What is dead may never die – relacja z Regionalsa w Gdańsku.

All good things come to an end…

IMG-20131208-00969

Pięknie!

Powrót do rzeczywistości po tak fantastycznym regionalsie jest bardzo trudny. Całym pięknem naszych inwazyjnych spotkań jest to, że na jeden weekend wszystkie problemy – nieszczelne okna, przybijająca praca, czy inne rozterki – znikają i ustępują miejsca zabawie i rywalizacji. Na dwie doby stajemy się dowódcami, którzy prowadzą swoje armie do boju, toczą potężne batalie na śmierć i życie, palą i rabują, poświęcają i zabijają, budują potężne budowle i kierują różnorakimi kreaturami. Na dwie doby jesteśmy znowu dziećmi, które cieszą się z tej świetnej zabawy. Potem trzeba wracać do rzeczywistości, ale zostają nam po tych chwilach wspomnienia, które także chciałbym zachować w tym wpisie.

Nie będę za bardzo koncentrował się na swoich grach, bo jak już pewnie wszyscy czytający wiedzą, zająłem ostatnie miejsce. Zawsze jest tak, że ktoś musi je zająć, każdy marzy o tym, żeby to nie był on, ale po prostu ktoś musi. I w jakiś dziwny, fetyszystyczny sposób cieszę się, że to ja je zająłem. Złożyłem talię, która nie miała prawa działać, nie przetestowałem jej wcześniej na niczym, użyłem rasy, która raczej wiadomo, że nie miała szans przebicia się do czołówki, a przez ostatnie dwa miesiące byłem tylko dwa razy na turnieju, z czego raz musiałem dropować po drugiej turze. Przy czym żeby było jasne. Ja się nie usprawiedliwiam. Ja tylko piszę, że za te wszystkie grzechy spotkała mnie należyta kara. Duma gracza oczywiście została urażona, ale tym bardziej chcę teraz pojechać do Krakowa i Wam wszystkim wklepać.

Nach Danzig czyli Wiatr się wzmaga.

Z braku wolnego dnia w pracy (tak, tak, w wigilię też będę kiblował) nie mogłem pojechać rano, jak to mam w zwyczaju, więc pociąg miałem dopiero 14.30. Orkan Ksawery pokazał swoją siłę akurat, gdy jechałem na Dworzec Centralny. Pierwszy raz w życiu widziałem śnieg padający poziomo. Orkan Power niestety nie dostało limited i tak było przez dużą część drogi. Wybrałem pociąg. To według mnie najlepszy środek transportu podczas długiej zimy. Zamiast 4,5 godziny jechałem prawie 7, ale dojechałem w miarę wygodnie i w cieple.

Nie każdy miał takie szczęście. Dex z GilGaladem i Selverinem jechali 8 godzin i dojechali na 2 w nocy. Radaner z Majestym jechali z 15 dojeżdżając na godzinę przed rozpoczęciem turnieju, a Alan i Oreł nie dojechali wcale i byli zmuszeni do pozostania na noc w Bydgoszczy i przyjazdu jakimś megaporannym pociągiem następnego dnia. Nie dojechali, bo autosbus którym mieli jechać brał udział w wypadku, w którym zginęły 3 osoby. Kolega, którego poznałem na turnieju – Yogi – jadąc samochodem na turniej miał z kolei wypadek, który spowodowała jakaś kobieta. Wypadek na tyle poważny, że zabrali jej prawo jazdy. Jadąc pociągiem myślałem, że to ja mam pecha w dojeździe – jak się okazało miałem farta i to dużego.

Najważniejsze, że wszystkim, którzy chcieli dojechać, udało się dotrzeć na turniej w jednym kawałku. To pokazuje, jaka determinacja drzemie w graczach inwazji!

Z całej Polski ludzie są tu!

IMG-20131206-00871

Rozgrzewka przed sobotą.

Ja dojechałem na 21.10 na Gdańsk Główny, skąd miałem 10 minut piechotą do hotelu. Jak się okazało w trakcie podróży, Zygi mieszka naprzeciwko mojego hotelu, a że tam miała być integracja, to miodzio! Zameldowałem się, szybki prysznic i lecę do chłopaków. Tobiaco był dobry człowiek i po mnie wyszedł. Dodam tylko, że orkan już prawie opuścił wtedy Gdańsk i ludzie oraz zwierzęta nie latali już nad miastem, tylko poruszali się pieszo.

Jak się okazało byłem pierwszy. Spożyliśmy z Zygim i Tobiaco orzeźwiające napoje i popiliśmy je wódką. Chwilę później przyjechał Białystok reprezentowany przez Virgo, Kowala i Ptaszka. Podlaski prowiant wyjechał na stoły i impreza rozkręciła się na dobre. Niewiele później (albo czas leciał mi tak szybko) pojawiła się część ekipy z Bydgoszczy, czyli Marcin i Góral. Gadaliśmy o inwazji (spiseG!) caaaaaaaały czas – super było znowu poczuć ten klimat przed turniejem regionalnym. Niesamowite uczucie, polecam. Nagle zrobiła się druga i pomyślałem, że warto by było jednak pójść spać. Akurat jak miałem wychodzić pojawiła się ekipa z Warszawy (bez

IMG-20131206-00864

„A tak będę tłukł szczurami!”

Trybsona na szczęście), czyli Dex, GilGalad i Selverin. Pogadaliśmy chwilę i zawinąłem się do hotelu. Tam jeszcze doszlifowałem swoją talię (ale śmiesznie to nawet brzmi), spisałem decklistę, obejrzałem Wojewódzkiego (była żona Lewandowskiego, no nie dało rady nie obejrzeć) i poszedłem spać w nadziei, że Las pokaże jutro swoją siłę. Pokazał mi faka. Ale prawdziwy las pokazał coś innego ekipie z Warszawy, nocującej w akademiku. Mianowicie dzika. Normalnego, pełnowymiarowego dzika, który biegał sobie koło akademika. Dex myślał, że to kot [poprawka: Dex mówi, że nie myślał, że to kot, tylko zawołał na niego „kici kici”].

20131207_031301

Kot, czyli dzik.

Czas bohaterów

IMG-20131207-00872Na miejsce turnieju dojechałem w miarę wcześnie, był czas pogadać z ludźmi, rozejrzeć się po lokalu, wypić klina i zaaklimatyzować się. Niesamowicie się cieszyłem, że mogę znowu brać udział w regionalsie i zbić piątki z wszystkimi, którzy przyjechali. Szkoda trochę, że nie dopisał Wrocław i Kraków, ale mam nadzieję, że zobaczymy się już w styczniu!

Bez większej obsuwy zaczął się turniej – miejsca do gry dużo, wszystko sprawnie i elegancko, wielkie gratulacje dla organizatorów! Skoro jestem przy organizatorach, to w tym miejscu chciałbym powiedzieć, że turniej był bardzo kozacko przygotowany. Wszystko sprawnie i elegancko, miejscówka idealna do tego typu wydarzeń. Nagrody bardzo syte: gry planszowe, morze książek, maty dla TOP8 i za ostatnie miejsce, koszulki na karty, pudełka, karty z alternatywnymi artami, bloki kart do wycięcia. Było na co  popatrzeć i z czego wybierać. I o co walczyć.

IMG-20131207-00888

Spoils of War!

Walka nie była moim celem na ten turniej, bardziej przyjechałem dla zabawy i integracji. Ale powiem Wam, że to jednak błąd. Rywalizacja i chęć zwycięstwa jest potrzebna, daje dodatkową zabawę, której ja nie miałem. Na szczęście w każdej grze miałem miłych przeciwników, więc nie było tragedii. Ale jak ktoś jedzie na turniej totalnie i wyłącznie for fun, to może się okazać, że tego funu będzie mniej, niż się spodziewa.

