Liga

Zmagania ligowe – Siła z Gór

3Wczoraj mieliśmy trzeci turniej ligowy w Warszawie. Strasznie żałuję, że nie mogłem być na pierwszym, ale postaram się nie opuścić już żadnego. Klimat na turnieju jak zwykle wyśmienity, grając razem parę miesięcy ekipa się już dość mocno zgrała, co uświadomiłem sobie tydzień temu, kiedy chłopaki zrobili mi super niespodziankę, o której pisałem w poprzednim wpisie.

Jeśli chodzi o talię, którą postanowiłem zagrać to wziąłem talię drumdaara z Katowic, o której możecie poczytać na naszym forum: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=5&t=3220

Biorąc pod uwagę, że drumdaar elegancko wyłożył o co chodzi w talii, ja skupię się na swoich przemyśleniach oraz na grach i wynikach z wczorajszego turnieju. Po pierwsze, bałem się trochę grać tą talią. Z jednej strony nie wiedziałem, czy nie będzie znowu wielu talii DE, a z drugiej rzadko grałem do tej pory krasnoludami i nie jestem ekspertem w tej rasie. Ponadto, przeglądając talię kilka razy stwierdziłem, że do jej prowadzenia trzeba mieć skilla. Temat ten poruszał też drumdaar, talia wymaga ogrania, a ja miałem grać nią pierwszy raz. Rzeczywiście, ciekawe rozwiązania (takie jak Pielgrzymka, Serpent i Tunnel Fighter w jednej talii) sprawiają, że trzeba dużo przewidywać, kombinować i po prostu myśleć. Wcześniej dużo grałem orkami i w porównaniu z graniem tą talią granie orkami to bułka z masłem.

Według mnie świetnym rozwiązaniem jest tu wrzucenie My Life x 2 i Master Rune of Valaya x 2. Zastanawiałem się przed turniejem czy nie zmniejszyć liczby kart do 52 poprzez wyrzucenie dwóch valai, a dołożenie jednego majlajfa. Byłby to ogromny błąd – valaja się przydała niesamowicie, a brak potrzeby poświęcania pod nią jednostki był genialny. Zasoby na nią nigdy nie stanowiły problemu.

Dużym rozczarowaniem była dla mnie żelazna dyscyplina. Użyłem ją raz podczas turnieju, ale mam świadomość, że grałem przeciwko taliom, które nie targetują w zasadzie. Na wczorajszy turniej lepszą kartą byłyby Posiłki. Jestem pod wrażeniem możliwości tej karty, jaram się na potęgę.

Ogólnie wielki szacunek drumdaar za świetną talię. Zająłem nią wczoraj 4 miejsce w niełatwym warszawskim środowisku.

I runda

2:1 O’Jerry (Chaos)

2

Ciężka przeprawa, ale zakończona zwycięstwem. Jerry gra chaosem od kołyski, więc wie co i jak. Był ciężkim przeciwnikiem. W pierwszej grze miał kiepskie dojście, przewaga ekonomiczna którą zdobyłem była nie do nadrobienia i w sumie gładkie 1:0. W drugiej grze zostałem brutalnie i maksymalnie skontrolowany. Dwarf Cannon Crew poszło do piachu, supporty wyczyszczone dzięki misji – zostałem z pustym stołem a przeciwnik z bombami, poświęcarkami i Sigvaldem w grze. Żeby było jeszcze weselej to jak nie poddając się włożyłem supoport i jednostkę to dostałem dwa razy Beastmen Incursion i zrozumiałem, że czas grać trzecią grę. Partia decydująca najciekawsza, miałem niesamowity start (Wioska w quest, kanonka wyciągająca ancestrala w kingdom i z devek tunelarz w quest) i w drugiej turze miałem 5 zasobów i 4 karty. Opcji było mnóstwo, ale nie należy lekceważyć potęgi chaosu, który z lojalkami samymi może się podnieść nie mając żadnych młotków. Walka była zacięta i kluczowym momentem w grze było uratowanie przeze mnie tuneli górniczych, kiedy Jerry zagrał Den i chciał mi z misji na której siedział spawn zdjąć support. W odpowiedzi, za 2 zagrałem pielgrzymkę na spawna, którą kisiłem (zostawiając co turę zasoby) od dwóch tur. Nie widziałem nigdy takiej napinki na zdjęcie spawna, like ever. Pierwsza runda do przodu.

II runda

Selverin (DWA) 1:1

Mirrorów się bałem, a jak się dowiedziałem, że gram z Selverinem to morale na chwilę opadło. Ale pomyślałem sobie, że walczymy. Skończyło się remisem, raczej klasycznie. Był wyścig na majlajfy i tu się świetnie przydały valaje, naprawdę robiły grę. Pierwszą przegrałem, napór był za silny, a gracz za dobry. Druga gra to mój szaleńczy atak, a Tomka obrona. Obaj byliśmy bardzo rozbudowani, ja spaliłem jedną strefę, Tomek jedną i tak się bujaliśmy. W ciągu 3 tur zaatakowałem go łącznie za chyba 76 obrażeń. 14 przeszło i to wystarczyło. Na trzecią grę mieliśmy 5 minut. Tomek zaczynał i od razu zaczął od szybkiego naporu – wiedziałem, że tak będzie, każdy doświadczony gracz by to zrobił. Ja zatem przyjąłem taktykę obrony, bo atak nie miał sensu ze względu na to, że Selverin napór zaczął pierwszy. Obrona Czestochowy czyli Kingdoma była zażarta, ale miałem na ręce 2 majlajfy i valaję, więc nie mogło się skończyć inaczej niż remisem. Dobra gra, wymagająca.

III Runda

Dex (ORC) 0:2

Tu kompletna porażka. Nie byłem w stanie skontrolować orka, mimo że naprawdę się starałem i w drugiej grze do zera wyczyściłem stół Dexowi. Ale po prostu było to niemożliwe. Powiem tylko, że w drugiej grze, w trzeciej turze przeciwnik miał Wurrzaga i dwa rzygi na ręce, a ja jedną prawie spaloną strefę i trzy inwazje snotlingów obok swojej stolicy. Także no jak można dać radę – no jak?

IV Runda

Pablo (ORC) 1:0

1Bałem się tego orka, ale Pablo mnie pocieszył mówiąc: „spokojnie, ja to potrafię spierdolić”. Lubię grać z Pablem, bardzo ciepły i sympatyczny człowiek, dużo humoru w grze i zero spinki. W pierwszej szybki Serpent zaczął zabijać, a jak umarł zarzygany to utrzymał pozycję, a po drugiej bohaterskiej śmierci w odmętach trollich rzygowin zastąpił go kolega. Palenie było nieustające, Pablo nie miał jak zniszczyć devek w battlu. W drugiej grze już nie było tak różowo, dostawałem rzygami, Grimgorami i innym zielonym tałatajstwem, aż miło. Pablo miał jednak słaby dociąg i mimo posiadania na ręce z 20 kart nie mógł znaleźć nic do spalenia, a musiał zapakować aż trzy strefy. Jest to jednak ryzyko talii kontrolnej na Wurrzagu, że może być ciężko palić, zwłaszcza krasnale. W pewnym momencie zostało 7 minut do końca, ja miałem po kilka obrażeń w dwóch strefach i jedną czystą, w dłoni 2 valaje i jednego majlajfa, pielgrzymki i obrońców gdzie trzeba, także wiedziałem że dowiozę zwycięstwo. Bardziej nastawiłem się na obronę i atak – w taki to oto typowo krasnoludzki rozważny sposób twardziele z gór pokonali orczą hordę.

