focia obowiązkowa

Do gry przystąpiłem z werwą wywołaną zwycięstwem w ciężkim pojedynku z Okoniem oraz spowodowaną trudną, aczkolwiek przyjemną relacją pomiędzy mną a kolejną zimną setuchną. W tym miejscu zresztą również podziękowania dla obsługi lokalu, która musiała się ze mną użerać jak rozlewałem soki i co chwilę domagałem się garnucha. Byliście pro, a dziewczyny bardzo ładne (co nie zmienia moich uczuć do koleżanki z Wrocławia, jesteś the best). Okej, gram z DE. Nie za bardzo się boję, bo grałem już przeciwko temu combu więc wiedziałem co i jak. Miałem też dodatkową motywację, bo Marcin w poprzednich rundach pokonał Mikalsa i Ostrego, zatem wróżda rodowa była rozkręcona na całego – rachunki musiały zostać wyrównane, a wizerunki mafiosów filmowych na ścianach spotęgowały chęć vendetty. Marcin wyluzowany, na początku naszej gry spożywał jakieś dary boże w postaci drożdżówki czy innej bułeczki na ciepło. Przeciwnik zrelaksowany to przeciwnik pożądany. Grałem więc w taki sposób, żeby utwierdzić Marcina w przekonaniu, że nie stanowię dla niego zagrożenia i uderzyć znienacka. W pierwszej grze się udało. W drugiej Marcin już był bardziej uważny i udało mu się odpalić combo. Tu muszę przyznać, że miałem tak parszywy dociąg, że kląłem Bogów Chaosu za ten szajs. W trzeciej grze było dużo mind game i liczenia obrażeń na stolicy przeciwnika oraz ilości moich kart w decku. Kluczowy okazał się tu Offering, którego nie pokazałem w poprzednich grach przeciwnikowi, a który odpalony razy trzy spalił druchii na turę przed przewinięciem. 3-0-1, wstąpiła we mnie dodatkowa nadzieja na topkę, choć miałem lekcję z Wrocławia, że każda porażka może zakończyć turniej.

Runda 5

Angian (DE, talia mistrza Europy 2013 czyli przewijanko z discardem ręki) 2:0

IMG-20130629-00577

Organizator w akcji!

Na typ etapie miałem wrażenie, że ten turniej wygląda jak przechodzenie Mortal Kombat. Z każdym zwycięstwem przeciwnik był coraz trudniejszy i na przedostatnim poziomie natknąłem się na Angiana, bardzo dobrego gracza. Spotkaliśmy się już we Wrocławiu, gdzie również wygrałem, dlatego też wiedziałem, że przeciwnik będzie zmotywowany podwójnie. Niemniej jednak wiedziałem także, że mimo wszystko będzie to bardzo przyjemna gra, gdyż Angian jest bardzo miłym i kulturalnym człowiekiem. W pierwszej grze miał naprawdę zabójcze wyjście, ale na moje szczęście ja miałem imba!!!111oneone. Jeśli dobrze pamiętam to wyszedłem ze spawna, trzech horrorów, rifta, misji, khorvaka za spaczenie horrorów z Summoninga, którego to Khorvaka spaczyłem Seduced i pozbywając się całej ręki zaatakowałem za 8 w swojej pierwszej turze. Angian nie mógł po prostu nic zrobić. W drugiej grze nawiązał walkę i Caught the Scenty wyrzucały mi co trzeba z ręki. W kluczowym momencie Shady wyrzuciły nie tę kartę, którą trzeba było (Angian miał 33,3% szans) i również z tego pojedynku wyszedłem zwycięsko. Pamiętam, że naszą grę obserwował jeden z młodszych graczy, którego wybitnie zdziwiło, dlaczego ja gram rifty w questa, skoro one służą do ataku. Kolega został poinstruowany, że ja palę z boku, na co ze zdziwieniem zapytał: „jak to z boku?”. Cieszę się zatem, że mogłem zaprezentować ciemne sztuczki nowemu graczowi. Ze statami 4-0-1 nie wiedziałem jeszcze, że mam zapewnioną topkę, myślałem tylko o kolejnym przeciwniku. Kto nim będzie? Z tablicy i moich wyliczeń wynikało, że może to być Metatron. Oczywiście, stresik delikatny miałem, bo wiadomo: Metatron to Metatron. Niemniej jednak Dark Elfy nie były dla mnie najstraszniejszym przeciwnikiem, więc spokojnie czekałem, co się wydarzy a kiedy ogłoszono paringi usłyszałem, że gram z…