Ale może po kolei. Ostatnio bardzo mało grałem, nie miałem ograne w zasadzie nic, poza Chaosem na spaczaniu z Bydgoszczy. Zanim wyszło Hidden Kingdoms marzyłem o tym, żeby pojechać na regionalsa szczurkami. Jak wyszło Hidden Kingdoms byłem pewien, że pojadę na regionalsa szczurkami. Podzieliłem się tym z paroma osobami. Z każdej strony słyszałem, że jak DE położą żeton na Hekartii to po mnie. Zacząłem o tym myśleć, ale jakoś strasznie się nie przejmowałem, bo nie zależało mi na wyniku, więc nawet jak miałem przegrać, to co? Potem zrobiłem jeden wieczór testów z kolegami „nie turniejowymi” i szczurki dały radę elegancko, leśnymi przegrałem wszystko. Jedynie Chaos walczył. Niemniej jednak widmo Mrocznych krążyło nad skavenami, więc jakoś pomyślałem, że może jednak ten chaos. Poszedłem nim zatem na turniej środowy w Warszawie. Przegrałem dwie pierwsze gry (z DWA i DE) po czym musiałem zdropować. Zatem Chaos nie. I tak jakoś się zakręciłem, że jak Chaos nie, szczurki nie, to może te leśne. I jak kretyn je wziąłem i złożyłem na dzień przed turniejem w zasadzie. Dodam tylko, że Skaveny również miałem ze sobą w pudełku. Wystarczyło je wyjąc i zagrać. Zabrakło mi jaj.

Moja talia: http://deckbox.org/sets/550136

IMG-20131207-00882Generalnie nie napiszę Wam za bardzo, co talia miała robić, bo w tym momencie sam nie wiem. Pamiętam, że jak w pierwszej grze wziąłem rękę startową to pomyślałem: „ok, to jaki masz plan na grę?”. I wtedy – niestety dopiero wtedy – uświadomiłem sobie, że oto nie mam żadnego planu na grę, nie czekam na żadną kartę, bo i tak niewiele zrobię. Jasne, coś tam kontrolowałem Pielgrzymkami czy Spalić to!, ale to była „jakaś tam” kontrola. Mogłem atakować pojedynczymi jednostkami, ale przy kontroli w dzisiejszym meta jedną jednostką to można się pobawić w zaciszu domowym, ale to  co kto lubi, ja nie wnikam.

Zatem moment, w którym mnie olśniło, że nic na tym turnieju nie zdziałam, że prawdopodobnie przegram wszystko był trochę przygnębiający. Chodzi o to, że w takim maksymalnym przegrywaniu nie kryje się żadna zabawa. Cały dzień z zazdrością patrzyłem na Tobola i kibicowałem mu ogromnie do samego końca armii z kanałów.

IMG-20131207-00885

Runda I

Kowal (DE) 1:2

Udało mi się jedną wygrać. Kowalowi nie podeszła kontrola, ja poszedłem maksymalnie w battlefield i po prostu zdążyłem. W pozostałych dwóch nie miałem za wiele do powiedzenia, kontrola ręki i decku zrobiła swoje. Przeciwnik bardzo spoko, kupiłem od niego stolicę, którą zrobił dla mnie z przesłanego artu. Stolica super pro, jak ze sklepu. Miło się piło w piątek wieczorem, miło się grało w sobotę rano.

IMG-20131207-00883

Runda II

Tobiaco (DE) 0:2

Mecz przyjaźni. Tobiaco jest mega spoko gościem, miło się grało. Tu byłem kompletnie bez szans, zostałem skontrolowany, bez kart na ręce. Totalny nokaut.

Runda III

Nilis (EMP) 1:2

IMG-20131207-00900Kolejny mecz przyjaźni, z Mateuszem. Rywala znałem dobrze, bo gramy na warszawskich turniejach. Jest wspaniałym imperialnym graczem, zawsze niebezpiecznym. Do tego pasjonat, więc zawsze gra się miło. Przegrałem, nawet nie miałem szans walczyć (sam nie wiem jak jedną ugrałem). Załatwiła mnie zapętlona infiltracja, którą dostawałem tura za turą. Najśmieszniejsze jest to, że udało mi się pociągnąć dwa Karnozaury, a że miałem 4 zasoby,  bo stał Corp Polybog (który wyeliminował Elitę Osterknachtów) na którego Imperium nie miało jak zdjąć, to je wystawiałem i atakowałem. Ale zaraz wszedł Wilhelm i Karnozaury zamieszkały w Królestwie. Ale spoko, miałem 14 kasy na turę. Ciągnąłem niestety jedną kartę, więc było po zabawie.

Runda IV

IMG-20131207-00903

Darkblue (LIZ) 0:2

Jedyna przedstawicielka płci pięknej na turnieju, miło było zagrać. Już wcześniej siedzieliśmy koło siebie dwa razy i była okazja się sobie przedstawić. Jaszczurki jak to jaszczurki – mocne uderzenie, bez żartów. Polybogiem blokowałem legendę, ale moje jednostki były dobrze kontrolowane – wsparciami się nie da wygrać. W miłej atmosferze przegrałem kolejny pojedynek i na tym etapie widmo przegrania wszystkiego było już poważne.

Runda V

Yogi (ORC) 0:2

IMG-20131207-00896Po przerwie, w której posililiśmy się solidnie, zasiadłem do gry o matę. Na tym etapie wiedziałem już, że i tak będę wracał na tarczy do domu – czemu by nie wrócić z matą? Powiem tak. Miałem szansę powalczyć w tej grze, ale odpuściłem. Po prostu straciłem serce do walki, potężny las zamienił się w plątaninę ostrokrzewów, krzaków i chwastów. Dąb Wieków się zsechł, Dziki Gaj został splądrowany, Ariel odleciała (swoją drogą nie położyłem legendy chyba przez cały turniej). Po prostu straciłem serce do walki i nawet nie walczyłem. Przeciwnik bardzo miły, to on właśnie miał przygodę z samochodem i kolizją po drodze na turniej. Co ciekawe, nawet gdybym zaciekle walczył to dostawałem na twarz Inwazję Snotlingów jedną za drugą, Grimgora z rytuału i pozostałe wisienki z orczego tortu. Porażka i pełne politowania spojrzenia ludzi dookoła.

Runda VI

Bartek (ORC) 0:2

IMG-20131207-00898

Tu były jaja. Podchodzi na oko dziesięcioletni chłopczyk, którego poznałem podczas pierwszej gry bo grał obok mnie. Nie chciał ode mnie alternatywnego żetonu spalenia. Dobrze się nauczył, żeby nie brać prezentów od obcych. Okazało się, że ostatnią grę gramy razem. Co śmieszniejsze, okazało się także, że nawet remis sprawi, że nie będę ostatni i nie będzie maty. No to, myślę sobie, świetna okazja żeby się podłożyć. Młody będzie miał frajdę, że wygra coś, a ja będę miał matę. Poza tym mnie ostatnie miejsce nie zaboli bardzo, nie wejdzie na ambicję ani nie zniszczy mojej miłości do gry. Zatem już chciałem je zająć. Myślę sobie – spoko, podłóż się i po sprawie. Otóż nawet nie zdążyłem zacząć się podkładać. W pierwszej grze w trzeciej turze moja sytuacja była tak beznadziejna, że miałem jedną strefę spaloną, w drugiej 6 obrażeń i dwie Inwazje Snotlingów. Mówię do młodego – „stary, spaliłeś mnie w trzy tury!”. Na co on mówi z pełną powagą: „takie są Orki”. No to teraz już totalnie mam wjechane na ambicję, myślę sobie „podłożyć się zdążysz, teraz graj na super serio i wygraj to na 1:1”. Zaczynamy grać, nawet zdążyłem spalić jedną strefę, ale w następnej turze sam spłonąłem. Orc Warboss, dwie strefy w jedną turę, dziękuję, dobranoc. Mówię zszokowany: „gratuluję”. No co młody wyciąga zegarek z kieszeni, patrzy na niego, na mnie i mówi: „11 minut”, po czym odchodzi. I tak to właśnie finis coronat opus, mój upadek stał się faktem.

I znowu nocy było mało

IMG-20131207-00909

Dla mnie w tym momencie zaczęło się afterparty. Organizatorzy pozwolili mi wybrać sobie matę. Chociaż tyle dobrze, bo wziąłem sobie matę skaveńską. Naprawdę nie wiem, co ja z tym Wood Elfami myślałem… No nie wiem… Umówiłem się z Tobolem, że jak on wejdzie do TOP8 to mu oddam tę matę, bo mu się należała 100 razy bardziej niż mi. Ale nie wszedł do TOP8 ulegając w najlepszej szesnastce Barry’emu, który grał na kombo-kociołku. Obserwowałem całą grę i było mi bardzo szkoda Tobola i szczurków, bardzo im kibicowałem. Oglądałem gry topki, piłem wódeczkę z różnymi ludźmi (tu szczególne pozdro za ciekawe rozmowy przy wódeczce w trakcie topki dla Metatrona i Górala, a także dla Tobola, z którym utopiliśmy w kieliszku smutek po przegranej Skavenów) i bawiłem się przednio.

IMG-20131207-00915

Kibicowałem też kolegom z Warszawy. Selverin uległ w TOP16 Dexowi. Szkoda, że musiał się odbyć bratobójczy pojedynek, taka sama sytuacja była w pierwszej rundzie topki na MPkach, gdzie Dex mierzył się z GilGaladem. Tym razem Dex wyszedł zwycięsko z derbów i wszedł do TOP8. To samo udało się GilGaladowi i mieliśmy dwóch reprezentantów w ćwierćfinale. Tam Hubert musiał uznać wyższość talii Wojta, który zamiatał Chaosem i w efekcie ugrał trzecie miejsce na turnieju.

IMG-20131207-00911

Dex natomiast twardo szedł po mistrzostwo, ale na drodze stanął mu Mistrz Europy, the one and only Radaner Łódź. Mimo dopingu, jaki robiliśmy Dexowi, nie udało się naszemu enfant terrible pokonać Piotrka i ostatecznie zajął drugie miejsce. W trakcie finału wszystkich zgromadzonych spotkała dodatkowa atrakcja, a mianowicie Zygi grający w GTA2. Pozdro Zygi, Gouranga! I pamiętaj: damn nation! No donation, no salvation!

IMG-20131207-00918

Podczas ważenia finalistów.

IMG-20131207-00921

Gouranga!!!

IMG-20131207-00922

Pojedynek o beczkę Bugmana.

Turniej się skończył, zwycięzcy pobrali spoilsy, które – jak już pisałem były bardzo okazałe. Przyszedł czas na integrację, na której miałem okazję wystąpić. Było bardzo miło, byliście świetną publicznością. Po obejrzeniu filmu zdecydowałem się nie umieszczać go jednak w necie. Są na nim poza mną inni ludzie, a że godzina była już późna (po 23.00) i integracja toczyła się w najlepsze, nie każdy był w stanie zupełnej trzeźwości, dobrą polityką jest zachowanie tego dla siebie. Mam nadzieję, że wszyscy to rozumieją.

IMG-20131207-00938

Mistrz!

IMG-20131207-00943

Wicemistrz!

IMG-20131207-00954

III miejsce!

IMG-20131207-00945

Finaliści i organizatorzy – zdjęcie przyjaźni:)

Późniejsza integracja na zawsze pozostanie w naszej pamięci, było gruuuubo, a kto nie był, niech żałuje!

Dodam tylko, że było bardzo wiele dodatkowych atrakcji, umilających nam integrację, takich jak konkurs siłowania na rękę z Filkiem, czy gry i zabawy zespołowe.

IMG-20131207-00966

Dykta nie miał sobie równych w konkursie im. Filka

IMG-20131207-00959

IMG-20131207-00914

IMG-20131207-00930

Tym zdjęciem zakończę relację z integracji.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim, którzy włączyli się w organizacje tego wydarzenia, w szczególności  Zygiemu. Dzięki wszystkim, z którymi grałem za bardzo miłą atmosferę i przyjemne gierki. Dzięki wszystkim, którzy oglądali mój stand-up i dobrze się przy nim bawili. Tu szczególne pozdro dla Michnika, któremu słowo „dupa” od razu kojarzy się z frazami „za darmo” i „dla wszystkich”. Naprawdę Michnik, nie wiedziałem, że to w Tobie drzemie. Dzięki wszystkim, z którymi mogłem porozmawiać, wypić i świetnie się bawić. Duże pozdro dla ekipy warszawskiej!

IMG-20131207-00965

Still Alive!

To był wspaniały regionals, którego z pewnością długo nie zapomnę.

Do zobaczenia w Krakowie!

Long live the Invasion!

(ps. Jeśli ktoś nie chce, żeby jakieś zdjęcie było zamieszczone niech da znać, usunę.)

Reklamy
Categories: Gdańsk, regionalsy, Turnieje, wood elf | Tagi: , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: