neutralne armie

Trofeum Mareela 2014 – wilcza relacja

Intro

introUwielbiam jeździć na regionalsy. Dla mnie to cały rytuał. Na piątek biorę wolne, wynajmuję dużo wcześniej dobry hotel, jadę najbardziej komfortowo, jak się da. Oszczędzam na regionalsa, na regionalsie nie oszczędzam – to moje motto. Zrobiłem od tej reguły jeden wyjątek – Mistrzostwa Polski, kiedy mieszkałem w hostelu – i tylko super ekipa, która opanowała hostel wszystko uratowała. Jadąc drugi raz do Grodu Kraka nie popełniłem tego błędu i wszystko było zgodnie z rytuałem. Turniej był znakomity. W moim odczuciu na równi z Mistrzostwami Europy we Wrocławiu, do których będę miał szczególny sentyment, bo był to mój pierwszy regionals. W Krakowie atmosfera i klimat były na najwyższym poziomie, emocje sięgały zenitu a integracja miażdżyła. Jeśli byłeś – wiesz. Jeśli Cię nie było, następnym razem nie popełnij tego błędu.

mgla

Mgła jest przyjacielem szczurów

Na Kraków!

Jako środek transportu wybrałem pociąg i był to świetny wybór, bo dokładnie tym pociągiem jechał też Makabrysio i Virgo. Mimo problemów z dotarciem nasza legenda za 8, znany także w niektórych kręgach jako Eheś, zdążył na peron i ustawiliśmy się, że po ogarnięciu przedziałów spotkamy się w Warsie. Na umówiony znak sygnał nasza trójka zasiadła w przedziale jadalnym i rozpoczęła konsumpcję napojów energetyzujących o smaku chmielowym. Podróż upłynęła w wybornej atmosferze dyskusji o inwazji i sondowaniu nawzajem swoich talii w bardzo subtelny sposób (“a Corba masz?”). Pociąg dotarł bez opóźnień, co było miłym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę czas jazdy do Gdańska na

ostatnie regio i to, że sorry, ale taki mamy klimat.

Na dworcu rozdzieliliśmy się –

Guns & Ammo

Guns & Ammo

chłopaki poszli coś zjeść i do Hexa, a ja skoczyłem do hotelu zostawić rzeczy

i ogarnąć się. Hotel był bardzo przyjemny, nawet dostałem wiśnióweczkę na dzień dobry, nie omieszkałem więc jej spożyć, żeby utrzymać flow rozpoczęte w pociągu. Po ogarnięciu się wyruszyłem w trasę do Hexa. Raz się zgubiłem, ale było blisko i w końcu dotarłem do bramy, która bardziej strachliwym może podnieść ciśnienie. Bardzo szybko zobaczyłem znajome twarze (na miejscu był już Virgo, Makabrysio, Stach i Repek), pudełka po (z?) bronią i amunicją i już wiedziałem, że jestem wśród swoich.

preparty

Butelki, buteleczki…

Popołudnie upłynęło nam na miłej rozmowie (chwilę później dołączył Dashi, Drumdaar i Szymuss, a później swój prowiant przywiózł Rodzyn – prawdziwie krasnoludzkie zaopatrzenie) i później, kiedy zostałem tylko ze Stachem i Virgo, na kilku grach. Koło 20tej rozeszliśmy się, żeby zregenerować się przed jutrzejszym dniem (w końcu miałem zagrać następnego dnia 10 gier i tym razem myślałem o tym serio). Po raz pierwszy na regionalsie poszedłem spać przed północą, zatem byłem wyspany i gotowy.

Przygotowania

razem

Konsylium debatuje nad talią Makabrysia

Zanim napiszę o przebiegu turnieju, chciałbym cofnąć się w czasie o jakieś dwa tygodnie, bo wpłynie to na opis gier turniejowych, a być może jest to nawet najważniejsza część tego wpisu. Otóż na dwa tygodnie przed turniejem postanowiłem – robię topkę. Wiem, że jestem graczem ze średniej półki, ale postanowiłem, że nie ma przebacz, nie chcę już być na tej półce bo raz, że ciasno, a dwa, że na wyższej półce jakoś tak ciekawiej. Do Gdańska jechałem nieprzygotowany, ze złą talią, bez ogrania. Teraz wiedziałem, że nie popełnię tego błędu. Już na poprzednie regio chciałem jechać szczurami i nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłem. Zatem wybór rasy był prosty – Skaven – chociaż były wahania w trakcie testów (jakie te Dwarfy stabilne, jakie te DE przyjemnie, jaki ten Chaos kontrolny, jakie te Orki IMBA!!!111oneone). Nie zmieniłem jednak swojej decyzji i całe dwa tygodnie testowałem różne warianty Skavenów.

wisniowka

Na dobry start!

No właśnie, dwa tygodnie. O ile Przemo pisał, że nie przygotowywał się długo, o tyle ja cisnąłem przez dwa tygodnie prawie codziennie. W tym miejscu po raz pierwszy chciałbym podziękować wszystkim testerom, którym chciało się ruszyć z domu, przyjechać do mnie, na polibudę, albo pozwolić mi przyjechać do siebie: Szycha, Makabrysio, Nibelung, Arhra, Dykta, Nilis – dziękuję!!! Dziękuję Wam również (tutaj dodam także Dexa) za wsparcie przed i w trakcie turnieju, a także po jego fatalnym dla mnie końcu. Dziękuję! Szczególne podziękowania dla mojego Mistrza – Ostrego. Dziękuję Ci bardzo za podsuwanie pomysłów, za wątpliwości co do doboru kart, za dyskusje, za rady, za wsparcie, za wiarę w moje zwycięstwo i za sprawienie po raz kolejny (już raz przy coachingu Ostrego byłem w topce, w Bydgoszczy), że wspiąłem się na wyżyny swoich możliwości. To jest właśnie w tej grze piękne i tego uczucia wszystkim życzę. Jeszcze raz Ostry, bardzo dziękuję!