Runda 6

Przemo (DE, End Times) 2:1

… Przemem. W brzuchu zrobiła mi się kulka, zestresowałem się poważnie. Popatrzyłem na Ostrego, który patrząc na mnie zrobił smutną minę, która świadczyła, że to nie na mnie by stawiał, jakby na szybko otworzyli obok bukmacherkę. Niemniej jednak poklepał mnie po plecach i życzył powodzenia. Przez głowę mi przebiegło, że 4-0-2 po przegranej z Przemem też mi da raczej topkę buchholzami, ale szybko otrząsnąłem się z tej myśli: gram o wszystko! Idąc do stolika myślałem o tym, że będę grał z żywą legendą tej gry. Dla mnie Przemo jest właśnie legendą i jakbyśmy byli kartami to on byłby pacjentem, którego rzucasz na środek stolicy i masz młotki w każdej strefie. Dodatkowo smaczku dodawała myśl, że to pojedynek blogerów i że gram o topkę w turnieju regionalnym. To uczucie, którego życzę wszystkim graczom – takich chwil się nie zapomina. Przez całą grę starałem się zachować spokój. Pojedynek przebiegał w naprawdę fantastycznej atmosferze. Mieliśmy nawet jednego kibica – Tobiaco – który w pełnym skupieniu przyglądał się grze. Gram, robię swoje, wykładam kolejne jednostki, spaczam, atakuję i nagle widzę, że jak nie poleci End Times to w następnej wygrałem. Tak się stało. W drugiej szybkie nietoperze i zrzucanie kart z ręki sprawiło, że co bym nie robił – Koniec Czasu musiał nastać. Nie wyciągnąłem nic konkretnego i gramy trzecią. O wszystko, przynajmniej dla mnie, bo Przemo był już w topce na pewno przechodząc turniej jak burza i rozjeżdżając wszystkich jak walec. Przemo zaczyna. Walking Sacrifice i Mannfred na Heroic Task. Widzę już, że jak go nie zdejmę to będzie krucho. Dociągam ósmą kartę i widzę drugiego pieska. Zatem piesek, pokazują Spawna, Summoning na pieska, zagrywam drugiego pieska, pokazuję spawna i von Carstein poszedł do piachu. Wstąpiły we mnie nowe siły. Walka była jednak zacięta, Przemo IMG-20130629-00580zrzucał Muckiem rękę i dociągał kolejne karty. Wiedziałem, że każdą z nich może być ET ale robiłem swoje i po kolejnym moim ataku byłem turę od zwycięstwa. Przemo w swojej turze pociągnął kartę i podał mi rękę z uśmiechem. Prawdziwa klasa. W tym momencie wybuchły we mnie emocje, byłem tak szczęśliwy, że ciężko to opisać, jak mały dzieciak. Nie zapomnę tego nigdy i życzę każdemu graczowi.

Dla tych którzy wytrwali do tego momentu mały smaczek. Otóż Przemo podczas gry powiedział: „świetna talia, średni koszt karty 1,25, nieźle”. Poczyniłem zatem odpowiednie kalkulację i powiem, że trafił prawie w samą dziesiątkę. Otóż średni koszt karty w mojej talii wyniósł 1,22, czyli coś jak nieśmiertelne „1zł + VAT”. JESTEM W TOOOOOOPCE!!!