2-1-1 to całkiem dobry wynik biorąc pod uwagę stopień skomplikowania decyzji w talii i fakt, że grałem nią po raz pierwszy. Jestem bardzo zadowolony, polecam wypróbować!

Reklamy
Categories: Chaos, Krasnoludy, Liga, Orki, Testy talii, Turnieje, Uncategorized | Tagi: , , , , , | Dodaj komentarz

Dzięki Warszawo!

a

Tak się bawimy! Niech żyje Inwazja! Za Ulthuan!

I love this game.

Po ostatnich MPkach zwątpiłem. Nie napisałem relacji, nie chciało mi się grać, nie miałem formy. Zrobiłem sobie przerwę i złapałem trochę dystansu. Przełknąłem gorzką pigułkę porażki na Mistrzostwach Polski. Powoli wracam. Ten wpis będzie bardzo krótki, ale ważne, że jest. Już niebawem napiszę dłuższy post merytoryczny.

A w tym wpisie chciałbym serdecznie podziękować całej ekipie warszawskiej, która wczoraj z okazji moich urodzin zrobiła mi na turnieju niespodziankę! To właśnie dla takich ludzi, jak Wy chłopaki, mam ochotę grać w tę grę. Mam nadzieję, że jeszcze wiele turniejów przed nami! Wzruszyłem się wczoraj.

Jeszcze raz dzięki wszystkim i gratulacje dla TOP3 (mi zabrakło troszkę i „tylko” 4 miejsce). Gratsy dla Ostrego – zamiatasz wszystko, co się da. Niech naklejki inwazyjne Ci służą:) Gratsy też dla Dexa, który zachował się bardzo sportowo i przekazał naszywkę imperialną, którą wygrał za 2 miejsce, Nilisowi – naszemu naczelnemu imperialiście.

Są ludzie. Jest klimat. Słowem – liga warszawska wystartowała na poważnie!

PS. Powodzenia dla wszystkich na regionalsie w Katowicach.

W myślach będę z Wami – bawcie się dobrze!!!

Ekipa:)

Categories: Liga, Ogólne | Tagi: , | 1 komentarz

Coś się kończy, coś się zaczyna – podsumowanie I Ligi Warszawskiej

Warhammer Invasion LegendsDługo nie pisałem, fakt. Było to spowodowane paroma zmianami w moim życiu. Otóż postanowiłem dokonać gruntownych zmian w swoim życiu, a mianowicie zacząć spełniać swoje marzenia, a przynajmniej spróbować. Zmiana nie jest łatwa i nie jest standardowa toteż zajmuje trochę czasu. Stety, niestety, czasu poświęconego Inwazji. Niemniej jednak korzystając z bezsennej nocy popełniam niniejszy wpis.

IMG-20130508-00514

Dzielni wojownicy w akcji

Zakończyliśmy ligę! Bezkonkurencyjny okazał się Ostry, zdobywając 123 punkty na 200 możliwych. Z pewnością pomogła mu w tym frekwencja. Ostry, podobnie jak ja, Bokalus i Makabrysio, był obecny na wszystkich turniejach ligowych. Jak widać we wszystkich przypadkach – obecność popłaca. Serdeczne gratulacje dla Ostrego. Jako skromny upominek sprezentowałem najlepszemu graczowi warszawskiej sceny część swojego Invasion Game Night Kita. Niech mu karty i żetony służą dzielnie w dalszych bojach.

Ostateczna tabela ligowa poniżej.

TABELA KOŃCOWA LIGI

Garść statystyki. Poza łączną liczbą graczy do statystyk liczę tylko graczy, którzy wzięli udział w przynajmniej połowie turniejów.

W lidze wzięło udział łącznie 26 graczy.IMG-20130508-00516

Rozegraliśmy 289 pojedynków.

Najwyższa frekwencja na pojedynczym turnieju – 18 osób

Najniższa frekwencja na pojedynczym turnieju – 10 osób

Najlepsza frekwencja – Ostry, Bokalus, Wilk, Makabrysio (10)

Największa liczba zwyciężonych turniejów – Ostry (3)

Najlepiej rozegrany turniej – Ostry (max zdobytych punktów – 20, we wszystkich rundach zwycięstwo 2:0)

IMG-20130529-00524

Zażarta walka to norma na naszych turniejach

Najwięcej zwycięstw – Ostry (26)

Najmniej zwycięstw – Szycha (0)

Najwięcej remisów – Bokalus, Dex (7)

Najmniej remisów – Wosho (1)

Najwięcej porażek – Makabrysio, Mikals (20)

Najmniej porażek – Wosho (3) – choć tu muszę dodać, że Selverin odniósł tylko 4 porażki w 9 turniejach!

Najlepszy bilans – Selverin (+31)

Najgorszy bilans – Mikals (-29)

Królowie baja – Wiśnia, Pablo, Dykta, Mikals, Szycha (3)

Na turniejach najchętniej wybieraną rasą był Chaos, a najrzadziej graliśmy Wysokimi Elfami. Ogólnie w Warszawie królowało destro, czyli nic się nie zmienia od początku chyba gry w Inwazję w stolicy.

Rozkład ras podczas całej ligi obrazuje poniższy wykres (liczba przy danej rasie oznacza ile razy dana rasa występowała w turniejach ligowych).

wybór ras

Wygrane turnieje w ujęciu rasowym:

Mroczne Elfy – 3, Wysokie Elfy – 3

Orki – 2, Imperium – 2

Chaos – 0, Krasnoludy – 0

Jeśli chodzi o mój udział w lidze, to – jak już pisałem – byłem obecny na wszystkich turniejach. Moje wyniki nie szokowały, nie odniosłem spektakularnych zwycięstw, forma przyszła w drugiej połowie ligi, ale regularne wygrywanie ok. połowy rozegranych pojedynków (45-50) oraz obecność na wszystkich turniejach zrobiły swoje i zakończenie zmagań ligowych na 5 pozycji traktuję jako duży sukces. Poniżej, bardziej dla siebie niż dla innych, historia moich zmagań.

moja statystyka

 Tyle jeśli chodzi o statystykę. O atmosferze nie trzeba wiele opowiadać, zawsze znakomita. Wyśmienite integracje poturniejowe, godziny rozmów o inwazji i nie tylko. Stworzyła nam się bardzo zgrana i solidna ekipa, mam nadzieję, że podczas kolejnej odsłony ligi będzie równie ciekawie i przyjemnie. Zmiana miejscówki wyszła nam tylko na lepsze. Mamy więcej miejsca, można na legalu spożywać dowolne napoje o dowolnej porze. Jedyne, co trochę boli to ceny, ale zawsze jest coś za coś.

Chciałbym podziękować raz jeszcze wszystkim, którzy wzięli udział w lidze, w szczególności nowym graczom, dla

IMG-20130605-00537

Moment gratulacji od organizatora dla zwycięzcy ligi plus radujący się atmosferą Awojdi:)

których wejście jest zawsze trudne, bo się dostaje baty. Gratuluję wszystkim uczestnikom a szczególne gratulacje raz jeszcze dla Ostrego za pokazanie, kto rządzi, dla Selverina za wspaniałą walkę mimo faktu, iż co turniej grał od drugiej tury, dla Nilisa za piękne budowanie formy i w konsekwencji miejsce na podium oraz swój pierwszy pucharek, dla Nibelunga za pierwszy sukces w postaci trzeciego miejsca oraz dla Miklasa za konsekwentne szlifowanie umiejętności, dzielną walkę i urywanie punktów nawet najlepszym graczom.