Makabrysio i Szycha

Towarzysze broni

Testowałem różne wersje Skavenów. Z innowacją, z musterem, z warpstonem. Z grubasami, bez grubasów. Z misją, bez misji. Ze Screaming Bell, bez Screaming Bell. Z ripami, bez ripów. Na szybko, na spokojnie, na kontrolnie. Mieszane z innymi rasami i w sosie własnym. Testowałem przeciwko wszystkim rasom. Testowałem do tego stopnia, że byłem przekonany co do każdej włożonej kart, żadnej bym nie wymienił. Wiedziałem, które chcę mieć x3, które x2, a które x1. Wiedziałem jak ma wyglądać startowa ręka, jak się zachowam przeciwko danej rasie, jak będę grał na początku, jak w middle game i jak w late game. Robiłem rozpoznanie ostatnich kilku turniejów w każdym mieście, przy liście zapisanych graczy wpisałem prawdopodobne rasy, którymi mogą grać. Miałem wizję meta (które akurat nie było jakieś trudne do przewidzenia). Byłem przygotowany na sukces. Nie zrozumcie mnie źle – nie ma w tym zarozumiałości, ani przechwałek. Po prostu odrobiłem przed turniejem pracę domową, żeby powalczyć o zwycięstwo, żeby zmazać porażkę z Gdańska, żeby udowodnić że szczury potrafią, żeby być dla każdego zagrożeniem i żeby – poza integracją – turniej miał dla mnie także wymiar turnieju, czyli rywalizacji.

Wierzyłem w topkę. Marzyłem o zwycięstwie.

Talia, czyli Szczurki z Kanału

Koniec końców zdecydowałem się na jechanie na warpstonie, ripach i grubasach oraz większej dawce kontroli. Poniżej deck:

http://deckbox.org/sets/584318

Chciałbym opisać poszczególne karty oraz karty, których nie ma. Pozwoli to chętnym prześledzić mój tok myślenia, a nowym graczom może pozwoli poznać nowe sztuczki.

Rat Swarm x 6 – w testach bywał x5, ale jednak w komplecie są niezbędni. Bronią przed inkruzją kluczowych supportów po bokach (jednostki rzadko tam bywały), pozwalają z warpstonem wystawić za darmo Abominację, z Clan Ratami robią ekonomię, dopalają Greyseera Thanquola, wspomagają Deathmaster Sniktcha, są mięsem pod eksperymenty do ataku, do zdejmowania snotlingów, do obrony z zaskoczenia. Robią robotę, dużo, tanio, tesco.

Clan Moulder’s Ellite x 3 – czyli tak zwany Duży Szczur. Wybór oczywisty. DE nie ściągną go tak szybko, bomba też nie. Łykają indirecty jak potrzeba. Jak już spadną to wrócą z Wodza, żeby przeprowadzić ostatni atak. Jedna z najmocniejszych skaveńskich kart i to od dawna.

Skaven_Clan_Rat_by_StugMeister

Clan Rats x 3 – według mnie świetna karta, chociaż nie każdy podziela moje zdanie. Według mnie jeden w plecach to poważny minus, ale jeśli nie gram z DE to nie robi mi to wielkiej różnicy, a goście są świetni do robienia ekonomii, zwłaszcza na początku. Teraz trik z cyklu “witamy w świecie pro zagrań dla najmłodszych”: wystawiamy Clan Rata w kingdom i zerówkę w quest. W następnej turze na początku spaczamy Clan Rata dając zerówce młotek, następnie odpaczamy go i po dobraniu zasobów spaczamy jeszcze raz dając drugi młotek. Mamy 3 kasy i 4 karty. Dla starych wyjadaczy trik znany, ale kilku graczom musiałem udowadniać, że da radę go spaczyć dwa razy w jednej turze przed dobraniem kart. Opcjonalnie dawał młotek do ataku, jak była potrzeba. Musiałbyć x3 bo miał robić starty. I robił.

Clanrat Clawleader x 3 – zerratowany nie po myśli niemych pracowników FFG, francuskich tłumaczy, Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Instytutu Matki i Dziecka. Wbrew obiegowej opinii o jego przegiętości, nie powiedziałbym. Oczywiście, świetna jednostka, ale takich potrzeba szczurom, które z założenia mają być w ataku liczne. Czy wracanie z grobu jest fluffowe. Kiedyś Red5 na forum udowodnił mi (można poczytać w wątku “Czarny robi questa” w dziale Flejm), że fluffem da się uzasadnić wszystko. Zresztą fluffowych baboli w Inwazji jest dużo więcej (vide wspomniany wyżej wątek). Zatem nie płakałem po starej interpretacji karty tylko do przodu, do przodu. Bij, bij, bij. Szybko, szybko! Starałem się nie wrzucać z ręki dużego szczura, choć czasem było trzeba. Często lądował Clan Rat dając ze swoją abilitką dwa młotki, często też wracałem nim jednostki z grobu. W jednej grze potrzebowałem dodatkowego skavena, żeby Deathmaster miał wystarczająco kart do zabicia jednostki przeciwnika, więc weszła i zerówka. Jak to mawia Virgo, witamy w świecie pro zagrań.

Corb Polybog x 3 (ciekawostka: jednostka z błędem wpisana na deckboxa) – według mnie musi być. Wrzucam go właściwie do każdej talii, chyba że totalnie mi się nie mieści, ale to się bardzo rzadko zdarza. Przemo pisał już co nieco o tym, że gracze zapominają, że działa on na obu graczy, że po jego zejściu można już grać. Ostatnio była z nim spinka na turnieju w Wawie. Jednostka według mnie bardzo skillowa. Trzeba wiedzieć czym się gra, przeciwko komu się gra, jaki jest etap gry, jakie karty mogą nas skrzywdzić najbardziej oraz jakie są najbardziej potrzebne przeciwnikowi. U mnie najczęściej grany na my life’a, na Osterknachta, na Troll Vomit i na Śmierć w Cieniach. Przydawał się bardzo. Zdecydowanie x3, chciałem go mieć jako opcję od początku.

greyseerGreyseer Thanquol x 2 – pierwsza karta x2. Grałem z opcją x1, grałem też x3. W życiu do głowy by mi nie przyszło, żeby go do talii nie brać. Cóż, Virgo przyszło to do głowy i wygrał turniej. Nie żałuję, że go miałem, robi gry generując potężny napór, zmusza przeciwnika do natychmiastowej reakcji, a jeśli przeciwnik nie jest w stanie zareagować to często kończy grę. Na pierwszej ręce nie chciałem go raczej mieć, stąd x2, potrzebowałem miejsc na inne karty.

Deathmaster Sniktch x 2 – również x 2. Jednostki ładowałem raczej w battla, a on nie posiedzi tam sobie z Thanquolem, zatem x 2. Robił świetną kontrolę, w middle i late game potrafi ściągnąć nawet bloodthirstera jeśli trzeba. Wystawiałem go najczęściej z ręki w battla i po deklaracji atakujących spaczałem, ale zdarzyło mu się wyjść z ripa, jeśli była taka konieczność.

Hellpit Abomination x 3 – zdecydowałem się na tę kartę, bo pod ripa jest świetna do ekonomii, ataku i obrony, może wejść za darmo do battla (nie zapominajcie, że włożenie go jako pierwszego za darmo “zjada” akcję stolicy!) jeśli poświęcimy 3 spaczone jednostki, co jest łatwe przy warpstonach, clan ratach, Śmierci, i sniktchu. Potężny skubaniec, polecam potestowanie go. W testach grał x3, ale jeśli nie podejdzie Corb, to nie ma odpowiedzi na Dwarfową anulację, zatem…

kot

Moja odpowiedź na pytanie: „mogę cofnąć?”:)

Bloodthirster x 1 – Bloodek to the rescue. Teraz nie tańczy już tylko w Orkach, zatańczył dla Rogatego Szczura bijacz! Bloodek jest grubasem pod ekonomię, ale w kluczowym momencie potrafił zaskoczyć ripowany w ramach ominięcia majlajfa. Dał radę, jestem z niego zadowolony. <głosem Bogusia Lindy> Dobry, kurwa, demon.

Seduced by Darkness x 2 – to była karta, która zagrała mi najmniej, ale raz zagrała, co przeważyło szalę zwycięstwa na moją korzyść, zatem przydała się. Ataku nią nie powstrzymywałem, służyła za zmiękczanie obrony, za zabranie przeciwnikowi tych wyliczonych na styk hit pointsów.

Chittering Horde x 3 – karta-klucz. Zaczynamy robienie szczurzego decku od włożenia jej x3. Dla nowych graczy: omija infiltrację (co jest zajebiste!).

Death in the Shadows x 3 – jedna z nielicznych według mnie kart, które dużo lepiej brzmią po polsku. Śmierć w Cieniach. Czujesz to. W Cieniu czai się na ciebie Śmierć. Nocne powietrze przeszywa świst sztyletu, a z ciebie uchodzi życie. Obowiązkowy zestaw kontrolny każdego szczura z klanu Eshin. Stealth. Infiltration. Assasination. Dwójki giną, aż miło.

Rip Dere ‚Eads Off x 3 – wspaniała karta. Pomysł do głowy, żeby jej używać włożył mi do głowy Ostry i postanowiłem ustawić moją talię tak, żeby używać tej karty. Ogólnie to jestem w niej od pewnego czasu zakochany i chcę ją mieć w przeróżnych destro-deckach. Robiła ekonomię i atak z Abominacją i Bloodkiem, robiła kontrolę z Deathmasterem. Robiła fantastyczną i niespodziewaną często obronę. Zabójcza w mirrorach, gdzie po takim ripie atak nie wchodzi, a ginie czterech lub pięciu atakujących. Jestem zadowolony, że ją wziąłem. Pamiętam zdenerwowanie, jak zaczęła się dyskusja na forum o użyciu ripa w Skavenach na jakieś trzy dni przed turniejem, podczas gdy od tygodnia cisnąłem nim już na ostro. Na szczęscie nikt się nie wystraszył i nie skarcił mnie Long Winterem. Super karta, daje dużo zabawy i zwiększając poziom trudności talii, daje więcej opcji kombinowania. Jako ciekawostkę dodam, że Rip był częściej obronny i ekonomiczny niż ofensywny.

Warpstone Experiments x 3 – karta, której nie trzeba przedstawiać. Atak, obrona, ekonomia. Wszystko.

jaikotyBurn it Down x 3 – kolejna opcja kontrola. Niezbędna do gry z DE, żeby zniszczyć arkę, ale przydaje się przeciwko każdej rasie i wielu przeciwników się jej nie spodziewa. Zwłaszcza, że grając na ripie devki nie zawsze idą od razu w battla, więc jest dobrze zakamuflowana. Kolejny odcinek z cyklu “Witamy w świecie pro zagrań”: miałem 2 zasoby, a przeciwnik (DE), żadnych supportów. Wystawił wszystko, co chciał i widzę, że potrzebuje zasobu na Shattered Thought, ale jest pewny, że dostanie go ode mnie. Rzuca Hate, a ja, żeby nie oddawać mu tego zasobu rzuciłem Burn it Down na własnego Plunderera. Taki byłem.

Plunderer x 2 – ciekawa karta, ale nie chciałem jej mieć w decku. Niestety, przy ripach, burnach i seduced jest niezbędna. I nie powiem, robiła robotę pozwalając rzucić obronnego ripa częściej, niż mogłoby się to wydawać.

Warpstone Excavation x 3 – nie trzeba tłumaczyć.

Skryre District x 2 – fajnie robi starty z warpstonem, niemniej jednak przy moich ripach ekonomicznych nie zawsze się opłacał. Jeśli nie było go na starcie, albo w drugiej turze, to zazwyczaj już go nie wykładałem. Ale bardzo dobra karta, bez dwóch zdań. Trzeba tylko potem pamiętać, żeby się nie pomylić z wykładaniem i dopakowywaniem boków. No i rada dla nowych graczy: Thanquol atakujący z boku też go zdejmuje, warto mieć to na uwadze.

lokal

Stołówka

Screaming Bell x 1 – znam graczy, którzy uważają, że musi być x 3, znam też takich, którzy do nie włożą do talii. Według mnie bardzo przydatny support, ale nie na początku. Może przechylić szalę zwycięstwa w odpowiednim momencie, ale nie jest niezbędny. Jedna z moich dyskusji z Ostrym dotyczyła właśnie tej karty. Postawiłem na swoim i wziąłem. Nie żałuję, przydał się, ale x1 jest dla niego według mnie idealną liczbą.

Wielcy nieobecni to z pewnością:

We Hates Them All – nie uwierzyłem w magię misji. Powiem szczerze, przed turniejem nawet nie wiedziałem, że jednostka położona na nią już ją odpala. Raskoks ją miał i chyba dobrze na tym wyszedł, w moim decku jej nie czułem.

Gutter Runners – czyli zwiadowca. Wiele osób mnie do niego namawiało. Jakoś tego nie widziałem. Jak dla mnie on wchodzi tylko z Wodza, jeśli go nie mam na początku to nie boli tak przeciwnika, a bez wracania go z grobu co turę ten scout nie jest kluczowy. Niektóre talie mają go totalnie w tyłku. Błąd, czy nie błąd? Według mnie nie.

mata

Night Runners – indirecty były kuszące, ale przy buildzie, na który ja się zdecydowałem to był on, albo Clan Rat. Uznałem, że Clan Rat daje mi dużo więcej opcji, a indirecty też nie są jakieś imba, nawet jak jest ich 5. Dodam tylko w tym miejscu, że ten gość jest świetny do talii na orków na multiataku z Makką Greenfistem. Czek dis ałt!

Oczywiście, jest jeszcze wiele ciekawych kart Skavenow. Legenda, na razie niewykorzystana, Master Moulder, Vicious Clanrat czy Shattered Tower. Definitywnie, można potestować.

Uff, rozpisałem się strasznie o talii, ale to moje wypieszczone cacuszko i chciałem je pokazać światu w pełnej krasie i opisać moje zamysły. Mam nadzieję, że jeszcze jesteście ze mną, bo doszliśmy właśnie do turnieju!

Walka o Trofeum Mareela – wzloty i upadek

Minuta ciszy dla Mareela… Nie znałem osobiście człowieka, ale słyszałem same pozytywne rzeczy. Była minuta ciszy na turnieju, było kieliszek wylany i wypity. Są ludzie, w których pamięci żyje i widziałem to rozmawiając z niektórymi osobami.

kominek

Przy kominku atmosfera gorąca

Turniej zaczął się od tego, że była awaria kibla. Czyli tak, mieliśmy rozjechanego na drodze szczura, mieliśmy zalew nieczystości, a ostatnim w toalecie był Przemo. Wtedy jeszcze się z tego śmiałem, ale to były omeny (nie mogę się powstrzymać od śmiechu jak to piszę). Akcja z kibelkiem była słaba, ale dzięki temu pierwsze rundy były naprawdę pro, bo wszyscy powstrzymywali się od picia przez pierwsze rundy (ja do końca nic nie piłem, co chciałbym podkreślić). Wielkie propsy jednak dla właścicieli, bo ogarnęli temat fachowo i sprawnie.

Chwila o właścicielach, lokalu i zimnie. Właściciele bardzo mili, wspaniali i sympatyczni ludzie. Jeśli chodzi o lokal to w piątek po południu wyglądał jak warsztat: symfonię grały młoty, szlifierki, piły i inne narzędzia. Pył unosił się wszędzie i nie wyglądało na to, że następnego dnia będzie tam regionals. Ale był. Następnego dnia, czyli w sobotę wszystko wyglądało bardzo fajnie, eleganckie i duuuże stoły z suknem, bardzo wygodnie mi się grało. Czy było zimno? Cóż, ja założyłem, że może być zimno więc wziąłem bluzę. Żadnego zimna nie czułem przez cały turniej, a jak grałem blisko kominka (tak, był kominek z prawdziwym ogniem!) to było bardzo ciepło. Także jeszcze raz, wielkie gratsy dla właścicieli, super wszystko było przygotowane.

Wróćmy do gier.

Runda 1

Morphine (DWA) 2:0

morphinePierwsza runda. Morphine już poznałem na OMP-kach, człowiek legenda, twórca programów, z których korzystam robiąc turnieje i składając decki. Bardzo miły i spokojny człowiek. Sam napisał w swojej relacji, że byłem troszkę zdenerwowany. Była to mieszanina zdenerwowania i podniecenia, ekscytacji. Troszkę się stresowałem, jak pójdzie ta pierwsza gra, a przecież mierzyłem wysoko. Wiedziałem, że przyjdzie mi się mierzyć z Dwarfami, w testach miałem wyśmienite wyniki, więc wiedziałem, że kluczowe będzie dla mnie zablokowanie majlajfa w odpowiednim momencie. Udało się to w obu grach, i obie wygrałem. Trzeba przyznać, na styk. W następnej bym płonął. Ale tak to jest właśnie z grą szczurami. Trzeba ryzykować, być gotowym zagrać va banque i być na krawędzi. Inaczej się tą rasą nie da. Morphine pięknie mnie raz zaskoczył wstawieniem na Thana Wielkiej Księgi Uraz. Dobry trik, prawie kosztował mnie grę. Pierwsze zwycięstwo na drodze, jest dobrze.

Runda 2

Raskoks (SKA) 0:2

raskoksCzułem, że się spotkam z Raskoksem. Poznaliśmy się na żywo dopiero na miejscu, potem na integracji była okazja do pogadania i wypicia wódeczki. Raskoks jest bardzo fajnym człowiekiem, przyjemnie się grało. Wiedziałem, że w mirrorze będzie dużo losowości, będzie się liczyło kto zaczyna, kto co pociągnie. Ale tutaj należą się też gratsy dla przeciwnika, bo miał bardzo fajną talię, chociaż misji bym nie wrzucał (zresztą był tak szybki, że nawet jej przeciwko mnie nie odpalił chyba). Nie będę się rozwodził. Był szybszy i mnie pogonił. Ale nic to, myślę, jedziemy dalej!

Runda 3

Xasinus (EMP) 2:0

Miałem przewagę, bo przeciwnik nie znał za bardzo kart skaveńskich, nie za bardzo wiedział, co go może spotkać. Grał Imperium na skakaniu, więc był i tak dla mnie bardzo groźny – counterstrike boli cholernie. W obu grach przydała się kontrola, Burny, Seduced (haha, Lincoln!), Śmierć w Cieniach. Wszystko śmigało jak słowo boże po kościele i dałem radę. W drugiej grze Xasinus po mulliganie miał słabą rękę i ciężko mu było się rozbudować, zatem włączyłem aggro mode i pojechałem. Bardzo miła atmosfera gry i bliskość kominka sprawiła, że czułem się jak na szczurzej wigilii. Pamiętam z tej gry jeden błąd oponenta. W swojej drugiej turze zagrywam na zerówkę eksperymenty, żeby dobrać karty, w odpowiedzi dostaję żelazną dyscyplinę, to ja w odpowiedzi drugie eksperymenty, na co przeciwnik po namyśle drugą dyscyplinę. Ok, ograniczył mi dociąg, ale później zabrakło mu tych dyscyplin, jak fruwały sztylety.

Runda 4

Repek (ORC) 2:0

z repkiemOrka się trochę bałem. Repek na dzień dobry powiedział mi, że cofanie jest do czasu położenia kolejnej karty. Ok, powiedziałem, chociaż ja miałem ochotę w tym turnieju nikomu nie dawać nic cofnąć (pro gaming, a co!). Sam chciałbym w tym momencie powiedzieć, że nic nie cofnąłem w całym turnieju (zrobiłem dwa błędy i ponosiłem konsekwencje). Grało się miło, chociaż ciśnienie było poważne. Śledzie stopowały mnie skutecznie, gra była do samego końca, do ostatniego obrażenia, na styk. W drugiej Repkowi nie podeszły rzygi przez dużą część gry, dzięki czemu nie miał jak się pozbyć mojej hordy i trochę ku wspólnemu zdziwieniu wygrałem kolejną grę bez straty rundy. Naprawdę było ciężko.

Przerwa

Z wynikiem 3-1 schodziłem na przerwę. Trochę się bałem, bo we Wrocławiu było tak samo, a skończyło się 3-4. Wiedziałem, że teraz jestem bogatszy w doświadczenie i lepiej przygotowany, zatem zamiast rozważać bez sensu różne opcje udałem się na pierogi, a po ich konsumpcji dołączyłem do chińczyka, gdzie chyba ¾ turnieju siedziało. Knajpa została przejęta, super klimat!

Runda 5

Germanus (ORC) 1:2

IMG-20140118-01094Znowu Orki, znowu bardzo ciężko. Germanus jest bardzo dokładnym graczem, raczej nie robi błędów, rozważa ruchy. Dodatkową atrakcją był Jaszczur za moimi plecami. Po pierwszej przegranej grze (Wurrzag, Rzyg, śledzie, AP wracający rzyga, Wurrzag, rzyg) oddech Wicemistrza Świata dodał mi skrzydeł i zdążyłem spalić zanim cały kontrolny arsenał Orka mnie zmiótł z powierzchni ziemi. W trzeciej jednak zripowany w Kingdomie Lord of Change pogrzebał moje zamiary i w zasadzie ustawił grę. Przegrałem. Z bilansem 3:2 wiedziałem, że muszę obie wygrać, a przynajmniej wygrać jedną i jedną zremisować. Nie było innej opcji. Kości zostały rzucone. Devka, pach, leci.

Runda 6

Boreas (CHA) 1:1

z BoreasemZ Boreasem jeszcze nigdy nie grałem, ale wiedziałem, że jest diablo niebezpieczny, ma łeb na karku i skilla na najwyższym poziomie. Grał talią, którą spokojnie mógłbym nazwać antydeckiem na Skaveny. W pierwszej grze męczył mnie niesamowicie Wasting Disease, którą wracał sobie dzięki Horrific Favour. Dodatkowo Ptasior jako restrykcja był bezlitosny. Pierwszą przegrałem. W drugiej to ja przeważałem i w pewnym momencie byłem już pewny wygranej. Boreas wtedy poddał grę, dodatkowo zauważając, że jedną strefę spalił mi Daemon Princem, który miał na sobie tylko jeden żeton (dezorientacja wynikała z tego, że Boreas nie kładł żetonów, tylko używał kostki do zaznaczania, ile ma żetonów). Gramy ostatnią, ale zostało już bardzo mało czasu. Jak to powiedział Boreas, “włączam tryb obronny”. Wystawił Sorcerera w pierwszej turze i następnego w drugiej. Co ciekawsze, obu mi się udało zdjąć, ale nie starczyło już czasu, by spalić).

Runda 7

Arczi (DE) 2:1

arczi2

Zagadka: gdzie jest Arczi?

Mecz o wszystko. Jak na złość, przyszło mi go grać z nemesis mojej talii – Mrocznymi Elfami. Dodatkowo prowadzonymi przez świetnego gracza – Arcziego. W bardzo miłej atmosferze toczyliśmy bardzo zacięty pojedynek. Pierwszą wygrałem ja, w drugiej było blisko. Pamiętam ostatni atak, miałem dwa grube szczury i dwie inne jednostki. Arczi zdjął mi wszystko po deklaracji atakujących poza jednym szczurem, którym spaliłbym rzucając na niego eksperymenty. Problem w tym, że miałbym po tym 3 karty na ręce, a Arczi miał jeszcze jeden zasób i w decku/na ręce (nie wiedziałem gdzie) ostatni Shattered Thought. Rzuciłem eksperymenty i mówię: “powiedz mi proszę, że nie masz tego Shattered Thought, że wygrałem”. Nie powiedział tego, strzaskał mi myśl i gramy trzecią. Bój był zacięty i na minutę przed końcem udało mi się spalić. Podskoczyłem aż z miejsca z okrzykiem zwycięstwa, zwłaszcza, że usłyszałem ze stolika Borin-Przemo, że tam jest remis. Upragniona topka była moja.

I teraz miało miejsce najsmutniejsze wydarzenie w całym turnieju. Pewnie większość z Was już o tym słyszała, lub czytała. Zobaczyłem, że Borin z Przemem dyskutują, wiedziałem dobrze o czym jest ta dyskusja. Niestety, Borin poddał grę Przemowi i z remisu zrobiło się zwycięstwo Przema. Zwycięstwo, które zamiast 12 punktów dało mu 14, a tym samym ja (13 punktów) zająłem 9 miejsce z bilansem 4-1-2 i wypadłem poza topkę. Cóż mogę powiedzieć, było mi bardzo smutno, bardzo źle. Łzy złości spływały mi po policzkach. Cały trening, wszystkie przygotowania, wszystko jak krew w piach. Wtedy byłem wściekły i rozżalony. Dziś nie jestem. Takie jest po prostu życie. Robimy to, co możemy najlepiej i liczymy, że będzie dobrze. Ale nie zawsze jest. Nie zawsze wszystko da się przewidzieć, nie zawsze nasze best będzie good enough. I tak było wtedy. Odbyłem długą rozmowę z Borinem, z Przemem (który w ćwierćfinale trafił na swój antydeck, więc nie powalczył). Napiłem się z nimi wódki, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Przemo, Borin, zostawmy to za nami. Wtedy miałem żal, dziś go nie mam. Jasne, jeszcze co jakiś czas wraca do mnie, że to mógł być ten dzień, to zwycięstwo, ten sukces. Ale po prostu nie był. Nie był to ten dzień. Ten dzień jest jeszcze przede mną, ten dzień jeszcze nadejdzie i przyjdzie czas triumfu. Jest na co czekać, jest o co walczyć. I bardzo dobrze – głód gry mam większy niż kiedykolwiek. To nie jest tak, że zwycięstwa nas budują. Najbardziej budują i hartują nas porażki i z tą lekcją wyjeżdżałem w niedzielę z Krakowa po to, by już w poniedziałek spotkać się z kolegami w Warszawie i cisnąć w Inwazję! Dlatego właśnie kocham tę grę!

Integracja, podziękowania, całuski, cukiereczki, ciasteczka

top3

TOP3

Finałowe gry oglądałem tylko przez ramię, bo już skupiłem się na integracji. Tego nie da się opisać, klimat był niesamowity, była wódeczka, były historie, był śmiech, były kiełbaski, wygłupy, wódki przy barze, tańce na stole, rajdy po Krakowie, zebranie FAQ Teamu, papierosy przed lokalem. Słowem, był klimat – jak zawsze. Dla tych ludzi warto jeździć na regionalsy, warto zbierać kaskę, warto czekać.

Anegdotka z integracji. Wracając pijany jak szpadel do hotelu zgubiłem się deczko. Patrzę, a tam stoi grupa takich hardkorowych dresów zabijaków. I ja w swoim zamroczonym umyśle wymyśliłem, że “ci są z pewnością miejscowi, więc dobrze ogarniają”. Podszedłem więc do nich i bełkotliwie pytam: “Panowie, na Garbarską to w prawo czy w lewo”. Na co oni deczko osłupieli, bo chyba nie spodziewali się, że ktoś do nich podejdzie z własnej woli. W końcu jeden wskazał ręką kierunek i powiedział: “w prawo”. Przeżyłem.

FAQ

Nocna zmiana, czyli obrady FAQ Team

Ok, na koniec jeszcze jedna kwestia. Wielu z Was czeka na informację o regionalsie w Warszawie. Chciałbym Wam powiedzieć, że pracujemy nad tym. Ja się w zeszłym tygodniu dowiedziałem, że jestem poważnie chory, wczoraj dowiedziałem się, że bardziej, niż myślałem do tej pory. Przepraszam, za te osobiste wynurzenia, ale one wpływają na moją zdolność do ogarniania. Ogarniam na tyle, na ile mogę, jutro na turnieju będę o tym rozmawiał z chłopakami na turnieju. Czy regionals w Warszawie stoi pod znakiem zapytania? Z pewnością tak. Czy się poddajemy? Z pewnością nie.

W tym miejscu chciałbym bardzo, bardzo serdecznie podziękować Ekipie Krakowskiej (należą im się duże litery) za zorganizowanie tego regionalsa. Był to świetny turniej, nagrody były bardzo ciekawe (maty piękne, super stolica drewniana!, bardzo fajny pomysł z drewnianymi znacznikami spalenia i żetonami z eliksirami oraz skinkiem). Wszystko było tip top, bardzo mi się podobało i dziękuję raz jeszcze.

Na podziękowania zasługują także szczególnie Makabrysio i Szycha, z którymi ramię w ramię przyszło mi walczyć i zginąć na krakowskiej ziemi. To był piękny bój, dziękuję chłopaki!

Gratuluję topce. Nie było lekko. Virgo, wielkie gratulacje za zwycięstwo w turnieju, postawiłeś kropkę nad i w swojej inwazyjnej karierze. Gratuluję też wszystkim, którzy wzięli udział i walczyli. Żaden pojedynek który rozegrałem nie był łatwy, poziom był bardzo wysoki.

To tyle ode mnie, do zobaczenia na następnym regionalsie, mam nadzieję, że u nas!

koniec

Na zdrowie!

Reklamy
Categories: FAQ, Meta, neutralne armie, Ogólne, regionalsy, Skaven, Turnieje, Uncategorized, Zasady | Tagi: , , , , , , | 4 Komentarze

Blitzkrieg, Horda i wiosna warszawskiej sceny

„Skulony w jakiejś ciemnej jamie smaczniem sobie spałwilk
i spały małe wilczki dwa – zupełnie ślepe jeszcze.
Wtem stary wilk przewodnik, co życie dobrze znał,
łeb podniósł, warknął groźnie, aż mną szarpnęły dreszcze!
Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń,
woń, która tłumi wszelki spokój, zrywa wszystkie sny.
Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz – goń!
I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!”

Dokładnie tak. Zostałem pokąsany, choć odgryzałem się, jak tylko mogłem. Efektem walki było szóste miejsce na jedenastu graczy i przerwanie dobrej passy, która trwała trzy tygodnie. Ale może po kolei.

Na turniej wybrałem się znowu z Wood Elfami, choć zupełnie innymi niż ostatnio. Tym razem postawiłem na rush i trochę się przewiozłem. O talii nie będę się rozwodził, bo w ostatnim wpisie trochę mnie w tym temacie poniosło. Wydawało mi się, że miała wszystko. Wydawało mi się, że ma kontrolę (Burn It Down i Called Back). Wydawało mi się, że ma ekonomię (Kuźnia, Zoo, Huntsmani). Wydawało mi się, że ma ochronę własnych jednostek (Kościół, Dyscyplina). Wydawało mi się, że ma uberszybkość (3 x Hellblaster, 3 x Tatuaże, dopalanie devek Akolitą i Spellsingerem). Wydawało mi się. W efekcie kiepskiego dociągu, słabej dyspozycji dnia i zbytniej wierze w battlefield talia zgrzytała, kaszlała, zacinała się i po prostu nie osiągnęła zamierzonego przeze mnie efektu.

IMG-20130320-00402

Dobry start to podstawa!

Talia na deckboxie: Synowie Lasu – Blitz

Teraz przejdźmy do historii Wielkiej Smuty, czyli moich gier, a potem napiszę bardziej generalnie o turnieju, który był najciekawszym, na jakim do tej pory byłem.

Runda I

Dostałem bye. Nie lubię dostawać baja. Lubię ogień walki, reckless ataki, heroic obrony. Lubię ripować, targetować, majlajfować, ambuszować. Po prostu – I Love This Game i jak nie gram w this gejm to nie klikam „lubię to”. Czas wolny poświęciłem na spożywaniu Lubelskiej Grejpfrutówki i oglądaniu  jak orki zagryzają się nawzajem.

Runda II (WE – DWA 0:2)

majlajfMe, myself i Carnage ze swoimi szybkimi (!) Krasnoludami, które pod jego dowództwem zwyciężyły w turnieju. W pierwszej grze Carnage był szybszy, a nie miałem nic, co mogłoby go skontrolować. Moment, w którym osiągnął sześć zasobów i trzy karty był momentem, w którym skręcił mi kark. W drugiej grze zdecydowałem się zagrać all-in i od początku wrzuciłem wszystko do battla i zacząłem szaleńczy atak Nimbie Spearmenami z heblami i tatuażami. Spaliłbym Carnaga w czwartej turze, jednak Carnage od początku miał w ręce tego jednego majlajfa, który zrobił różnicę. Dobra talia, świetny driver i zajechali daleko.

Runda III (WE – ORC 1:2)

grimgorNilis zagrał Orkami. Tak, tak, panie i panowie. Orkami. Zielonymi, obrzydliwymi, morderczymi orkami. Byłem w ciężkim szoku, bo wydawało mi się, że Nilis ma na swojej karcie postaci wpisane „Empire Only”. Potyczki były przyjemnie, bo lubimy się z Mateuszem i zawsze pojedynkujemy się w kulturalnej i miłej atmosferze. Orcza kontrola była dla mnie nie do pokonania. W tym momencie jest to bardzo silny build, co zresztą widać choćby po wynikach tego turnieju (miejsca od drugiego do piątego dla Orków!). W jednej z gier udało mi się być szybszym, stąd „tylko” 1:2. Długo nie zapomnę sytuacji, w której miałem w kingdomie Kościół, w queście Spellsingera, a w battlu Nimbie Spearmena z Hellblasterem i sześcioma devkami. Nilis miał na ręce 4 karty i 4 zasoby. Rzucił Rytuał, poświęcając Pajączka na Hordę i wsadzając Grimgora w battla, który zniszczył devki i Hellblastera. Pozostałe dwie karty na ręce to Pillage i Lobber, czym szczyścił mi boki. Dziękuję, dobranoc.

Runda IV (WE – HE 2:1)szarża

Z Marcinem grałem raz do tej pory i wtedy wygrałem 2:0. Tym razem jednak sprawy przybrały dla mnie nienajlepszy obrót i pierwszą partię szybko przegrałem. Marcin szybko zdobył wystarczająco zasobów, żeby wystawić smoki, a ja jak na złość nie miałem Called Back, żeby je skontrolować. W drugiej grze taktyki miałem na swoim miejscu i kontrolując jednostki i wsparcia Marcina biłem bezlitośnie za milion. Dodatkowo, cofnięcie Moon Dragona na rękę dwie tury z rzędu – bezcenne. W trzeciej partii zadecydowała szybkość plus mocne pójście przeze mnie w quest, co zaowocowało błyskawicznym skompletowaniem potrzebnego do palenia asortymentu. Zapewne trzeba było tak grać od początku, ale mądry Wood Elf po szkodzie.

Po turnieju zrobiłem rachunek sumienia (to jest po integracji i ocknięciu się po niej), wyłapałem parę błędów. Najważniejsze dla mnie jest to, że już od kilku turniejów gram świadomie. Błędy wynikają z braku ogrania, a to przyjdzie z czasem, więc chill i Lubelska Grejpfrutówka.

tabela

Specjalnie dla Szymussa:)

Generalnie – turniej był ekstra. Ostatnio jest z każdą środą coraz lepiej. Po pierwsze, frekwencja. Może to nie zrobi wrażenia na innych miastach, ale 11 osób w Warszawie, to bardzo dobra informacja, która świetnie wróży na przyszłość. Po drugie, powrócił Ostry. Ja wcześniej nie miałem okazji poznać Pawła ani zobaczyć go w akcji. Jestem pod wrażeniem – bardzo pozytywny człowiek i świetny gracz od którego dużo można się nauczyć. Według mnie takie osoby są, na równi z dopływem świeżej krwi, potrzebne w Warszawie i mam nadzieję, że powrót Ostrego do gry będzie kolejną jaskółką, która zwiastuje wiosnę naszej sceny.

Jakby na potwierdzenie nadejścia tej wiosny, od przyszłego tygodnia gramy ligę warszawską! Marzyłem o tym od dawna. Pomysł rzucił Wiśnia, podjąłem się wykonania. W najbliższym czasie, najprawdopodobniej jutro wrzucę na forum informację co i jak. Zaczniemy prosto: 10 turniejów, podstawowe zasady i tabela. Żadnej dodatkowej kasy, żadnych nagród, pure fun. Najważniejsze jest zrobienie pierwszego kroku i bardzo się cieszę, że został on wykonany.

Na turnieju znowu prawie wszystkie rasy (tym razem poza DE), choć wyraźnie dało się wczoraj zauważyć i odczuć dominację zielonej Hordy. Podczas turnieju, jak również po nim odbywała się ciekawa dyskusja, której motywem przewodnim była interesująca myśl, a mianowicie fakt, iż aktualnie w WHI nie ma meta, albo w zasadzie jest w stanie formowania się. FAQ 2.0 wyczyścił tablicę, stworzył inwazyjne ground zero i pozwolił na eksplorację nowych, dziewiczych terytoriów. Stąd kombinowanie, próbowanie, testowanie. To świetny moment dla nowych graczy, żeby znaleźć swój styl gry i swoje miejsce na scenie.

IMG-20130320-00405

Wesoła ekipa z Inwazyjnego Jeepa.
Wrocław! Przybywamy!

Tym optymistycznym akcentem zakończę wpis. Gratuluję topce turnieju oraz Mikalsowi, który rozegrał swój pierwszy zwycięzki pojedynek! Oby tak dalej! Zapraszam do lektury i komentarzy. Jeszcze w tym tygodniu chciałbym wrzucić kolejny. Poświęcony będzie nowemu dodatkowi, który przyniósł nam bardzo ciekawe karty, o czym świadczy choćby bardzo ożywiona dyskusja na forum.

Salut!

Categories: Meta, neutralne armie, Testy talii, Turnieje | 5 Komentarzy

Triumf kniei

dtlPrzed wczorajszym turniejem miałem poważny dylemat. Z jednej strony chciałem podtrzymać dobrą passę i trzeci raz z rzędu wejść do topki, a z drugiej chciałem zagrać testowanymi od tygodnia Wood Elfami, którym zbyt wiele osób nie wróżyło turniejowych sukcesów. Kusiło mnie, żeby zagrać prostą orczą kontrolą, która z szybkimi i tanimi jednostkami oraz Inwazją Snotlingów zapewniła mi tydzień temu trzecie miejsce. Po długich rozważaniach doszedłem jednak do wniosku, że większą zabawę i kombinowanie będę miał gajowymi i tę talię zabrałem do Rivendell.

Od ostatniego wpisu deck poddany został drobnej rekonstrukcji, związanej z analizą podpowiedzi na forum i w komentarzach na blogu, a także chęci wykorzystana Kapłanki Vereny, która bardzo pasuje mi tematycznie do talii i dobrze wygląda z moją własnoręcznie zrobioną stolicą, na której art jest właśnie z tej karty (+ 100 do lansu).

Z talii wyrzuciłem Drychę, Wardancera, Bordertown, Spoilsy i jednego Wildridera. Włożyłem natomiast kilka kart, które miały przyspieszyć talię i zwiększyć jej siłę uderzeniową:

3 x Huntsmen – przyspieszenie talii i lojalka, która pozwala wystawić razem z nim w pierwszej turze jeszcze wsparcie za 2. Generalnie wszyscy mnie opieprzyli, że nie miałem go w talii i mieli rację! No, i jest synem lasu, of course.

2 x Priest of Verena – tak jak napisałem, chciałem nią zagrać bo mi pasuje do ogólnej koncepcji. Nie wrzucałem razy trzy, bo boję się jednak tych DE, a w plecach kapłanka ma tylko 1. Wspiera za to bardzo dobrze manipulację devkami, co jest filarem mojej talii, dlatego miejsce dla niej było pewne.

1 x Helblaster – obvious.

shrine2 x Runefang of Solland – trochę z inspiracji Wiśni, a trochę z oświecenia, jak dobra jest ta karta. Daje dodatkowe dwa młotki za dwa, co przy zdolności decku do obrony swoich jednostek jest w miarę pewne. Ponadto pozwala osądzić przeciwników za darmo, a nawet przy braku Vereny na ręce zyskuję pewną przewagę psychologiczną, bo przeciwnik musi mieć w pamięci, że w każdej chwili może dojść do czystki.

2 x Shrine to Tall – według mnie genialna karta, mimo że część osób wyraziło przeciwną opinię. W tej talii sprawdza się znakomicie, bo brak posiadania młotka jest zrekompensowany bonusem z devek, które mam zazwyczaj w ilości hurtowej. W battlefieldzie działa jak kolejny Hellblaster, co pozwala momentami na potężne uderzenia za 25 – me like!

Talia na deckboxie: Synowie Lasu v 1.2

Runda I (WE – DWA 2:0)

dead eyeWczoraj na turnieju po raz pierwszy pojawił się Mikals i to z nim przyszło mi stoczyć otwierający pojedynek. Co ciekawe, Michał jest z mojego rodzinnego miasta, a nawet chodziliśmy do tego samego liceum i mamy wspólnych znajomych. Świat jest jednak mały, jak gobliński łeb. Mikals grał talią Przema z Torunia (z drobnymi zmianami wynikającymi z braku Mountain Legion i jeszcze jednej karty). Pojedynek zakończyłem zwycięstwem, choć – mimo debiutu – Michał sprawił spore problemy. Bardzo dobrze, jak na początkującego gracza, radził sobie w grze talią, która nie należy do najprostszych (w następnej grze z Nilisem ugrał remis 1:1, choć był bliski zwycięstwa – doświadczenie Nilisa jednak zaprocentowało). W każdym razie – mamy nowego, obiecującego gracza na scenie. Oby tak dalej! Co do samej talii, to jestem pod wrażeniem wymysłu Przema. Deck świetnie sobie radzi w różnych sytuacjach, jest bardzo szybki i niebezpieczny. Chapeau bas, czyli po naszemu czapka z łba.

Runda II (WE – CHA 2:0)

skarbrandJeszcze przed rozpoczęciem gry z Dyktą i prowadzonym przez niego Chaosem, Nilis stwierdził, że choć kibicuje mojej talii (Empire Foreva!) to stawia 10 do 1, że wygra Dykta. Nie złamało to mojego ducha bojowego i od początku grałem o zwycięstwo. W pierwszej grze Dykta bardzo szybko spalił mi strefę wrzucając Skarbranda z innowacji i wjeżdżając w stolicę nim i Savage Forsaken. Poczułem presję czasu, ale udało mi się szybko odwinąć i spalić strefę w odpowiedzi. W kolejnej turze nastąpił moment przełomowy, ponieważ Dykta uderzył Unleashem, ale skontrolowałem mu devki i nie udało się zadać miażdżącego ciosu. Odpowiedź z kniei była druzgocąca i pierwsza gra dla mnie. O drugiej niewiele można napisać. Po mulliganie Dykta miał na ręce 3 x Spawna, 2 x Seduced, 1 x Contested Village i coś jeszcze. Nie za bardzo miał z czym grać, a żeby już mieć pewność (nigdy nie lekceważ potęgi Chaosu!) rzuciłem Verenę i zostawiłem mu kompletnie pusty stół. Chwilę później było po zawodach i w dobrej atmosferze delektowaliśmy się Perłą Chmielową obserwując gry przeciwników. Dykta ostatecznie zajął 3 miejsce w turnieju – serdeczne gratulacje za pokazanie, że Chaos wcale nie jest na kolanach.

Runda III (WE – DWA 0:2)

W trzeciej turze wylosowałem Bokalusa, który grał tymi samymi Krasnoludami, co tydzień wcześniej. Muszę szczerze przyznać – zostałem rozmontowany. Mój plan A, jak i plan B nie podziałały. Na dodatek zostałem świetnie skontrolowany i załatwił mnie własny Hidden Grove. Jak na złość w pierwszej grze mimo przekopania dużej części decku nie znalazłem żadnego Dance to Loec, co mogło dać mi chociaż szansę na równą walkę. Tak jak pisałem w zeszłym tygodniu – talia Bokalusa jest bardzo ciekawa (spełniło się życzenie Przema, żeby na turnieju jego imienia wygrała właśnie taka talia) i ciężko się przeciwko niej gra, a i dowódca należy do tych z wyższej półki. Gratulacje drugiego pod rząd zwycięstwa w turnieju!

IMG-20130313-00398

W tle obrazek pt. „Ogień z Battlefielda”

Runda IV (WE – DE 2:1)

250px-Elder_hellebronDex znany jest z niestandardowych talii i takiej właśnie się spodziewałem. Była to przewijarka na Crone z Dark Abyss i Witch Hagami przyspieszającymi zrzucanie kart przeciwników. Talia miała kilka niespodzianek – powiem tylko tyle, że jak chcecie zobaczyć Grimgora w Dark Elfach, to zapraszam do Warszawy. W pierwszej grze po mulliganie zobaczyłem taką kapustę na ręce, że chciałem się poddać od razu. Może i byłby to lepszy plan – nie stresowałbym się w ostatniej grze presją czasu. Druga rozgrywka zajęła nam większą część z 50 minut przeznaczonych na grę (a może 55, sam nie wiem). Walka była zacięta, Crone dwa razy wchodziła i schodziła ze stolicy, trup ścielił się gęsto, ale ostatecznie górą była moja leśna banda. Na ostatnią grę zostało nam 9 minut, więc wiedziałem, że nie ma co iść w kontrolkę, a trzeba zebrać wszystkie siły w battlu i bezlitośnie kąsać. Gra rozstrzygnęła się w ostatnich minutach i po zaciekłej obronie i równie zaciekłym ataku to ciała Mrocznych leżały porozrzucane bezwładnie na polu bitwy, a moi wojownicy znikali powoli w kniejach, by przygotować się do kolejnych potyczek.

Z bilansem 3-0-1 zająłem drugie miejsce, z którego jestem bardzo zadowolony. Wyniki z gier w całej Polsce pokazują, że pole do popisu jest ogromne, a każda rasa i każdy build może wygrywać. Sam mam już w głowie pomysł na nowe Leśne Elfy, który wprowadzę w życie, jak tylko nacieszę się graniem aktualną talią. Warto też podkreślić, że wczoraj na turnieju pojawiły się prawie wszystkie rasy (poza Orkami, choć gościnnie występował Grimgor, o czym już wcześniej pisałem).

Wieczór zakończyliśmy już chyba tradycyjnie w pobliskim lokalu, gdzie miło spędziliśmy czas przy jasnym pełnym, dowiedzieliśmy się kto został nowym Imperatorem Rzymu oraz snuliśmy plany warszawskiego assaultu on Wroklał.

Do następnego razu!

Categories: neutralne armie, Testy talii, Turnieje | 1 komentarz

Blog na WordPress.com.