W 60 minut dookoła topki

IMG-20130629-00581Emocje sięgały zenitu, ale musiałem trochę ochłonąć i coś zjeść, zwłaszcza że na tym etapie byłem już po solidnym pół litra czystego spaczenia i coś ciepłego do jedzenia było dobrym pomysłem. Nie oddalaliśmy się za daleko, Selverin gdzieś zaginął, więc poszliśmy z Ostrym, Mikalsem i Kasią (która wiernie kibicowała do samego końca turnieju). Wybraliśmy ogródek, który był połączonym ogródkiem trzech lokali: w jednym była pizza, w drugim wódka, a w trzecim nie wiem co było, bo wódka i pizza w doborowym towarzystwie mi wystarczała. Złączyliśmy stoliki z Radanerem, Marcinem Odziemskim i ekipą, żeby wspólnie posilić się przed topką. Podczas obiadu padł jeden z najlepszych według mnie tekstów tego dnia, a autorem był Radaner. Brzmiało to mniej więcej tak: “Nie rozumiem dzisiejszego meta, jak można tak grać. Zagrywam kartę z ręki, zagrywam kartę z grobu, zagrywam kartę z dupy. Mam dziesięć kart na ręce, dziesięć w grobie i dziesięć na stole. Jest druga tura, grasz.” Zbieraliśmy się z 5 minut ze śmiechu i na fazę pucharową szliśmy w wyśmienitych humorach. Nie czułem już większego stresu, osiągnąłem plan maksimum i wszystko ponad byłoby tylko wisienką na torcie. Chciałem grać o zwycięstwo, ale byłem spokojny.

Ćwierćfinał

IMG-20130629-00586Po przybyciu na miejsce dowiedziałem się, że gram z Wojtem, a nie jak zakładałem z Kubalą. Nie zmienia to faktu, że moim przeciwnikiem miało być Imperium, co nie było dobrą wiadomością. Z Wojtem nigdy wcześniej nie grałem, okazał się bardzo kulturalnym i sympatycznym przeciwnikiem. Gry graliśmy w skupieniu, ale w pozytywnych nastrojach i bez spinek. Bez narzekania i usprawiedliwiania się, ale muszę napisać, że nie dość że miałem najgorszego z możliwych dla mojej talii przeciwników, to jeszcze był on tego dnia w świetnej dyspozycji (o czym świadczy zwycięstwo w turnieju), a ja miałem takie szambo za każdym razem na ręce, że wychodziłem z jednego młotka, co w mojej talii jest tragedią. Wojt w obu grach wyszedł dokładnie tak samo. W Kingdom milicja, kościółek i zoo, czego nie miałem jak ściągnąć. W drugiej turze Hemmler z taksą w questa i nara. Później dochodził Karol. Obie tak wyglądały. Robiłem co mogłem, siliłem się na najbardziej pro zagrania jakie znam, ale ten pojedynek to było starcie leśnych band partyzantów z uzbrojoną po zęby, pancerną III Rzeszą. Przegrałem 2-0, ale byłem szczęśliwy. Jasne, żałowałem że nie wszedłem dalej bo mam naturalną ciągotkę do rywalizacji, ale chapeau bas dla Wojta – świetna talia, świetne ogranie, świetny turniej. Gratuluję serdecznie zwycięstwa! Na tym etapie odpadł też Selverin, który ostatecznie zajął 6 miejsce. Szkoda, ale 25% topki stanowili gracze z Warszawy, co bardzo cieszy. Za wyeliminowanie mnie z turnieju Wojt otrzymał ode mnie specjalny żeton spalenia z Game Night Kita. Ja natomiast od Garrovsky’ego przypinkę imperialną. I to jest właśnie ten klimacik, który lubię!