W następnej odsłonie ligi planuję dokonać pewnych zmian, które oczywiście przedyskutujemy w gronie

zainteresowanych. Wzorem innych miast chciałbym wprowadzić 5 rund, co zresztą mam nadzieję zostanie wprowadzone w życie już od dzisiejszego turnieju. Ponadto, za baja z pewnością nie będzie 3 punktów, bo nie odwzorowuje to w tabeli ligowej faktycznych wyników gracza. Morphine ciągle rozbudowuje swój program, także pewnie skorzystamy z jego dodatkowych dobrodziejstw (w tym miejscu wielkie dzięki dla Morphine!).

Teraz przed nami okres wakacyjny, ale turnieje będą odbywać się normalnie. Moje wpisy mogą być nie tak częste, jak raz na tydzień, ale będę starał się pisać regularnie i na inne tematy, niż tylko wyniki turniejów.

Wasz ulubiony Wilk.

PS. Jaram się Hidden Kingdoms jak flota Stannisa pod King’s Landing!

PS2. Poniżej mini album pt. „Przeżyjmy to jeszcze raz:)”

IMG-20130522-00523

Niezapomniane integracje…

IMG-20130320-00405

… masa radochy…

IMG-20130320-00402

… magiczne starty…

IMG-20130327-00426

… paraolimpijskie potyczki…

IMG-20130327-00419

… buziaczki dla Pań…

IMG-20130410-00433

… i kolejka dla wszystkich!!!

Categories: Chaos, Dark Elf, HE, Imperium, Krasnoludy, Liga, Meta, Orki, Statystyki | Tagi: , , , , , , , , | 5 Komentarzy

Deck, który zmienił wszystko

whipWpis trochę spóźniony, ale byłem zajęty różnymi sprawami, które nie wprowadzały mnie w nastrój do pisania. Niemniej jednak tradycji stało się zadość i krótka relacja z warszawskich zmagań ligowych ląduje na Waszych monitorach, podczas gdy ja już myślę o dzisiejszym turnieju.

Ostatnio dłużej grałem Imperium (chociaż w moim przypadku „dłużej” znaczy dwa turnieje) i chciałem odmiany. Do tego doszedł jeszcze brak czasu i weny na złożenie czegoś nowego oraz chęć zagrania najbardziej wykręconym, ale działającym deckiem of all times. Tak to właśnie podjąłem decyzję o zagraniu talią Metatrona z Mistrzostw Europy 2013. Dla tych, którzy o talii nie słyszeli, wklejam wątek z forum, w którym toczy się o niej dyskusja: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=6&t=2801.

W ramach testów talią udało mi się zagrać tylko z Wysokimi Elfami Arhry i Krasnoludami Nibelunga. Przeciwnicy byli w tych pojedynkach bez szans, chyba że start był tak beznadziejny, że nic się nie dało urodzić (raz się tak zdarzyło na jakieś 4 gry). Po – krótkich, ale jednak – testach miałem ochotę zamienić jedną mapę na jedne snarsy. Jakoś nie widziałem tego tylko na dwóch kopiach tej karty. Wystosowałem nawet wiadomość do Metatrona, ale odpisał dopiero po turnieju odradzając mi zamianę. Dobrze się złożyło, bo nie zdecydowałem się w końcu na nią stwierdzając, że trzeba talię wypróbować w takim kształcie, w jakim została zaprezentowana na Assaulcie.

Runda I

Szycha CHA 1:1

Znowu popełniłem błąd polegający na graniu bezpośrednio przed turniejem, ponieważ jakoś to już tak się trafia, że gram w turnieju z osobą, z którą walczyłem przed. Tym samym Szycha był zapoznany z talią i już sobie wykoncypował, jak ją kontrować. W pierwszej grze bardzo skutecznie kontrował mi jednostkę na Heroic Tasku, a jak już wyszedł Ptasior było wChaosWarrior2 zasadzie po grze, jako że nie mam go jak ściągnąć. Poległem. Pomyślałem, świetnie się zaczyna, ale rozumiałem, że kontrolny Chaos jest bardzo trudnym pojedynkiem dla tej talii, więc bez załamki. W drugiej grze wszystko poszło już po mojej myśli i kradłem zasoby ile wlezie. Niestety, Chaos czasem potrafi poradzić sobie bez zasobów (Blod Summoning + Khorvak i ogień), więc nie obyło się bez ciśnienia, ale w końcu udało się przewinąć zapętlając mocno snarsy. W trzeciej grze Szycha nienajgorzej kontrolował, była walka i gdyby nie koniec czasu, przegrałbym. Zabrakło może dwóch tur, ale tak to już czasem bywa, że czasem czas nas denerwuje, a czasem ratuje (sentencja godna Paulo Coelho, ale co tam, zostawiam!).

Runda II

Mikals DWA 2:0

dwarfZ Krasnoludami nie spodziewałem się problemów. Złośliwość tej talii została zaprezentowana w pełnej krasie, kradzież zasobów od samego początku sprawiła, że Mikals nie był w stanie konkurować. Szybkie 2:0 i rozprawiamy o tym, jak przyjemnie jest na turniejach, popijając. Z tą grą wiąże się śmieszna anegdotka. Otóż miałem w ręce snarsy, mapę i trzy zasoby i zapragnąłem wykonać manewr dla lansu. Zagrałem snarsy (2 zasoby zostały) i myślę: „zagram mapę, z mapy Raiding Ships, z misji karta i za ostatni zasób snarsy”. Zagrywam mapę, wyciągam Raiding Ships i co? I potasuj talię. Wtasowałem sobie położone na wierzchu snarsy i tyle było lansu.

Runda III

Nilis EMP 0:2

Ha! Tu z kolei ja nie miałem NIC do powiedzenia. Nilis ostatnio miażdży niesamowicie i nie jest w stanie przebić się tylko przez Ostrego, który nie dość, że miażdży, to jeszcze wdeptuje w ziemię. Ale nie o tym miałem pisać. Nilis miał talię, która ma odpowiedź na bardzo wiele zagrań. W pierwszej grze miał tak świetną rękę, że (jak sam to ujął) od dobrania pierwszych siedmiu kart wiedział, że nie mam szans i była to prawda. Wioski rasowe, pantery, Rodryki, Wernerzy i Hemmlerzy śmigali, aż miło. Nie pomogły nawet kulty. Opiszę tylko jedną sytuację. Mam Crone z książką, kulty w pustym battlu przeciwnika, na ręce dwa Call of the Kraken i Korsarza. Przyznacie chyba, że dość bezpieczna sytuacja dla legendy, nie? (w tym momencie zatrzymajcie się i pomyślcie, jak Imperium jest w stanie ją zabić) Nilis udowodnił mi, że mogę się w tyłekemp pocałować z moją przemyślną obroną. Pod koniec mojej tury w battla na kulty leci Werner (ma na sobie jedno obrażenie, więc nadal jestem podwójnie spokojny mając Korsarza na ręku). Na początku swojej tury odpacza go na misji i ma trzy młotki. Wystawia co ma wystawić i atakuje Crone, ja rzucam wezwanie krakena, zrzucam drugie i wstawiam do obrony korsarza celując w Wernera. Werner obroniony dyscypliną. No nic, myślę, Korsarz i tak obroni legendę. Nie obronił, bo dostał pielgrzymkę i udał się do Lichenia pomyśleć o swoich grzechach związanych z targetowaniem imperialnych bohaterów. Tak oto zginęła Starucha i w mniej więcej tym stylu toczyła się cała rozgrywka. Pod kontrolę i dyktando Nilisa. Wspominałem, że miał jeszcze legendę? Miał jeszcze legendę.

Runda IV

Nibelung DWA 2:0

Cóż, turniej bez gry z Nibelungiem, to turniej stracony. Znowu padło na nas i przy jękach przeciwnika (który talię znał i spodziewał się, jak gra będzie wyglądać, zwłaszcza, że ja jego talię znałem na pamięć) siedliśmy do gry. W pierwszej partii wystawiłem Crone z Książką w pierwszej turze, co jest niesamowitym wyczynem. Do tego miałem zrzuconego infiltratora, więc Nibelung grał na jednym lub braku zasobów przez całą grę. Nie mogło się skończyć inaczej, niż zwycięstwem Mrocznych. W drugiej grze było trochę inaczej, ale znowu w pełni kontrolowałem stół przez zrzucenie szybko Serpenta i Duregana, których wskrzeszałem książką do swoich niecnych celów.

IMG-20130522-00522

Najlepsze w tym zdjęciu jest to, że nie zostało zrobione podczas turnieju, a po nim. Warszawa jest spragniona gry!

Turniej z bilansem 2-1-1 zakończyłem na 6 miejscu. Najbardziej ciekawe jest to, że miejsca od 2 do 7 miały dokładnie tyle samo punktów, więc zadecydowały małe punkciki. Tak zaciętego turnieju nie pamiętam, walka o każdy punkt i do samego końca sprawia, że do emocje ligowe nie opuszczą nas chyba do ostatniego turnieju. Osobiście walczę o utrzymanie miejsca w TOP8, co będzie dla mnie świetnym wynikiem ligowym i dobrą zapowiedzią na przyszłość.

Integracja po turnieju była jak zwykle przednia, ale o tyle nietypowa, że zaraz po ostatniej rundzie wszyscy zasiedli do kolejnych gier wyciągając swoje funowe talie. Od następnej ligi musimy zrobić 5 rund.

Dzięki wszystkim, którzy dopytywali, kiedy będzie następny wpis. Zainteresowanie motywuje do pisania, mam nadzieję, że i tym razem Was nie zawiodłem.

Categories: Chaos, Dark Elf, Imperium, Krasnoludy, Liga, Turnieje | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Jedna devka

devkaDzisiaj  krótko, zwięźle i na temat. Jedna devka. Jedna devka to różnica między piątym, a dziesiątym miejscem na ostatnim turnieju w Warszawie. To różnica między zadowoleniem z pozycji, a złością na siebie i na przeciwnika.

Parę słów prawdy o grze turniejowej w moim wydaniu. Kiedyś o tym wspominałem, a dobitnie pisał o tym na blogu Wiśnia swego czasu. Na turnieju chcę wygrać. Każdy pojedynek traktuję ambicjonalnie, w każdy staram się włożyć maksimum serca i umysłu. Denerwuję się na magiczne dociągi przeciwnika i beznadziejne swoje. Cieszę się, gdy szczęśliwie sam wylosuję jakąś kartę (rzadkość, believe me). Oczywiście, pozwalam cofać, wracać, zmieniać i wybierać raz jeszcze, to jednak tylko zabawa. Ale na płaszczyźnie gry, jako rywalizacji intelektualnej między dwoma zawodnikami traktuję to śmiertelnie poważnie i boli mnie porażka. Taką już mam konstrukcję psychiczną. Na ostatnim turnieju niezmiernie się zdenerwowałem, ale o tym za chwilę.

Zdecydowałem się pójść tą samą talią, co tydzień temu, czyli kontrolne Imperium z Hemmlerem. Jedyną zmianą w stosunku do zeszłej środy było wyrzucenie jednego raidera i jednych Synów Monety, a dołożenie dwóch panter. Zmianę oceniam ogólnie pozytywnie, chociaż to jednak tylko kosmetyka. Talia działała sprawnie i przyjemnie, niemniej jednak jak zakopały się gdzieś Hemmlery, Elita, Rodryki i Kościółki, to ciśnienie się podnosiło.

Do gry usiadłem tak, jak żołnierz idzie na przysięgę. Ogolony, ostrzyżony, lekko podchmielony. W świetnym humorze, z krążącą we krwi jeżynówką, w miejscówce, która latem jest totalnie fenomenalna, a że szczęście nam dopisywało i znowu mieliśmy odrębną salkę dla siebie, to jeszcze do tego mega komfortowa. Żyć nie umierać.

Runda I Nibelung DWA 1:2

serpentPo pewnej przerwie program znowu sparował mnie i Nibelunga razem, co niegdyś czynił nader często. Z krasnoludami mam bardzo ciężko, ponieważ nie jestem w stanie kontrolować ich na całego, kiedy wyskakują kanonki i wrzucają wsparcia. Poza tym majlajfy i valaye to również upierdliwe gówienka. No i MVP krasnoludzkie przeciwko Imperium, czyli (werble) MASTER… RUUUUNE… OF SPIIIIIIIIIIIIIIITE! Tak… Wracając do rzeczy, małych przykurczów z górskich tuneli bałem się dość mocno. Obawa była uzasadniona, choć akurat Nibelung nie miał w talii Spite. Miał jednak Serpent Slayera i milion devek, czyli jak jebnie to zabije. Powiem krótko. Gry bez historii. Jak Serpent był, to było źle. Jak go nie było, to w zasadzie bez stresu. W ostatniej grze jak na złość nie mogłem się dokopać do niczego, co pozwoliłoby mi uchronić się przed atakiem za sto i przegrałem. Dodam, że dobrym pomysłem według mnie jest wrzucanie do Krasnoludów dyscypliny. Często ta jedna karta robi różnicę. W tym miejscu gratsy dla Nibelunga, który był tego dnia w dobrej formie i ugrał na turnieju siódme miejsce.

Runda II Bokalus DE 2:0

Tutaj moje zwycięstwo, choć w obu grach byłem szybszy zaledwie o jedną turę. Bokalus nie zawiódł i znowu przyszedł z bardzo ciekawym deckiem. Rafał dysponuje naprawdę rzadką i godną podziwu umiejętnością tworzenia dziwnych, ale skutecznych talii. Przegrana ze mną to tylko kwestia braku ogrania talią. Nie będę zdradzał jej szczegółów, bo może Bokalus doszlifuje ją do Bydgoszczy, ale powiem tylko, że nikt nie jest bezpieczny. Talia potrafi i palić i przewijać. Muszę dodać, że pierwszy raz widzę tak skuteczne połączenie tych dwóch pomysłów na grę. Niemniej jednak popełniane błędy sprawiły, że w obu grach udało mi się spalić przeciwnika i ugrać 2:0.

Runda III Mikals (DWA) 2:1

dead eyeTo mój drugi w życiu pojedynek z Mikalsem, który jest bardzo obiecującym nowym zawodnikiem na naszej scenie, choć na razie zbiera przysłowiowe bęcki, ale któż z nas przez to nie przechodził? Niemniej jednak zaczyna się odgryzać, urywać punkty i tylko czekać należy, aż zaskoczy i zajmie wysokie miejsce w turnieju. Znowu Krasnoludy, tylko że tym razem mój koszmar się spełnił. W grze, którą przegrałem dostałem Spite w momencie, gdy na stole miałem trzech Huntsmenów, dwóch Synów Monety oraz Hemmlera. Poddałem po tej akcji, bo w zasadzie szczyściła mi stół. Nice move, sir! W pozostałych dwóch udawało mi się kontrolować – choć nie bez trudności – to, co Mikals miał na stole i wygrać. Głównie skupiłem się na dociągu kart, co okazało się dość skuteczną taktyką (chyba zawsze jest skuteczna). Także drugie zwycięstwo i wysokie miejsce w turnieju jeszcze było w zasięgu ręki, gdyby nie…

Runda IV Dex (CHA) 1:2

… koszmar w starciu z Dexem. Pierwszą grę poddałem po 5 minutach. Jak ja Synów Montety, to Dex pieska. Jak ja panterę, to Dex pieska. Jak ja wsparcie, to Dex misja, Spawn i wsparcie. Trafił mnie szlag i poddałem. W drugiej kontrolowałem dociąg przeciwnikowi, a sam dokopywałem się mozolnie do dyscyplin i kościołów, które w grze z Chaosem są kluczowe. Kiedy już przygotowałem grunt pod ofensywę wystawiłem wojsko na czele z Hemmlerem i zacząłem palenie. Trzecia gra, to dramat w stylu meczu Borussi z Malagą. Od samego początku kontrolowałem Dexowi dociąg podnosząc mu każdą jednostkę, zamieniając w devkę każde wsparcie, trzymając go w zasadzie na pustym stole z jedną lub dwiema lojalkami. W międzyczasie zrobiłem sobie warunki ekonomiczne pod atak i wyprowadziłem armię. Spaliłem Dexowi jedną strefę i zacząłem palić drugą, cały czas kontrolując. Dex nie mógł w zasadzie robić nic poza kładzeniem devek. Z raz, czy dwa razy uderzył zadając mi 4 obrażenia w battla i dwa w quest. Ja miałem jedną devkę w battlu i dwie w misji. Niestety, jak na złość nie mogłem wylosować żadnego kościoła, a tylko tego mi brakowało, żebym spał spokojnie. Dex miał już jak wspomniałem jedną strefę spaloną, a w drugiej 9 obrażeń, ale dużo devek. Atakuję Hemmlerem, dostaję spaczenie, nie mam kościółka więc zgrzytam zębami i mówię „grasz”. Dex losuje kartę (miał jedną wioskę rasową, ale dostał Infiltrację), z uśmiechem na ustach kładzie Spawna i rzuca Unleasha. Mówię, spoko, ale nie masz tylu devek, bo jak poświęcisz w battlu to sam się spalisz. Zaczynamy liczyć. Dex potrzebuje zadać 13 obrażeń, żeby mu się udało. Miał 15 devek, udało mu się. Jedna devka.

IMG-20130515-00520Z wynikiem 2-0-2 zająłem 10 miejsce w turnieju. Byłem rozgoryczony, ale cóż, tak to już bywa. Niemniej jednak wynik ten, jak również nieobecność części graczy z TOP10 pozwoliło mi wskoczyć na 8 miejsce w tabeli generalnej. Teraz tylko trzeba pracować nad utrzymaniem pozycji, czyli Stand Your Groundem. W następnym turnieju nie będę już grał Imperium, poszukam zupełnie trzeciej drogi. Mam nadzieję, że – jak niegdyś z Wood Elfami – będzie to dobry wybór.

Miłego weekendu, szykuje się całkiem upalny!

Categories: Imperium, Krasnoludy, Liga, Turnieje, Uncategorized | Tagi: , , , | Dodaj komentarz

Enemy at the Gates, czyli jak to Imperium z Chaosem mężnie walczyło

Warhammer_Mark_of_Chaos_1Emocje ligowe powróciły. Za nami 6 kolejka warszawskiej ekstraklasy rozegrana po raz pierwszy na nowej miejscówce, czyli w lokalu Solec 44. Zawodnicy zebrali się w liczbie osiemnastu, by godnie reprezentować barwy wybranych przez siebie frakcji oraz by bawić się i radować naszym cotygodniowym świętem Wojennego Młotka.

Solec 44 otworzył przed nami gościnne podwoje – udostępniono nam salę, która była tylko dla nas, także idealnie na inaugurację. Szeroki wybór ciekawych piw i innych alkoholi, a także ciekawa, właściwa tylko dla tego miejsca kuchnia oraz imprezowa i bardzo przyjazna atmosfera lokalu sprawiły, że grało i biesiadowało się bardzo przyjemnie. Mam nadzieję, że przed nami jeszcze wiele świetnych turniejów w tym miejscu.

Obrodziło nam Chaosem, aż ośmiu graczy wybrało flirt ze spaczeniem i poprowadziło armie wojennych ogarów, horrorów, demonów i innych kreatur wprost z pustkowi, którymi rządzą Mroczni Bogowie. Na polu bitwy stanęły także siły dobra, w przeważającej mierze złożone z elitarnych żołnierzy imperialnych, lecz także z krasnoludzkich zabójców oraz dumnych synów Ulthuanu. Jedynym dowódcą floty czarnych arek był Selverin, co może dziwić, biorąc pod uwagę sukces Mrocznych Elfów na Mistrzostwach Europy. Na osiemnastu graczy nie było żadnych Orków! Powiem szczerze, jak dla mnie to właśnie świadczy o nieprzewidywalności warszawskiej sceny i sprawia, że turnieje są tak emocjonujące i ciekawe. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać i jakie będzie meta danego turnieju.

empireJa zdecydowałem się zagrać w miarę standardowym Imperium. Ostatnio grałem dość dużo destro i mi się znudziło. Generalnie lubię świeżość, dlatego też często zmieniam frakcje, rzadko gram długo jedną. Może nie jest to najlepsze, bo nie znam często talii na pamięć, ale przynajmniej ciągle coś nowego się dzieje.

Talia na deckboxie: http://deckbox.org/sets/373902

Założenia, jakie mi przyświecały składając talię:

– zdecydowana większość kart ma być x3

– brak udziwnień, w  prostocie siła

– Rodryk do kontroli wsparć

– Osterknachci do kontroli jednostek

– Call for Reserves do używania dwóch powyższych jednostek ponownie w zależności od potrzeby

– Hemmler do palenia

– Werner na snotlingi i kulty oraz ewentualnie do obrony questa

– Chain Lightning na rushe, Chaos i Dreamery

– Temple of Verena do wykorzystania zasobów z raidera niewykorzystanych na taktyki

 cl

Talią grało się bardzo przyjemnie. Mimo prostoty konstrukcji daje duże możliwości i wymaga dokonywania wyborów. Jest upierdliwa dla przeciwnika, bardzo szybko potrafi zrobić dobrą ekonomię. W defensywie radzi sobie świetnie. Jedynym poważnym problemem, jaki zaobserwowałem i który muszę rozwiązać jest brak firepowera do mocnego uderzenia. Walnięcie w strefę za 8 jest dość ciężkie, wymaga posiadania przynajmniej 4 jednostek w battlu, w tym Hemmlera, który przy oporze ze strony przeciwnika rani całą eskadrę. Me no likey. Niemniej jednak przy wszystkich zaletach tej talii, ta drobna wada nie przeszkadzała bardzo w graniu, a osiągnięty przeze mnie wynik wskazuje, że jest całkiem niezła.

Runda 1 (EMP – CHA 1:2)

lordPierwsza gra i niestety porażka, chociaż po zaciętej walce. Na marginesie chciałbym dodać, że bardzo cieszy mnie fakt, iż jeśli przegrywam, to coraz rzadziej 0:2, także mało kto ma ze mną łatwe zwycięstwo. Tym razem również tak było. Wylosowałem Bokalusa, który grał Chaosem z combem na Lord of Change, Barbed Snares i Sacred Cauldron w pakiecie. W pierwszej grze walczyłem dzielnie, ale dość dobra kontrola ze strony przeciwnika oraz niewystarczająca ilość młotków w battlu sprawiła, że musiałem ustąpić pola. W drugiej grze to ja kontrolowałem i Pan Przemian został zdjęty w odpowiednim momencie przez Elitę Osterknachtu. W trzeciej grze najbardziej podczas całego turnieju odczułem brak wystarczającego uderzenia w ataku. Miałem w zasadzie wygraną grę, mnóstwo kart na ręce, dużo zasobów i nie miałem takiej ilości młotków, żeby spalić Bokalusa. W końcu niestety to on spalił mnie decydując się na konwencjonalny atak, a nie odpalanie comba. Zlekceważyłem potęgę Chaosu i dostałem Unleashem i pierwsza runda w plecy.

Runda 2 (EMP – CHA 2:0)

 sg

Druga runda i znowu Chaos, tym razem na Khorvaku i spaczonych jednostkach atakujących z boku. Dykta dokonał delikatnych zmian w talii, którą grał we Wrocławiu, ale główny zamysł był mi znany. W obu grach udawało mi się kontrolować Osterknachtami i Rodrykami oraz samemu bronić się przed kontrolą dzięki dyscyplinom i kościołom. Również w obu grach od początku udawało mi się zorganizować duży dociąg, dzięki czemu Hemmler był na posterunku bardzo szybko. A wiadomo, szybki Hemmler, szybki koniec.

Runda 3 (EMP – CHAOS 1:1)

kMaraton z Chaosem trwa, zupełnie, jakbym znowu był na Assaulcie, tylko zamiast ciągłego oglądania kanonek i tuneli, na stole roiło się od piesków i ptaszków. Boodzik również miał standardowy chaos ze spaczonymi jednostkami i Khorvakiem. Żaden z moich przeciwników nie używał ani Daemonsworda, ani dysków, co mnie zdziwiło, bo w tego typu talii zazwyczaj sprawdzają się wyśmienicie. Pierwszą grę graliśmy z Boodzikiem dość szybko. Mimo moich prób obrony i kontroli, Boodzik miał jednak w ręce więcej argumentów i wygrał. W drugiej grze to ja miałem inicjatywę i po położeniu trzeciego kościółka w Kingdom oraz Hemmlera w battlu Boodzik grę poddał. Na zagranie trzeciego starcia mieliśmy 30 minut i śmialiśmy się, że i trzy byśmy zdążyli zagrać. Wykrakaliśmy sobie, ostatni pojedynek trwał całe pół godziny, kontrola po obu stronach, cios za cios, oko za oko, ząb za ząb. W momencie, w którym skończył się czas Boodzikowi zabrakło prawdopodobnie jednej tury, żeby mnie spalić. Udało mi się uratować remis, choć było gorąco.

Runda 4 (EMP – HE 2:1)

W ostatniej rundzie totalna zmiana klimatu. Musiałem się przestawić mentalnie, bo na mageswojej drodze napotkałem atakującą z boku (dzięki Sally Forth) armię z Ulthuanu prowadzoną przez Starscreama. Ciekawa talia, w której pierwsze skrzypce odgrywała wymieniona wyżej taktyka oraz Dreamer i zapożyczony z Imperium Celestial Apprentice, który do czasu wyjścia kościółków był dość denerwujący. W pierwszej grze miałem fatalną rękę startową, a Starscream wyszedł szybko z Learned Mage x3 (!) oraz Celestiala i Dreamera. Dwa ataki i po zawodach. W drugiej grze również nie zapowiadało się dla mnie różowo, ale po początkowych problemach zacząłem odzyskiwać inicjatywę dzięki heroicznej obronie moich jednostek (bronili się dzielnie nawet Huntsmani). W pewnym momencie mieliśmy po jednej spalonej strefie i każdy z nas mógł w swojej turze skończyć potyczkę atakując, jeśli drugi nie postawi na obronę. Wtedy właśnie Starscream popełnił poważny błąd. Mając 4 zasoby położył na stole Dreamera z attachmentami dającymi celewytrzymałość, wyznaczył na atakującego, a potem zaczął zadawać rany Learned Magom, żeby ściągnąć mi jednostki z questa, w którego atakował. Zabił sobie wszystko, co było do zabicia w queście, ale zabił mi także wszystkich potencjalnych obrońców. Później zadał obrażenia Dreamerowi, wyleczył go i znowu zadał obrażenia, żeby ten zaatakował równo za 8, czyli tyle ile trzeba do spalenia. Nie wziął tylko pod uwagę, że mam zostawione dwa zasoby, a Chain Lightning ściąga jednostki za 3, a nie tylko te za 2. Dreamer poszedł do piachu, a w następnej turze Hemmler et consortes pokazali długouchym siłę Imperium. W trzeciej grze Starscream poszedł mocno w obronę, przez którą przebijałem się przez dobre 20 minut. Udało mi się na 13 sekund przed końcem. Uff… To był najtrudniejszy pojedynek tego dnia dla mnie, tym bardziej cieszy zwycięstwo.

Ogólnie turniej bardzo udany. Zająłem 5 miejsce, co w Warszawie cieszy. Dalej przebijam się w tabeli ligowej do TOP10, jeśli utrzymam formę to nawet TOP8 jest realne, chociaż poziom jest wysoki, a gracze tacy jak Wosho, Selverin, Ostry, Awojdi, Wiśnia, Carnage, Bokalus czy Nilis (ostatnio w wyśmienitej formie, o czym świadczy choćby zwycięstwo w opisywanym turnieju) to bardzo trudni i wymagający rywale, dlatego też co tydzień jest bardzo ciężko. Ale walka trwa.

Categories: Chaos, HE, Imperium, Liga, Turnieje | Tagi: , , , , | 1 komentarz

Slash’n’Burn

mayhemPrzed wczorajszym turniejem byłem kompletnie skołowany. Nie byłem do końca pewien, jaką rasą grać, jaką wybrać strategię w ramach danej rasy, jakie niespodzianki dorzucić. Miotałem się od Imperium po Orki. Wertowałem klasery, wkładałem karty w koszulki, wyjmowałem je, zamieniałem, podmieniałem. Nawet po złożeniu ostatecznej talii jeszcze z trzy razy wstawałem z łóżka, żeby coś wymienić, poprawić.

I bardzo dobrze. Wszystko, co napisałem świadczy o tym, w jak dobrym stanie jest w tym momencie Inwazja (albo jak bardzo niezdecydowany jestem). Nie ma rasy bezwzględnie dominującej, wbrew obiegowej opinii, że Orki są przegięte. Każda rasa jest niebezpieczna, każda może wygrać turniej lub zająć w nim wysokie miejsce. Nie ma talii samogrających, trzeba mieć pomysł, wysilić się, złożyć coś zaskakującego. Nie ma zbyt wielu kart must have, toteż talie różnią się między sobą. Jest pięknie.

Mimo wszystko złożyłem Orki, choć nie ze względu na ich rzekomą „przegiętość”. Złożyłem Orki, bo potrzebowałem jednego tygodnia odpoczynku od Imperium, powolnej rozbudowy, epickiej obrony i dźwięku stalowych maszyn mozolnie ruszających do boju. Chciałem szybkości, grabienia, palenia, oślinionych kreatur, poświęcania, kontrolowania, mordowania i rabowania. Nie użyłem jednak Wurrzaga, nie mogę się przekonać do tej legendy. Pozostałem przy dość tradycyjnym decku, który z założenia miał szybko rozprawiać się z przeciwnikiem, ale jednak mieć możliwość wygrania, jeśli trzeba będzie zwolnić przez kulty lub uporczywie broniącego się przeciwnika.

Talia na deckboxie: Slash’n’Burn

Kilka kart chciałbym skomentować:

Wolf-Gobbos-218x300Night Goblins – karta, która często budzi zdziwienie według mnie jest bardzo dobra. Zdejmuje Loeca z naszych jednostek i obronne dodatki HE. Pozbywa się Helblasterów, Talizmanów, czy innych czopów. Według mnie warto.

Wolf Gobbos – okazali się w moim decku nie być tak przepotężni, jak im wróżono. Nie zawsze była możliwość użycia, a poza tym jednak kosztują 2, więc robienie tego numeru co turę nie jest takie łatwe. Niemniej jednak, ściągnęli Ptasiora w kluczowym momencie, co przeważyło w jednej grze szalę zwycięstwa na moją korzyść. Chyba warto.

Ancient Map – dla mnie to jest must have do talii na snotlingach, podnosi przeciwnikom ciśnienie.

Get Outta My Way – nie widzę tego często w orczych deckach, a jest to karta wypasiona. Bardzo pomaga, a do obrony legendy wręcz niezbędna.

Runda I (ORC – CHA 1:2)

Chaos obrodził na tym turnieju i pierwszą grę przyszło mi zagrać właśnie z tą rasą. Spaczonymi dowodził Dex, który zawsze ma coś ciekawego w zanadrzu, więc trzeba bardzo uważać. Tym razem był to dość tradycyjny Chaos, a palenie wspierali Marauder Chieftaini. Niespodzianką w talii i zarazem bardzo skuteczną bronią na moją hordę była karta Beastmen Incursion. Ciekawy wybór karty z listy restrykcji z pewnością pomógł w osiągnięciu niezłego rezultatu przez Dexa. W pierwszej grze przegrałem głównie przez brak kontroli kingdoma. Dexowi udało się dzięki temu włożyć do battla dwóch Blood Dragon Knightów, którzy mordowali moje jednostki, aż miło. Na nic były Lobbery i Gobbosy – w starciu z BDK obstawionymi Spawnami te jednostki niewiele mogą zdziałać. W drugiej partii nie popełniłem tego błędu i nie dopuściłem do tego, żeby Dex miał magiczne cztery zasoby. Jak sam przyznał później, zaniedbał delikatnie królestwo, bo jakby chciał – to by te cztery młotki utrzymał. Jednocześnie wysypałem się z jednostek wspieranych przez Inwazję Snotlingów – dość gładko poszło. W trzeciej grabi była wyrównana, chociaż moją zmorą była kombinacja Den + Desacrated Temple + LW. Niestety, przez jakieś 3 tury nie udało mi się wstawić w battla nic, co by nie weszło spaczone. Dex kontrolując mnie uzyskiwał przewagę ekonomiczną, więc dość szybko gra zrobiła się do jednej bramki i poległem. Idąc na turniej z tą talią obawiałem się o jej szybkość i moje obawy się potwierdziły – nie byłem wystarczająco quick, więc byłem dead.

Runda II (ORC – DE 2:1)

Tak jakoś wychodzi, że na każdym turnieju gram z Nibelungiem. Tym razem również program wyznaczył nas do wspólnej zabawy. Głównym zamysłem talii Nibelunga były arki, Maranith i Crone. Czy to arki, czy legenda, miały przewinąć przeciwnika. Z DE mam ciężko, dlatego spodziewałem się przegranej 1:2, ale jednak udało mi się być górą. W pierwszej potyczce Nibelung bardzo szybko wystawił arki i Maranitha, więc mimo Inwazji Snotlingów nie zdążyłem. Przy arkach pajączki i raiderzy nie mają szans, toteż nie było jak atakować przeciwnika, a szczury i Bloodthirster wylądowały szybko na discardzie. Drugie starcie to dość szybki napór z mojej strony, co przy braku arki obniżającej wytrzymałość sprawiło, że Nibelung nie zdążył postawić defensywy i szykowaliśmy się  do trzeciej gry, która była truly epic. Na początku miałem inicjatywę, atakowałem i wrzuciłem Nibelungowi trzy inwazje snotlingów na stolicę. Udało mu się jednak ich pozbyć, a mój napór został w pewnym momencie skontrowany i wyszła maranithCrone z Black Guardsami – zaczęło się przewijanie. Ich udało się jednak ściągnąć, ale kulty w battlu nie pozwalały na przejęcie inicjatywy. Udało mi się spalić jedną strefę, ale karty kurczyły się w zastraszającym tempie, kiedy to miało miejsce kluczowe dla rozgrywki zagranie Nibelunga, który mając jeden żeton i kulty na ręce nie zagrał mi ich w battla tylko rzucił snarsy. Na początku mojej tury spadły te kulty, które już były w moim polu bitwy i mogłem wystawić hordę. Potrzebowałem zadać 14 obrażeń, żeby spalić. W battlu miałem szczury, do których dołożyłem dwa pajączki i zripowałem Bloodthirstera, którego wspomogłem eksperymentami. Równo 14 i koniec gry. Całe szczęście, że Nibelung nie miał LW na ręce, bo byłoby krucho.

Runda III (ORC – CHA 2:0)skarbrand

Tym razem trafiłem na Makabrysia i jego Chaos na Skarbrandzie. Wydaje mi się, że zasadniczym błędem, jaki popełnił Makabrysio było zbytnie inwestowanie w kingdom na początku. Udało mi się w obu grach bardzo dobrze skontrolować dociąg i zostawić oponenta z 2-3 kartami na ręce, z którymi nie za bardzo miał co zrobić. Mimo wszystko bronił się dzielnie tym, co miał, ale w tej grze niewiele mógł uczynić. Udało się także gobbosami zdjąć ptasiora i zostawić Makabrysia bez kart w queście i 1 kartą na ręce – dla takich chwil żyje orczy wódz! Total Destruction!

Runda IV (ORC – HE 1:2)

Sally-ForthJeśli dobrze pamiętam, to była to moja druga w życiu gra z Cogito, który jest już legendą Inwazji. Takie starcia zawsze wywołują emocje i tak też było tym razem. Talia przeciwnika opierała się na bardzo dużym dociągu i ataku z boku – aktualnie o różnych jej konceptach toczy się żywa dyskusja na forum, nie będę wiele pisał tutaj. Talia jest szybka i robi ciśnienie, a o to właśnie chodzi. Jestem dumny, że nawiązałem walkę i do końca nie było wcale pewne, że wyjdę z pojedynku, jako przegrany. Niestety, w trzeciej grze Cogito był o turę, może dwie szybszy w paleniu i jednak musiałem uznać wyższość i zadowolić się wynikiem 1:2. Ależ doczekaliśmy się czasów – HE szybsze w paleniu niż Orki. Muszę w tym miejscu dodać, że podobną – choć jednak trochę gorszą – talię złożył mój przyjaciel i nowy gracz na scenie – Arhra. Według mnie po zdobyciu większego doświadczenia może być on naprawdę groźnym przeciwnikiem, nawet dla najlepszych.

Turniej uważam za udany. Znowu dopisała frekwencja (16 osób!) i atmosfera. Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli zmienić lokum, bo to się staje za małe dla naszej wesołej gromadki. Zająłem 8 miejsce, czyli w środku tabeli. Oczywiście, jest apetyt na lepsze rezultaty, ale na wszystko przyjdzie czas. Gratulacje dla O’Jerrego. Był to turniej jego imienia i osiągnął bardzo dobry rezultat. Z tego, co widziałem bawił się przy tym równie dobrze – pełen sukces!

Na koniec trochę z innej beczki, ale nie do końca. Czytam ostatnio od początku blog Przema. Pierwsze wpisy czytane dzisiaj są naprawdę ciekawe – widać jak ewoluowała gra i jej zasady, jak zmieniło się meta i sposób rozgrywania pojedynków. Zwłaszcza interesujący dla mnie był wpis o kartach za trzy i fragment poświęcony zmianom tempa gry. Mam wrażenie, że od tamtych czasów (znanych mi jedynie z opowieści) gra pod kątem szybkości weszła w nadświetlną, chociaż po FAQ 2.0 można zobaczyć jakieś czwórki nawet. Nadal jednak wsparcie za 4 to herezja. Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz więcej miejsca na finezję i droższe karty – wydaje mi się, że to byłoby tylko z korzyścią dla graczy.

Dzięki za uwagę (wpis wyszedł dłuższy niż zwykle) i jak zwykle zachęcam do komentowania!

Categories: Liga, Meta, Orki, Turnieje | Tagi: , , , | 7 Komentarzy

Be Quick or Be Dead

empire-icon„Be Quick or Be Dead”. Takie motto, rzucone przez Makabrysia na forum może być spokojnie podsumowaniem wczorajszego turnieju, a także pewnie całej nadchodzącej ligi, czemu dałem wyraz w ten właśnie sposób ją tytułując. Czego obecnie w Inwazji byś nie robił, pamiętaj o jednym. Bądź szybki. Szybko się rozwijaj, szybko atakuj. Później może nie być czasu. Później może już być tylko żal, sromota, spalone strefy i Wurrzag.

Wczorajsza inauguracja zmagań ligowych przeszła nasze najśmielsze oczekiwania – 17 osób, fantastyczna atmosfera, nowi gracze, dużo ciekawych pojedynków i wyśmienita integracja. Nie wiem, jak my się pomieściliśmy wszyscy w sklepie Rivendell, ale udało się i nikt chyba nie żałuje, że przyszedł. Na wczorajszym turnieju pojawili się weterani sceny, średnie pokolenie oraz nowy narybek. Była okazja do wymiany poglądów na temat gry, podpatrywania ciekawych zagrań czy nowatorskich pomysłów na używanie niektórych kart. Słowem – Święto Inwazji! Chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom. Mam nadzieję, że nie zwolnimy tempa i co środę będzie tyle emocji, co wczoraj. Bardzo się cieszę, że udało mi się przekonać do udziału w turnieju Nibelunga i Arhrę (a.k.a Andriuszka, ale woli Arhra, więc niech tak zostanie). Dla Arhry był to pierwszy turniej, Nibelung był już parę miesięcy temu z dwa razy. Chłopaki zachwalali atmosferę i odgrażali się, że nie powiedzieli ostatniego słowa i będą się pojawiać, z czego jestem niezmiernie zadowolony.

Mój występ pięknie podsumował wczoraj Michał („Wiśnia”) po ostatniej grze, którą graliśmy wspólnie: „błąd na błędzie i wyjątkowo słaba talia”. Cóż… Miał rację. W związku z faktem, iż turniej był imienia Nilisa, postanowiłem grać Imperium i wywalczyć sobie posiadłości w Reiklandzie, a także sławę i chwałę od Altdorfu aż po Kislev. Z perspektywy czasu patrząc, pomysł nie był najgorszy, ale trzeba było brać moje Leśne Elfy na Woli Elektorów, a nie próbować robić jakieś fikuśne niewiemco, które miało mieć odpowiedzi na wszystko, a nie miało za bardzo na nic. Nie będę się sam biczował, jak napisał Michał na swoim blogu – to nie był nasz dzień.

Talia na deckboxie: Parakontrola

Runda I (EMP – DE 2:0)

black guardsNa początek trafiłem na Nibelunga, co nie było szczęśliwe, bo gramy ze sobą często i na turnieju ciekawiej byłoby powalczyć z innymi. Ale decyzji wszechmocnego Programu nie można podważać, więc co Program złączy, niech człowiek nie rozłącza. Nibelung grał przewijarką na Crone i Black Guards. Ciekawym elementem talii była też karta Witchbrew, która wspomaga przewijanie i dodaje młotki w ataku. Niestety, w grach ze mną Nibelung nie miał pomyślnych rąk startowych, ja natomiast szybko dostawałem w obu pojedynkach jedynego w talii Helblastera, który robił grę.

Runda II (EMP – DE 0:2)

Znowu Dark Elfy, tym razem Selverina. Talia, z którą już mi się przyszło mierzyć – Maranith do spółki z arkami. Nic odkrywczego, ale zabójczo skuteczne i niestety nie udało mi się nic wykombinować i poległem w obu grach.

Runda III (EMP – ORC 1:2)wurrzag

Awojdi i jego Wurrzag są ostatnio w formie – dwa razy drugie miejsce w turnieju z rzędu. Nie powiem, że nie miałem z tą talią szans, bo miałem. Z tym okrutnym szamanem bardzo trudno jest walczyć, trzeba kontrolować, kontrolować i jeszcze raz kontrolować. Legenda w zasadzie nie ma prawa wyjść na stół, bo jak wyjdzie i nie zejdzie w turze przeciwnika to kaplica. Jedną grę udało mi się wygrać, chociaż to głównie przez błąd Arka, który nie położył jednej kluczowej devki w odpowiednim momencie. W trzeciej grze, już w drugiej turze miałem 2 Inwazje Snotlingów, a Awojdi 3 pajączki w battlu. Dziękuję, dobranoc, popij wodą.

Runda IV (EMP – HE 0:1)

No ta gra to ewidentnie była już paraolimpiada. “Pojedynek warszawskich bloggerów”, czyli moja walka z Wiśnią, okazał się topornym zmaganiem, żeby dokończyć chociaż jedną grę. Obie talie były dość wolne, natomiast obie nieźle się broniły. W końcu Michał mnie przewinął, a w zasadzie przewinąłem się sam, popełniając takie błędy, że aż wstyd pisać, dlatego spuszczę na to zasłonę milczenia.

IMG-20130327-00426

Czy ja palę? Pani kierowniczko, ja cały czas palę! Na okrągło!

Nie pozostaje mi nic innego, jak zakończyć dzisiejszy odcinek naszego spotkania i zacząć myśleć o talii na następną środę. Mam nadzieję, że w święta będę miał chwilę, żeby napisać coś o kartach z nowego dodatku, bo od ostatniej środy nie udało mi się znaleźć na to czasu. Znalazłem go jednak trochę, żeby wziąć udział w konkursie na stronie podcastu Winvasion i wydaje mi się, że jestem jedynym reprezentantem naszej sceny w konkursie. Trzymajcie zatem kciuki, może się uda wygrać Kataklizm.

Na koniec rzucę tylko gorącego newsa, że może jeszcze w tym roku spotkamy się na regionalsie w Warszawie.

Tymczasem wesołego jajka!

Categories: Imperium, Liga, Turnieje | Tagi: , , | 8 Komentarzy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.