Nocne Polaków rozmowy, czyli integracji czar

IMG-20130629-00601Po skończeniu gry zająłem się razem z pozostałymi kibicowaniem Final 4 czyli Wojtowi, Kubali, Przemowi i Czarnemu. Jak wszyscy wiedzą turniej wygrał Wojt, drugi był Przemo, trzeci Kubala i czwarty Czarny. Ja zająłem 5 miejsce i tym samym ustanowiłem sobie wysoko poprzeczkę na następne turnieje. W ramach nagrody zgarnąłem grę “Kolejka” (i jestem bardzo zadowolony, bo od dawna chciałem ją mieć), a także komplet stolic przygotowanych specjalnie na regionalsa oraz wypasioną płytkę Alana – serio chłopaku, bardzo mi się podoba. Po rozdaniu nagród spakowaliśmy manatki i zawinęliśmy się w podróż do lokalu na integrację.

IMG-20130629-00589Miejscówka była bardzo przyjemna, mieliśmy dla siebie całą wielką salę, była okazja spokojnie pogadać i wypić. Oczywiście, tematem przewodnim była Inwazja i przeżycia mijającego dnia, ale zeszliśmy na różne tematy, jak to podczas nocnych Polaków rozmów bywa. Highlightami wieczoru było nasze rapowanie z Alanem, Filku i jego hiperaktywność, beef Alana i Okonia (“Zawisza jedzie na sześć pociągów do was!”) o życiu i wszystkim, co z nim związane, oraz ogólnie wyśmienita zabawa do późnych godzin nocnych. Kto nie był, ten niech żałuje, bo jest czego! Z taką ekipą (choć niestety w okrojonym w stosunku do uczestników turnieju składzie) mógłbym imprezować codziennie. Już się nie mogę doczekać Krakowa.

Podziękowania, pożegnania, buźka, klapa, rąsia, goździk, całuski, cukiereczki, ciasteczka

IMG-20130630-00608

Spoils of War

Turniej był świetny. Zarówno poziom graczy i talii, jak i świetna atmosfera, tony klimatu i pozytywnej energii. Dlatego też ogromne podziękowania należą się Alanowi za ogarnięcie wszystkiego i nadzorowanie tematu oraz ludziom, którzy mu w tym pomogli. Chciałbym też podziękować moim wszystkim przeciwnikom za gry rozgrywane w przyjaznej atmosferze bez żadnej spinki. W następnej kolejności chciałbym podziękować Ostremu, Mikalsowi, Kasi i Selverinowi za wsparcie podczas całego turnieju, a także Nibelungowi który również dopingował mnie telefonicznie i trzymał kciuki (w Krakowie mam nadzieję, że będziemy się wspierać na żywo!). I teraz: Przemowi, Czarnemu, Filkowi, Okoniowi (dzięki za postawienie wódeczki dla wszystkich, miły gest), Ostremu, Selverinowi, Arcziemu, Nastiukowi, Michnikowi, Tobiaco, Mamutowi, Kubali, Wojtowi, Orełowi oraz reszcie ekipy z którą świętowaliśmy wieczorem. I ja też tam byłem, miód i wino piłem!

Dzięki za uwagę, mam nadzieję, że bawiliście się dobrze!

Reklamy
Categories: Chaos, Dark Elf, HE, Imperium, Meta, Turnieje, Uncategorized | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Inwazja pozytywnie zakręconych – wspomnienie Turnieju Regionalnego w Bydgoszczy

  1. Mixer

    Zaraz mykam, więc przeczytam do końca jutro.
    Moim zdaniem z restrykcji Mounted Marauders – owszem Ptasior zabija masę jednostek ale jak dla mnie i tak Marauderzy 🙂 Zwłaszcza lubie ich w talii mojej na sigvaldzie, jak zechcesz mi pomóc przy niej to Ci wyślę link na deckboxa 😀

  2. morphine

    Super relacja… Super się czytało. Prawie jak bym był :). Dzięki.

  3. Kubala

    Świetna relacja! No i wielkie graty. Liczę, że na OMP-kach będziemy mogli ze sobą zagrać.

  4. Nieźle napisana relacja, aż miło się czyta. Mam nadzieje że niedługo będziemy mogli znów się spotkać na turnieju tylko że oko w oko przy stole 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: