Ogólne

Trofeum Mareela 2014 – wilcza relacja

Intro

introUwielbiam jeździć na regionalsy. Dla mnie to cały rytuał. Na piątek biorę wolne, wynajmuję dużo wcześniej dobry hotel, jadę najbardziej komfortowo, jak się da. Oszczędzam na regionalsa, na regionalsie nie oszczędzam – to moje motto. Zrobiłem od tej reguły jeden wyjątek – Mistrzostwa Polski, kiedy mieszkałem w hostelu – i tylko super ekipa, która opanowała hostel wszystko uratowała. Jadąc drugi raz do Grodu Kraka nie popełniłem tego błędu i wszystko było zgodnie z rytuałem. Turniej był znakomity. W moim odczuciu na równi z Mistrzostwami Europy we Wrocławiu, do których będę miał szczególny sentyment, bo był to mój pierwszy regionals. W Krakowie atmosfera i klimat były na najwyższym poziomie, emocje sięgały zenitu a integracja miażdżyła. Jeśli byłeś – wiesz. Jeśli Cię nie było, następnym razem nie popełnij tego błędu.

mgla

Mgła jest przyjacielem szczurów

Na Kraków!

Jako środek transportu wybrałem pociąg i był to świetny wybór, bo dokładnie tym pociągiem jechał też Makabrysio i Virgo. Mimo problemów z dotarciem nasza legenda za 8, znany także w niektórych kręgach jako Eheś, zdążył na peron i ustawiliśmy się, że po ogarnięciu przedziałów spotkamy się w Warsie. Na umówiony znak sygnał nasza trójka zasiadła w przedziale jadalnym i rozpoczęła konsumpcję napojów energetyzujących o smaku chmielowym. Podróż upłynęła w wybornej atmosferze dyskusji o inwazji i sondowaniu nawzajem swoich talii w bardzo subtelny sposób (“a Corba masz?”). Pociąg dotarł bez opóźnień, co było miłym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę czas jazdy do Gdańska na

ostatnie regio i to, że sorry, ale taki mamy klimat.

Na dworcu rozdzieliliśmy się –

Guns & Ammo

Guns & Ammo

chłopaki poszli coś zjeść i do Hexa, a ja skoczyłem do hotelu zostawić rzeczy

i ogarnąć się. Hotel był bardzo przyjemny, nawet dostałem wiśnióweczkę na dzień dobry, nie omieszkałem więc jej spożyć, żeby utrzymać flow rozpoczęte w pociągu. Po ogarnięciu się wyruszyłem w trasę do Hexa. Raz się zgubiłem, ale było blisko i w końcu dotarłem do bramy, która bardziej strachliwym może podnieść ciśnienie. Bardzo szybko zobaczyłem znajome twarze (na miejscu był już Virgo, Makabrysio, Stach i Repek), pudełka po (z?) bronią i amunicją i już wiedziałem, że jestem wśród swoich.

preparty

Butelki, buteleczki…

Popołudnie upłynęło nam na miłej rozmowie (chwilę później dołączył Dashi, Drumdaar i Szymuss, a później swój prowiant przywiózł Rodzyn – prawdziwie krasnoludzkie zaopatrzenie) i później, kiedy zostałem tylko ze Stachem i Virgo, na kilku grach. Koło 20tej rozeszliśmy się, żeby zregenerować się przed jutrzejszym dniem (w końcu miałem zagrać następnego dnia 10 gier i tym razem myślałem o tym serio). Po raz pierwszy na regionalsie poszedłem spać przed północą, zatem byłem wyspany i gotowy.

Przygotowania

razem

Konsylium debatuje nad talią Makabrysia

Zanim napiszę o przebiegu turnieju, chciałbym cofnąć się w czasie o jakieś dwa tygodnie, bo wpłynie to na opis gier turniejowych, a być może jest to nawet najważniejsza część tego wpisu. Otóż na dwa tygodnie przed turniejem postanowiłem – robię topkę. Wiem, że jestem graczem ze średniej półki, ale postanowiłem, że nie ma przebacz, nie chcę już być na tej półce bo raz, że ciasno, a dwa, że na wyższej półce jakoś tak ciekawiej. Do Gdańska jechałem nieprzygotowany, ze złą talią, bez ogrania. Teraz wiedziałem, że nie popełnię tego błędu. Już na poprzednie regio chciałem jechać szczurami i nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłem. Zatem wybór rasy był prosty – Skaven – chociaż były wahania w trakcie testów (jakie te Dwarfy stabilne, jakie te DE przyjemnie, jaki ten Chaos kontrolny, jakie te Orki IMBA!!!111oneone). Nie zmieniłem jednak swojej decyzji i całe dwa tygodnie testowałem różne warianty Skavenów.

wisniowka

Na dobry start!

No właśnie, dwa tygodnie. O ile Przemo pisał, że nie przygotowywał się długo, o tyle ja cisnąłem przez dwa tygodnie prawie codziennie. W tym miejscu po raz pierwszy chciałbym podziękować wszystkim testerom, którym chciało się ruszyć z domu, przyjechać do mnie, na polibudę, albo pozwolić mi przyjechać do siebie: Szycha, Makabrysio, Nibelung, Arhra, Dykta, Nilis – dziękuję!!! Dziękuję Wam również (tutaj dodam także Dexa) za wsparcie przed i w trakcie turnieju, a także po jego fatalnym dla mnie końcu. Dziękuję! Szczególne podziękowania dla mojego Mistrza – Ostrego. Dziękuję Ci bardzo za podsuwanie pomysłów, za wątpliwości co do doboru kart, za dyskusje, za rady, za wsparcie, za wiarę w moje zwycięstwo i za sprawienie po raz kolejny (już raz przy coachingu Ostrego byłem w topce, w Bydgoszczy), że wspiąłem się na wyżyny swoich możliwości. To jest właśnie w tej grze piękne i tego uczucia wszystkim życzę. Jeszcze raz Ostry, bardzo dziękuję!

Makabrysio i Szycha

Towarzysze broni

Testowałem różne wersje Skavenów. Z innowacją, z musterem, z warpstonem. Z grubasami, bez grubasów. Z misją, bez misji. Ze Screaming Bell, bez Screaming Bell. Z ripami, bez ripów. Na szybko, na spokojnie, na kontrolnie. Mieszane z innymi rasami i w sosie własnym. Testowałem przeciwko wszystkim rasom. Testowałem do tego stopnia, że byłem przekonany co do każdej włożonej kart, żadnej bym nie wymienił. Wiedziałem, które chcę mieć x3, które x2, a które x1. Wiedziałem jak ma wyglądać startowa ręka, jak się zachowam przeciwko danej rasie, jak będę grał na początku, jak w middle game i jak w late game. Robiłem rozpoznanie ostatnich kilku turniejów w każdym mieście, przy liście zapisanych graczy wpisałem prawdopodobne rasy, którymi mogą grać. Miałem wizję meta (które akurat nie było jakieś trudne do przewidzenia). Byłem przygotowany na sukces. Nie zrozumcie mnie źle – nie ma w tym zarozumiałości, ani przechwałek. Po prostu odrobiłem przed turniejem pracę domową, żeby powalczyć o zwycięstwo, żeby zmazać porażkę z Gdańska, żeby udowodnić że szczury potrafią, żeby być dla każdego zagrożeniem i żeby – poza integracją – turniej miał dla mnie także wymiar turnieju, czyli rywalizacji.

Wierzyłem w topkę. Marzyłem o zwycięstwie.

Talia, czyli Szczurki z Kanału

Koniec końców zdecydowałem się na jechanie na warpstonie, ripach i grubasach oraz większej dawce kontroli. Poniżej deck:

http://deckbox.org/sets/584318

Chciałbym opisać poszczególne karty oraz karty, których nie ma. Pozwoli to chętnym prześledzić mój tok myślenia, a nowym graczom może pozwoli poznać nowe sztuczki.

Rat Swarm x 6 – w testach bywał x5, ale jednak w komplecie są niezbędni. Bronią przed inkruzją kluczowych supportów po bokach (jednostki rzadko tam bywały), pozwalają z warpstonem wystawić za darmo Abominację, z Clan Ratami robią ekonomię, dopalają Greyseera Thanquola, wspomagają Deathmaster Sniktcha, są mięsem pod eksperymenty do ataku, do zdejmowania snotlingów, do obrony z zaskoczenia. Robią robotę, dużo, tanio, tesco.

Clan Moulder’s Ellite x 3 – czyli tak zwany Duży Szczur. Wybór oczywisty. DE nie ściągną go tak szybko, bomba też nie. Łykają indirecty jak potrzeba. Jak już spadną to wrócą z Wodza, żeby przeprowadzić ostatni atak. Jedna z najmocniejszych skaveńskich kart i to od dawna.

Skaven_Clan_Rat_by_StugMeister

Clan Rats x 3 – według mnie świetna karta, chociaż nie każdy podziela moje zdanie. Według mnie jeden w plecach to poważny minus, ale jeśli nie gram z DE to nie robi mi to wielkiej różnicy, a goście są świetni do robienia ekonomii, zwłaszcza na początku. Teraz trik z cyklu “witamy w świecie pro zagrań dla najmłodszych”: wystawiamy Clan Rata w kingdom i zerówkę w quest. W następnej turze na początku spaczamy Clan Rata dając zerówce młotek, następnie odpaczamy go i po dobraniu zasobów spaczamy jeszcze raz dając drugi młotek. Mamy 3 kasy i 4 karty. Dla starych wyjadaczy trik znany, ale kilku graczom musiałem udowadniać, że da radę go spaczyć dwa razy w jednej turze przed dobraniem kart. Opcjonalnie dawał młotek do ataku, jak była potrzeba. Musiałbyć x3 bo miał robić starty. I robił.

Clanrat Clawleader x 3 – zerratowany nie po myśli niemych pracowników FFG, francuskich tłumaczy, Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Instytutu Matki i Dziecka. Wbrew obiegowej opinii o jego przegiętości, nie powiedziałbym. Oczywiście, świetna jednostka, ale takich potrzeba szczurom, które z założenia mają być w ataku liczne. Czy wracanie z grobu jest fluffowe. Kiedyś Red5 na forum udowodnił mi (można poczytać w wątku “Czarny robi questa” w dziale Flejm), że fluffem da się uzasadnić wszystko. Zresztą fluffowych baboli w Inwazji jest dużo więcej (vide wspomniany wyżej wątek). Zatem nie płakałem po starej interpretacji karty tylko do przodu, do przodu. Bij, bij, bij. Szybko, szybko! Starałem się nie wrzucać z ręki dużego szczura, choć czasem było trzeba. Często lądował Clan Rat dając ze swoją abilitką dwa młotki, często też wracałem nim jednostki z grobu. W jednej grze potrzebowałem dodatkowego skavena, żeby Deathmaster miał wystarczająco kart do zabicia jednostki przeciwnika, więc weszła i zerówka. Jak to mawia Virgo, witamy w świecie pro zagrań.

Corb Polybog x 3 (ciekawostka: jednostka z błędem wpisana na deckboxa) – według mnie musi być. Wrzucam go właściwie do każdej talii, chyba że totalnie mi się nie mieści, ale to się bardzo rzadko zdarza. Przemo pisał już co nieco o tym, że gracze zapominają, że działa on na obu graczy, że po jego zejściu można już grać. Ostatnio była z nim spinka na turnieju w Wawie. Jednostka według mnie bardzo skillowa. Trzeba wiedzieć czym się gra, przeciwko komu się gra, jaki jest etap gry, jakie karty mogą nas skrzywdzić najbardziej oraz jakie są najbardziej potrzebne przeciwnikowi. U mnie najczęściej grany na my life’a, na Osterknachta, na Troll Vomit i na Śmierć w Cieniach. Przydawał się bardzo. Zdecydowanie x3, chciałem go mieć jako opcję od początku.

greyseerGreyseer Thanquol x 2 – pierwsza karta x2. Grałem z opcją x1, grałem też x3. W życiu do głowy by mi nie przyszło, żeby go do talii nie brać. Cóż, Virgo przyszło to do głowy i wygrał turniej. Nie żałuję, że go miałem, robi gry generując potężny napór, zmusza przeciwnika do natychmiastowej reakcji, a jeśli przeciwnik nie jest w stanie zareagować to często kończy grę. Na pierwszej ręce nie chciałem go raczej mieć, stąd x2, potrzebowałem miejsc na inne karty.

Deathmaster Sniktch x 2 – również x 2. Jednostki ładowałem raczej w battla, a on nie posiedzi tam sobie z Thanquolem, zatem x 2. Robił świetną kontrolę, w middle i late game potrafi ściągnąć nawet bloodthirstera jeśli trzeba. Wystawiałem go najczęściej z ręki w battla i po deklaracji atakujących spaczałem, ale zdarzyło mu się wyjść z ripa, jeśli była taka konieczność.

Hellpit Abomination x 3 – zdecydowałem się na tę kartę, bo pod ripa jest świetna do ekonomii, ataku i obrony, może wejść za darmo do battla (nie zapominajcie, że włożenie go jako pierwszego za darmo “zjada” akcję stolicy!) jeśli poświęcimy 3 spaczone jednostki, co jest łatwe przy warpstonach, clan ratach, Śmierci, i sniktchu. Potężny skubaniec, polecam potestowanie go. W testach grał x3, ale jeśli nie podejdzie Corb, to nie ma odpowiedzi na Dwarfową anulację, zatem…

kot

Moja odpowiedź na pytanie: „mogę cofnąć?”:)

Bloodthirster x 1 – Bloodek to the rescue. Teraz nie tańczy już tylko w Orkach, zatańczył dla Rogatego Szczura bijacz! Bloodek jest grubasem pod ekonomię, ale w kluczowym momencie potrafił zaskoczyć ripowany w ramach ominięcia majlajfa. Dał radę, jestem z niego zadowolony. <głosem Bogusia Lindy> Dobry, kurwa, demon.

Seduced by Darkness x 2 – to była karta, która zagrała mi najmniej, ale raz zagrała, co przeważyło szalę zwycięstwa na moją korzyść, zatem przydała się. Ataku nią nie powstrzymywałem, służyła za zmiękczanie obrony, za zabranie przeciwnikowi tych wyliczonych na styk hit pointsów.

Chittering Horde x 3 – karta-klucz. Zaczynamy robienie szczurzego decku od włożenia jej x3. Dla nowych graczy: omija infiltrację (co jest zajebiste!).

Death in the Shadows x 3 – jedna z nielicznych według mnie kart, które dużo lepiej brzmią po polsku. Śmierć w Cieniach. Czujesz to. W Cieniu czai się na ciebie Śmierć. Nocne powietrze przeszywa świst sztyletu, a z ciebie uchodzi życie. Obowiązkowy zestaw kontrolny każdego szczura z klanu Eshin. Stealth. Infiltration. Assasination. Dwójki giną, aż miło.

Rip Dere ‚Eads Off x 3 – wspaniała karta. Pomysł do głowy, żeby jej używać włożył mi do głowy Ostry i postanowiłem ustawić moją talię tak, żeby używać tej karty. Ogólnie to jestem w niej od pewnego czasu zakochany i chcę ją mieć w przeróżnych destro-deckach. Robiła ekonomię i atak z Abominacją i Bloodkiem, robiła kontrolę z Deathmasterem. Robiła fantastyczną i niespodziewaną często obronę. Zabójcza w mirrorach, gdzie po takim ripie atak nie wchodzi, a ginie czterech lub pięciu atakujących. Jestem zadowolony, że ją wziąłem. Pamiętam zdenerwowanie, jak zaczęła się dyskusja na forum o użyciu ripa w Skavenach na jakieś trzy dni przed turniejem, podczas gdy od tygodnia cisnąłem nim już na ostro. Na szczęscie nikt się nie wystraszył i nie skarcił mnie Long Winterem. Super karta, daje dużo zabawy i zwiększając poziom trudności talii, daje więcej opcji kombinowania. Jako ciekawostkę dodam, że Rip był częściej obronny i ekonomiczny niż ofensywny.

Warpstone Experiments x 3 – karta, której nie trzeba przedstawiać. Atak, obrona, ekonomia. Wszystko.

jaikotyBurn it Down x 3 – kolejna opcja kontrola. Niezbędna do gry z DE, żeby zniszczyć arkę, ale przydaje się przeciwko każdej rasie i wielu przeciwników się jej nie spodziewa. Zwłaszcza, że grając na ripie devki nie zawsze idą od razu w battla, więc jest dobrze zakamuflowana. Kolejny odcinek z cyklu “Witamy w świecie pro zagrań”: miałem 2 zasoby, a przeciwnik (DE), żadnych supportów. Wystawił wszystko, co chciał i widzę, że potrzebuje zasobu na Shattered Thought, ale jest pewny, że dostanie go ode mnie. Rzuca Hate, a ja, żeby nie oddawać mu tego zasobu rzuciłem Burn it Down na własnego Plunderera. Taki byłem.

Plunderer x 2 – ciekawa karta, ale nie chciałem jej mieć w decku. Niestety, przy ripach, burnach i seduced jest niezbędna. I nie powiem, robiła robotę pozwalając rzucić obronnego ripa częściej, niż mogłoby się to wydawać.

Warpstone Excavation x 3 – nie trzeba tłumaczyć.

Skryre District x 2 – fajnie robi starty z warpstonem, niemniej jednak przy moich ripach ekonomicznych nie zawsze się opłacał. Jeśli nie było go na starcie, albo w drugiej turze, to zazwyczaj już go nie wykładałem. Ale bardzo dobra karta, bez dwóch zdań. Trzeba tylko potem pamiętać, żeby się nie pomylić z wykładaniem i dopakowywaniem boków. No i rada dla nowych graczy: Thanquol atakujący z boku też go zdejmuje, warto mieć to na uwadze.

lokal

Stołówka

Screaming Bell x 1 – znam graczy, którzy uważają, że musi być x 3, znam też takich, którzy do nie włożą do talii. Według mnie bardzo przydatny support, ale nie na początku. Może przechylić szalę zwycięstwa w odpowiednim momencie, ale nie jest niezbędny. Jedna z moich dyskusji z Ostrym dotyczyła właśnie tej karty. Postawiłem na swoim i wziąłem. Nie żałuję, przydał się, ale x1 jest dla niego według mnie idealną liczbą.

Wielcy nieobecni to z pewnością:

We Hates Them All – nie uwierzyłem w magię misji. Powiem szczerze, przed turniejem nawet nie wiedziałem, że jednostka położona na nią już ją odpala. Raskoks ją miał i chyba dobrze na tym wyszedł, w moim decku jej nie czułem.

Gutter Runners – czyli zwiadowca. Wiele osób mnie do niego namawiało. Jakoś tego nie widziałem. Jak dla mnie on wchodzi tylko z Wodza, jeśli go nie mam na początku to nie boli tak przeciwnika, a bez wracania go z grobu co turę ten scout nie jest kluczowy. Niektóre talie mają go totalnie w tyłku. Błąd, czy nie błąd? Według mnie nie.

mata

Night Runners – indirecty były kuszące, ale przy buildzie, na który ja się zdecydowałem to był on, albo Clan Rat. Uznałem, że Clan Rat daje mi dużo więcej opcji, a indirecty też nie są jakieś imba, nawet jak jest ich 5. Dodam tylko w tym miejscu, że ten gość jest świetny do talii na orków na multiataku z Makką Greenfistem. Czek dis ałt!

Oczywiście, jest jeszcze wiele ciekawych kart Skavenow. Legenda, na razie niewykorzystana, Master Moulder, Vicious Clanrat czy Shattered Tower. Definitywnie, można potestować.

Uff, rozpisałem się strasznie o talii, ale to moje wypieszczone cacuszko i chciałem je pokazać światu w pełnej krasie i opisać moje zamysły. Mam nadzieję, że jeszcze jesteście ze mną, bo doszliśmy właśnie do turnieju!

Walka o Trofeum Mareela – wzloty i upadek

Minuta ciszy dla Mareela… Nie znałem osobiście człowieka, ale słyszałem same pozytywne rzeczy. Była minuta ciszy na turnieju, było kieliszek wylany i wypity. Są ludzie, w których pamięci żyje i widziałem to rozmawiając z niektórymi osobami.

kominek

Przy kominku atmosfera gorąca

Turniej zaczął się od tego, że była awaria kibla. Czyli tak, mieliśmy rozjechanego na drodze szczura, mieliśmy zalew nieczystości, a ostatnim w toalecie był Przemo. Wtedy jeszcze się z tego śmiałem, ale to były omeny (nie mogę się powstrzymać od śmiechu jak to piszę). Akcja z kibelkiem była słaba, ale dzięki temu pierwsze rundy były naprawdę pro, bo wszyscy powstrzymywali się od picia przez pierwsze rundy (ja do końca nic nie piłem, co chciałbym podkreślić). Wielkie propsy jednak dla właścicieli, bo ogarnęli temat fachowo i sprawnie.

Chwila o właścicielach, lokalu i zimnie. Właściciele bardzo mili, wspaniali i sympatyczni ludzie. Jeśli chodzi o lokal to w piątek po południu wyglądał jak warsztat: symfonię grały młoty, szlifierki, piły i inne narzędzia. Pył unosił się wszędzie i nie wyglądało na to, że następnego dnia będzie tam regionals. Ale był. Następnego dnia, czyli w sobotę wszystko wyglądało bardzo fajnie, eleganckie i duuuże stoły z suknem, bardzo wygodnie mi się grało. Czy było zimno? Cóż, ja założyłem, że może być zimno więc wziąłem bluzę. Żadnego zimna nie czułem przez cały turniej, a jak grałem blisko kominka (tak, był kominek z prawdziwym ogniem!) to było bardzo ciepło. Także jeszcze raz, wielkie gratsy dla właścicieli, super wszystko było przygotowane.

Wróćmy do gier.

Runda 1

Morphine (DWA) 2:0

morphinePierwsza runda. Morphine już poznałem na OMP-kach, człowiek legenda, twórca programów, z których korzystam robiąc turnieje i składając decki. Bardzo miły i spokojny człowiek. Sam napisał w swojej relacji, że byłem troszkę zdenerwowany. Była to mieszanina zdenerwowania i podniecenia, ekscytacji. Troszkę się stresowałem, jak pójdzie ta pierwsza gra, a przecież mierzyłem wysoko. Wiedziałem, że przyjdzie mi się mierzyć z Dwarfami, w testach miałem wyśmienite wyniki, więc wiedziałem, że kluczowe będzie dla mnie zablokowanie majlajfa w odpowiednim momencie. Udało się to w obu grach, i obie wygrałem. Trzeba przyznać, na styk. W następnej bym płonął. Ale tak to jest właśnie z grą szczurami. Trzeba ryzykować, być gotowym zagrać va banque i być na krawędzi. Inaczej się tą rasą nie da. Morphine pięknie mnie raz zaskoczył wstawieniem na Thana Wielkiej Księgi Uraz. Dobry trik, prawie kosztował mnie grę. Pierwsze zwycięstwo na drodze, jest dobrze.

Runda 2

Raskoks (SKA) 0:2

raskoksCzułem, że się spotkam z Raskoksem. Poznaliśmy się na żywo dopiero na miejscu, potem na integracji była okazja do pogadania i wypicia wódeczki. Raskoks jest bardzo fajnym człowiekiem, przyjemnie się grało. Wiedziałem, że w mirrorze będzie dużo losowości, będzie się liczyło kto zaczyna, kto co pociągnie. Ale tutaj należą się też gratsy dla przeciwnika, bo miał bardzo fajną talię, chociaż misji bym nie wrzucał (zresztą był tak szybki, że nawet jej przeciwko mnie nie odpalił chyba). Nie będę się rozwodził. Był szybszy i mnie pogonił. Ale nic to, myślę, jedziemy dalej!

Runda 3

Xasinus (EMP) 2:0

Miałem przewagę, bo przeciwnik nie znał za bardzo kart skaveńskich, nie za bardzo wiedział, co go może spotkać. Grał Imperium na skakaniu, więc był i tak dla mnie bardzo groźny – counterstrike boli cholernie. W obu grach przydała się kontrola, Burny, Seduced (haha, Lincoln!), Śmierć w Cieniach. Wszystko śmigało jak słowo boże po kościele i dałem radę. W drugiej grze Xasinus po mulliganie miał słabą rękę i ciężko mu było się rozbudować, zatem włączyłem aggro mode i pojechałem. Bardzo miła atmosfera gry i bliskość kominka sprawiła, że czułem się jak na szczurzej wigilii. Pamiętam z tej gry jeden błąd oponenta. W swojej drugiej turze zagrywam na zerówkę eksperymenty, żeby dobrać karty, w odpowiedzi dostaję żelazną dyscyplinę, to ja w odpowiedzi drugie eksperymenty, na co przeciwnik po namyśle drugą dyscyplinę. Ok, ograniczył mi dociąg, ale później zabrakło mu tych dyscyplin, jak fruwały sztylety.

Runda 4

Repek (ORC) 2:0

z repkiemOrka się trochę bałem. Repek na dzień dobry powiedział mi, że cofanie jest do czasu położenia kolejnej karty. Ok, powiedziałem, chociaż ja miałem ochotę w tym turnieju nikomu nie dawać nic cofnąć (pro gaming, a co!). Sam chciałbym w tym momencie powiedzieć, że nic nie cofnąłem w całym turnieju (zrobiłem dwa błędy i ponosiłem konsekwencje). Grało się miło, chociaż ciśnienie było poważne. Śledzie stopowały mnie skutecznie, gra była do samego końca, do ostatniego obrażenia, na styk. W drugiej Repkowi nie podeszły rzygi przez dużą część gry, dzięki czemu nie miał jak się pozbyć mojej hordy i trochę ku wspólnemu zdziwieniu wygrałem kolejną grę bez straty rundy. Naprawdę było ciężko.

Przerwa

Z wynikiem 3-1 schodziłem na przerwę. Trochę się bałem, bo we Wrocławiu było tak samo, a skończyło się 3-4. Wiedziałem, że teraz jestem bogatszy w doświadczenie i lepiej przygotowany, zatem zamiast rozważać bez sensu różne opcje udałem się na pierogi, a po ich konsumpcji dołączyłem do chińczyka, gdzie chyba ¾ turnieju siedziało. Knajpa została przejęta, super klimat!

Runda 5

Germanus (ORC) 1:2

IMG-20140118-01094Znowu Orki, znowu bardzo ciężko. Germanus jest bardzo dokładnym graczem, raczej nie robi błędów, rozważa ruchy. Dodatkową atrakcją był Jaszczur za moimi plecami. Po pierwszej przegranej grze (Wurrzag, Rzyg, śledzie, AP wracający rzyga, Wurrzag, rzyg) oddech Wicemistrza Świata dodał mi skrzydeł i zdążyłem spalić zanim cały kontrolny arsenał Orka mnie zmiótł z powierzchni ziemi. W trzeciej jednak zripowany w Kingdomie Lord of Change pogrzebał moje zamiary i w zasadzie ustawił grę. Przegrałem. Z bilansem 3:2 wiedziałem, że muszę obie wygrać, a przynajmniej wygrać jedną i jedną zremisować. Nie było innej opcji. Kości zostały rzucone. Devka, pach, leci.

Runda 6

Boreas (CHA) 1:1

z BoreasemZ Boreasem jeszcze nigdy nie grałem, ale wiedziałem, że jest diablo niebezpieczny, ma łeb na karku i skilla na najwyższym poziomie. Grał talią, którą spokojnie mógłbym nazwać antydeckiem na Skaveny. W pierwszej grze męczył mnie niesamowicie Wasting Disease, którą wracał sobie dzięki Horrific Favour. Dodatkowo Ptasior jako restrykcja był bezlitosny. Pierwszą przegrałem. W drugiej to ja przeważałem i w pewnym momencie byłem już pewny wygranej. Boreas wtedy poddał grę, dodatkowo zauważając, że jedną strefę spalił mi Daemon Princem, który miał na sobie tylko jeden żeton (dezorientacja wynikała z tego, że Boreas nie kładł żetonów, tylko używał kostki do zaznaczania, ile ma żetonów). Gramy ostatnią, ale zostało już bardzo mało czasu. Jak to powiedział Boreas, “włączam tryb obronny”. Wystawił Sorcerera w pierwszej turze i następnego w drugiej. Co ciekawsze, obu mi się udało zdjąć, ale nie starczyło już czasu, by spalić).

Runda 7

Arczi (DE) 2:1

arczi2

Zagadka: gdzie jest Arczi?

Mecz o wszystko. Jak na złość, przyszło mi go grać z nemesis mojej talii – Mrocznymi Elfami. Dodatkowo prowadzonymi przez świetnego gracza – Arcziego. W bardzo miłej atmosferze toczyliśmy bardzo zacięty pojedynek. Pierwszą wygrałem ja, w drugiej było blisko. Pamiętam ostatni atak, miałem dwa grube szczury i dwie inne jednostki. Arczi zdjął mi wszystko po deklaracji atakujących poza jednym szczurem, którym spaliłbym rzucając na niego eksperymenty. Problem w tym, że miałbym po tym 3 karty na ręce, a Arczi miał jeszcze jeden zasób i w decku/na ręce (nie wiedziałem gdzie) ostatni Shattered Thought. Rzuciłem eksperymenty i mówię: “powiedz mi proszę, że nie masz tego Shattered Thought, że wygrałem”. Nie powiedział tego, strzaskał mi myśl i gramy trzecią. Bój był zacięty i na minutę przed końcem udało mi się spalić. Podskoczyłem aż z miejsca z okrzykiem zwycięstwa, zwłaszcza, że usłyszałem ze stolika Borin-Przemo, że tam jest remis. Upragniona topka była moja.

I teraz miało miejsce najsmutniejsze wydarzenie w całym turnieju. Pewnie większość z Was już o tym słyszała, lub czytała. Zobaczyłem, że Borin z Przemem dyskutują, wiedziałem dobrze o czym jest ta dyskusja. Niestety, Borin poddał grę Przemowi i z remisu zrobiło się zwycięstwo Przema. Zwycięstwo, które zamiast 12 punktów dało mu 14, a tym samym ja (13 punktów) zająłem 9 miejsce z bilansem 4-1-2 i wypadłem poza topkę. Cóż mogę powiedzieć, było mi bardzo smutno, bardzo źle. Łzy złości spływały mi po policzkach. Cały trening, wszystkie przygotowania, wszystko jak krew w piach. Wtedy byłem wściekły i rozżalony. Dziś nie jestem. Takie jest po prostu życie. Robimy to, co możemy najlepiej i liczymy, że będzie dobrze. Ale nie zawsze jest. Nie zawsze wszystko da się przewidzieć, nie zawsze nasze best będzie good enough. I tak było wtedy. Odbyłem długą rozmowę z Borinem, z Przemem (który w ćwierćfinale trafił na swój antydeck, więc nie powalczył). Napiłem się z nimi wódki, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Przemo, Borin, zostawmy to za nami. Wtedy miałem żal, dziś go nie mam. Jasne, jeszcze co jakiś czas wraca do mnie, że to mógł być ten dzień, to zwycięstwo, ten sukces. Ale po prostu nie był. Nie był to ten dzień. Ten dzień jest jeszcze przede mną, ten dzień jeszcze nadejdzie i przyjdzie czas triumfu. Jest na co czekać, jest o co walczyć. I bardzo dobrze – głód gry mam większy niż kiedykolwiek. To nie jest tak, że zwycięstwa nas budują. Najbardziej budują i hartują nas porażki i z tą lekcją wyjeżdżałem w niedzielę z Krakowa po to, by już w poniedziałek spotkać się z kolegami w Warszawie i cisnąć w Inwazję! Dlatego właśnie kocham tę grę!

Integracja, podziękowania, całuski, cukiereczki, ciasteczka

top3

TOP3

Finałowe gry oglądałem tylko przez ramię, bo już skupiłem się na integracji. Tego nie da się opisać, klimat był niesamowity, była wódeczka, były historie, był śmiech, były kiełbaski, wygłupy, wódki przy barze, tańce na stole, rajdy po Krakowie, zebranie FAQ Teamu, papierosy przed lokalem. Słowem, był klimat – jak zawsze. Dla tych ludzi warto jeździć na regionalsy, warto zbierać kaskę, warto czekać.

Anegdotka z integracji. Wracając pijany jak szpadel do hotelu zgubiłem się deczko. Patrzę, a tam stoi grupa takich hardkorowych dresów zabijaków. I ja w swoim zamroczonym umyśle wymyśliłem, że “ci są z pewnością miejscowi, więc dobrze ogarniają”. Podszedłem więc do nich i bełkotliwie pytam: “Panowie, na Garbarską to w prawo czy w lewo”. Na co oni deczko osłupieli, bo chyba nie spodziewali się, że ktoś do nich podejdzie z własnej woli. W końcu jeden wskazał ręką kierunek i powiedział: “w prawo”. Przeżyłem.

FAQ

Nocna zmiana, czyli obrady FAQ Team

Ok, na koniec jeszcze jedna kwestia. Wielu z Was czeka na informację o regionalsie w Warszawie. Chciałbym Wam powiedzieć, że pracujemy nad tym. Ja się w zeszłym tygodniu dowiedziałem, że jestem poważnie chory, wczoraj dowiedziałem się, że bardziej, niż myślałem do tej pory. Przepraszam, za te osobiste wynurzenia, ale one wpływają na moją zdolność do ogarniania. Ogarniam na tyle, na ile mogę, jutro na turnieju będę o tym rozmawiał z chłopakami na turnieju. Czy regionals w Warszawie stoi pod znakiem zapytania? Z pewnością tak. Czy się poddajemy? Z pewnością nie.

W tym miejscu chciałbym bardzo, bardzo serdecznie podziękować Ekipie Krakowskiej (należą im się duże litery) za zorganizowanie tego regionalsa. Był to świetny turniej, nagrody były bardzo ciekawe (maty piękne, super stolica drewniana!, bardzo fajny pomysł z drewnianymi znacznikami spalenia i żetonami z eliksirami oraz skinkiem). Wszystko było tip top, bardzo mi się podobało i dziękuję raz jeszcze.

Na podziękowania zasługują także szczególnie Makabrysio i Szycha, z którymi ramię w ramię przyszło mi walczyć i zginąć na krakowskiej ziemi. To był piękny bój, dziękuję chłopaki!

Gratuluję topce. Nie było lekko. Virgo, wielkie gratulacje za zwycięstwo w turnieju, postawiłeś kropkę nad i w swojej inwazyjnej karierze. Gratuluję też wszystkim, którzy wzięli udział i walczyli. Żaden pojedynek który rozegrałem nie był łatwy, poziom był bardzo wysoki.

To tyle ode mnie, do zobaczenia na następnym regionalsie, mam nadzieję, że u nas!

koniec

Na zdrowie!

Categories: FAQ, Meta, neutralne armie, Ogólne, regionalsy, Skaven, Turnieje, Uncategorized, Zasady | Tagi: , , , , , , | 4 komentarze

Dzięki Warszawo!

a

Tak się bawimy! Niech żyje Inwazja! Za Ulthuan!

I love this game.

Po ostatnich MPkach zwątpiłem. Nie napisałem relacji, nie chciało mi się grać, nie miałem formy. Zrobiłem sobie przerwę i złapałem trochę dystansu. Przełknąłem gorzką pigułkę porażki na Mistrzostwach Polski. Powoli wracam. Ten wpis będzie bardzo krótki, ale ważne, że jest. Już niebawem napiszę dłuższy post merytoryczny.

A w tym wpisie chciałbym serdecznie podziękować całej ekipie warszawskiej, która wczoraj z okazji moich urodzin zrobiła mi na turnieju niespodziankę! To właśnie dla takich ludzi, jak Wy chłopaki, mam ochotę grać w tę grę. Mam nadzieję, że jeszcze wiele turniejów przed nami! Wzruszyłem się wczoraj.

Jeszcze raz dzięki wszystkim i gratulacje dla TOP3 (mi zabrakło troszkę i „tylko” 4 miejsce). Gratsy dla Ostrego – zamiatasz wszystko, co się da. Niech naklejki inwazyjne Ci służą:) Gratsy też dla Dexa, który zachował się bardzo sportowo i przekazał naszywkę imperialną, którą wygrał za 2 miejsce, Nilisowi – naszemu naczelnemu imperialiście.

Są ludzie. Jest klimat. Słowem – liga warszawska wystartowała na poważnie!

PS. Powodzenia dla wszystkich na regionalsie w Katowicach.

W myślach będę z Wami – bawcie się dobrze!!!

Ekipa:)

Categories: Liga, Ogólne | Tagi: , | 1 komentarz

My name is Winter. Long Winter.

LWSezon grzewczy w pełni, ponad czterdzieści stopni na termometrach, do tego nie mogę pójść dziś na turniej. Co można zrobić z takim dniem? Chyba tylko pomyśleć o Długiej Zimie. Dlatego też ten wpis poświęcony będzie według mnie najbardziej wszechstronnej karcie w Warhammer Invasion.

Żadnemu wprawnemu graczowi nie trzeba powtarzać, dlaczego LW jest świetną kartą, ale gwoli kronikarskiej skrupulatności postaram się wymienić jej kilka podstawowych zastosowań.

Dla nas:

– żeby wyciągnąć coś, co przez przypadek wpadło w devkę za sprawą Ancestral Tomba, czy City Gates,

– żeby po bliższym spotkaniu z Rodrykiem przeciwnika móc wyciągnąć sobie tego Scrapa albo Tunele,dtl

– żeby wyciągnąć i zagrać jeszcze raz Taniec Loeca, który podładuje Lore Seekera (podwójnie!), pociągnie dodatkowe karty z Tuneli, zada obrażenia niebezpośrednie z True Mage i odpali wiele innych efektów z „when you play a developement”,

– żeby wyciągnąć Maga Loeca, który desperacko, ale skutecznie bronił nas przed wrażą taktyką,

– w odpowiedzi na Verenę, żeby przeciwnik też trochę poczuł smak swojego osądu.

Przeciwko komuś:

– żeby zmniejszyć wytrzymałość strefy,

– żeby palić inwazją snotlingów,

– żeby nie pozwolić przeciwnikowi się bronić używając Boar Pena,

– żeby przeszkodzić przeciwnikowi w użyciu Rip Dere ‘Eads Off! i uchronić się przed Bloodkami, Lordami i innymi psubratami będącymi w orczym kagańcu,

– żeby nie pozwolić wprowadzić do gry Fightera z Tunelu (trzeba użyć w odpowiedzi na położenie trzeciej devki, bo inaczej przeciwnik i tak poświęci – taki tip dla młodszych stażem),

– żeby Serpent „Player” Slayer nie bił za 5 tylko za 2, a Troll Slayerzy za 1, a nie za 3,serpent

– żeby zastopować ewentualnego ambusha (timing!),

– żeby nie pozwolić zagrać Burn it Down,

– żeby podwyższyć koszt zagrania Pielgrzymki (tu też timing jest kluczowy, bo kiedy przeciwnik już Pielgrzymkę ma i chce użyć to nie da rady),

– żeby przeciwnik miał mniej kasy z innowacji,

– żeby przeciwnik nie użył Bolt of Change, nie dostał kart i nie poświęcił później devki na Daemon Prince’a,

– żeby osłabić uderzenie Kairosa, choć na tym etapie pewnie już nic nie pomoże poza rzygiem.

– żeby kontrolować przeciwnika używając Hidden Grove, Und Dokbar lub Etaine Harbour,

– żeby devka zamieniona przez Spellsingera w jednostkę nie zaatakowała, nie dała zasobów lub kart (jeśli przeciwnik wykorzysta Taniec Loeca),

– żeby Jade Acolyte nie zrobił użytku ze swojej umiejętności,

– żeby zniszczyć przeciwnikowi cały jego świat Osądem Vereny!

Żeby nie wymyślać na siłę więcej zastosowań, zostanę przy powyższym. Wydaje mi

PriestOfVerena

się, że wymieniłem podstawowe zastosowania Długiej Zimy. Jak sami widzicie, karta jest niesamowicie wszechstronna i do użycia w każdej rasie. Ostatnio jednak nie widzę jej często w deckach, co jest zastanawiające. Jak myślicie, dlaczego tak jest? Nie mieści się, bo jest tyle świetnych kart?

Ja najczęściej używałem Long Wintera w Orkach, gdzie służył mi bardzo dobrze w połączeniu z Boar Penem i czynił przeciwnika praktycznie bezbronnym. Oczywiście, kluczowa karta w deckach opartych na Verenie. Przydaje się też w kombinacyjnych Krasnoludach.

Ponadto pytanie – czy takie wpisy o kartach mają sens? Precyzując – czy nowi gracze coś z nich wynoszą? Bo przecież wyjadacze świetnie wiedzą co i jak.

I na koniec ostatnie pytanie – jakie jeszcze znacie ciekawe zastosowania LW, które pominąłem we wpisie?

Trzymajcie się, tym razem chłodno!

Categories: Karty, Ogólne | Tagi: , | Dodaj komentarz

Cisza przed burzą

Assault zbliża się wielkimi krokami!

Assault zbliża się wielkimi krokami!

Zastanawiałem się, czy pisać relację z ostatniego turnieju. Tak jak napisał Michał “Wiśnia” na forum, jakaś cisza przed Assaultem się należy. Niektórzy gracze już testują talie na Wrocław i nie fair byłoby wobec nich zdradzanie szczegółów składanych decków i przyjętych rozwiązań. Dlatego też podjąłem decyzję, żeby nie pisać relacji z turnieju i – tak jak Wiśnia – do czasu Assaulta zawiesić relacje z naszych warszawskich potyczek.

 

Niemniej jednak muszę napisać, że zbliżające się wielkimi krokami Mistrzostwa Europy we Wrocławiu zdecydowanie przyczyniają się do integracji sceny. Częstotliwość i intensywność rozmów o kartach, taktykach, strategiach i sneaky sztuczkach jest większa niż kiedykolwiek. Poza turniejami środowymi spotykamy się w inne dni i trenujemy do upadłego. Osobiście, bardzo dużo się uczę, a możliwość ścierania się regularnie z tak dobrymi graczami jak Awojdi, Wiśnia, Bokalus, Carnage, Cogito czy Ostry rozwija moją grę i pozwala na podpatrywanie ciekawych strategii, bardzo interesujących zagrań oraz kreatywnego wykorzystania do tej pory nieużywanych, albo używanych rzadko kart.

 

Biorąc pod uwagę fakt, że organizatorzy AoW zapowiadają dostęp do sieci na Zamku, postaram się przeprowadzić na blogu relację live z tego eventu. Zapewne większość z nas będzie na miejscu, ale znajdą się też tacy, którzy z różnych przyczyn nie będą mogli pojechać i będą chcieli wiedzieć co w trawie piszczy.rota

 

Jeszcze przed Assaultem planuję wpis poświęcony najbardziej wszechstronnej karcie w Warhammer Invasion. Ja już swój typ mam, ale chętnie poznam Wasze. Zachęcam do wyrażenia swojej opinii!

 

Na dziś to tyle. Krótko, bo wracam do lektury fantastycznej książki “Rota” Dana Abnetta, opowiadającej o husarii z Kislevu i walce z potworami z północnych pustkowi, a w kolejce już czeka “Daemon’s Curse” tego samego autora rozpoczynające sagę o Malusie Darkblade, jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów (antybohaterów?) Mrocznych Elfów.

 

Stay tuned!

 

 

Categories: Ogólne, Turnieje | Tagi: | 2 komentarze

Muster for Wrocław

oficjalnyplakatkopiaZbliża się Assault na Wrocław. To widać, słychać i czuć. Nasze zwyczajowe sobotnie fun gierki zmieniły się w poligon doświadczalny dla nowych talii i pomysłów. Co chwilę w rozmowach było słychać: “we Wrocławiu użyję właśnie tej karty”, “myślę że wymienię kilka kart i jadę tym do Wrocławia”, “uważaj na to, bo we Wrocławiu…” i wiele tym podobnych tekstów. W powietrzu czuć bojowego ducha, Warszawa (a myślę, że nie tylko) się zbroi. Dla mnie to ekscytujący czas, bo będzie to mój pierwszy duży turniej i od razu Mistrzostwa Europy! Bardzo budujący jest też fakt, że na wczorajszych testach pojawiło się osiem osób, czyli więcej niż jeszcze do niedawna bywało na turniejach w Rivendell. To już jednak zamierzchłe czasy, przyszłość jest jasna, jak słońce świecące dziś nad Warszawą.

Sam ostro główkuję, czym pojechać do Wrocławia i na wczorajsze spotkanie zabrałem ze sobą trzy talie: dwie do testów i jedną for fun, ale na ciekawym według mnie pomyśle. Postaram się opisać każdą pokrótce i napisać, co było w nich dobre, a co szwankowało.

Talia nr 1 –  Kurt i Elfy

Ponieważ moje poprzednie talie leśnych elfów na obecne meta (Waaaaaaaaaaaaaaagh!!!!) nie są najlepsze – ponieważ nie mają dobrego dociągu, co czyni je powolnymi – postanowiłem połączyć leśne bandy z głównymi siłami Imperium pod wodzą Kurta Helborga. Dzięki dużej ilości wsparć, legendzie, Doubling the Guard i Planning for War planowałem zyskać zdolność do odbudowy po Vomicie, albo Grimgorze. W ramach kontroli miałem magów zaopatrzonych w Łańcuch Piorunów, elitę sprowadzoną prosto z Osterknachtu oraz Burn it Down – wiem, niewiele to, ale liczyłem, że wystarczy.kurt

Najważniejszym elementem było w miarę szybkie wystawienie Kurta, co umożliwiłoby mi rzucanie Doubling the Guard za darmo, Burna i ewentualnie Chain Lightninga za 1, a także olanie rzygania, i Grimgora. Ewentualnie Kurt miał być dobrą podpałką pod dociąg kart z DtG (motyw podpatrzony u Jaszczura).

Talia nie spełniła do końca moich oczekiwań. Przeciwko Chaosowi jeszcze jakoś szło, mimo problemów dla moich devek, jakie sprawiała Desacrated Temple. W starciu z chaosowym rushem na Callu talia dawała radę, ale przeciw kontroli na Inkurzji już słabiej, chociaż walczyłem. W mirrorze gra trwała długo, ale muszę przyznać, że naczelny warszawski ekspert od Imperium, prof. dr. hab. Nilis z Katedry Imperialnej Strategii z Uniwersytetu w Altdorfie miał dużo lepszą i szybszą talię, której nie byłem w stanie się oprzeć. W potyczkach z Orkami byłem bez szans – moja talia była za wolna, a Grimgor z rytuału, gdy miałem 6-8 devek i jednostki z Helblasterami w battlu po prostu kończył grę.

Podsumowując, talia była za wolna i nie umiałem dotrzymać tempa przeciwnikom, co wyeliminowało ją z grona kandydatów do udziału we Wrocławskiej edycji show pt. So You Think You Can Burn?

Talia nr 2 – Skorumpowana Kontrola

Ta talia to zaledwie cień dawnej świetnej talii, którą wygrałem jeden z warszawskich turniejów i byłem 10 w międzynarodowych turnieju na OCTGN (http://deckbox.org/sets/288160). Wtedy gwiazdami decku były Warpstony, Muster, Ptasior, Beastmen Incursion i bardzo ciężko było przeciwnikowi oprzeć się takiej kontroli.

discW związku z wyjściem wioski rasowej dla Chaosu postanowiłem przerobić dawny deck i zobaczyć, co potrafi w obecnym meta. Nie miałem jednak okazji długo testować talii, ponieważ udało mi się zagrać tylko trzy pojedynki – jeden z HE, jeden z EMP i jeden mirror. Z HE było najłatwiej, ale kolega nie miał w zasadzie kontroli, więc wiedziałem, że zwycięstwa nie mogę traktować bardzo poważnie. Imperium mnie rozłożyło. Dobre rozstawienie jednostek nie pozwoliło mi korzystać z Raiding Camps, Kościół i Dyscyplina ostudziły moje zapędy kontrolne, Sellsword niszczył mi wioski i nagle się okazało, że moi najeźdźcy z Północnych Pustkowi nie są w stanie zrobić dosłownie nic. Grę poddałem. W mirrorze dałem radę, ale zapewne tylko dlatego, że był to rush, a nie kontrola.

Talia nie jest zła. Ma mocne zdolności kontrolne, potrafi uderzyć z boków i spalić niespodziewanie strefę. Zapewnia potężny dociąg i często potrafi zaskoczyć przeciwnika. Więcej testów pozwoliłoby mi zapewne ocenić ją obiektywnie, ale szczerze… Odechciało mi się nią grać. Poprzednią wersją grałem z miesiąc i powrót nie zapewnił mi przyjemności z gry, a raczej próbę technicznego kombinowania. Dlatego żegnam się z nią i również nie nominuję jej do towarzyszenia mi w Napaści na Wrocław. Zachęcam jednak, zwłaszcza świeżych graczy, do kombinowania z tym pomysłem, bo deck prowadzi się dość łatwo i można się nim pobawić. W naszych domowych gierkach Nibelung grywa zmienioną nieznacznie wersją tej talii i wiedzie mu się całkiem, całkiem.

Talia nr 3 – Death with the Sword

swordDeck zrobiony for fun. Bardzo chciałem zagrać Siłą Cesarzy i Mieczem Gwiazdy Porannej (na marginesie: jedne z nielicznych kart, według mnie, obok na przykład Korowodu Dzierzb, których polskie nazwy brzmią lepiej niż angielskie). Wydało mi się, że te karty są dla siebie stworzone, stąd powstała koncepcja przewijarki na Crone, która będzie karcić mieczem i leczyć się, wyposażając mnie jednocześnie w karty.

Talią grałem przeciwko Chaosowi oraz HE i przeciwko obu taliom grało się bardzo przyjemnie. Oczywiście, żeby w pełni odpalić numer z mieczem i leczeniem, trzeba nazbierać trochę kart i zasobów, ale jak już wypali, to jest naprawdę miło i wtedy człowiek czuje, po co gra w tę grę tak naprawdę – dla bardzo dobrej zabawy. Przyjemnie jest, kiedy z Call of the Kraken wchodzą Black Guards do obrony legendy. Zazwyczaj w następnej turze dołączałem miecz do Crone i zaczynało się przewijanie na ostro.

Oczywiście, na turnieju deck nie byłby w stanie powalczyć, ale ważne jest, żeby wstrenght ferworze przygotowań i zmagań turniejowych nie zapomnieć o radości z gry. Ja radość wczoraj odnalazłem właśnie grając tą talią i bardzo się z tego cieszę. Jedyną rysą było uświadomienie mnie, podczas dyskusji z Nilisem i Dyktą, że leczenie nie pozwala mi na przyjęcie na Crone obrażeń, a później uleczenie ich Siłą Cesarzy. Bo plan był taki: atakuję z mieczem, dostaję dwa obrażenia. W następnej turze przeciwnik atakuje całą swoją trzódką legendę, która dostaje kilka obrażeń i po przydzieleniu ich, a przed zadaniem rzucam taktykę i leczę Crone. Dzięki temu byłaby ona “czysta”, a ja pociągnąłbym dużo kart. Nadzieje na ten numer okazały się płonne – tak niestety nie można. Nic to, zabawa i tak przednia z leczenia legendy po ataku i dobieraniu bunusowych kart.

Na koniec chciałbym jeszcze podzielić się trzema przemyśleniami.

Po pierwsze, nie wiem, czy wioski rasowe w Chaosie są aż takim przebojem. Długo wyczekiwane miały podreperować starty i być wybawieniem dla okulałej po FAQ 2.0 rasy. Jednak Chaos może wykorzystać tak wiele neutralnych kart w ciekawy sposób, że wioska nie zawsze się po prostu opłaci. Oczywiście, można brać przykład z Virgo i wrzucać do talii i wioski i neutrale, ale to są już zagrania pro, wykonywane przez przeszkolonych kaskaderów, więc nie róbcie tego w domu. Nie mówię oczywiście, że wioski są do niczego, o nie! Po prostu zastanawiam się, czy akurat w tej rasie są rzeczywiście tak oczywistym wyborem, jak się do niedawna wydawało.

sellswordDruga uwaga łączy się z poprzednią. Otóż składając obecnie talię należy zadać sobie jedno ważne, ale to zajebiście ważne pytanie: czy wkładać Veteran Sellsworda? Z jednej strony jego użycie wyklucza niejako posługiwanie się wioskami samemu, ale jednak daje możliwość kontroli wiosek przeciwnika. Z tego, co obserwuję, jak na razie jest pół na pół – część graczy wrzuca ich do talii, a część nastawia się na granie wioskami i liczy, że przeciwnik też nie będzie używał tej jednostki. Jestem ciekaw, jak będzie we Wrocławiu – czy będzie to jednostka must have, czy raczej sobie ją darujemy.

I wreszcie, last but not least, dochodzimy do ostatniej kwestii w tym wpisie, a mianowicie: czym jadę do Wrocławia? Otóż ostatnie testy dały mi sporo do myślenia. Być może to truizm i oczywista oczywistość, jak mawia klasyk, ale wczorajsze gry uświadomiły mi, że żadną “standardową” talią daleko się nie zajedzie (no chyba że będą to Orki, o których już jest na forum poważna dyskusja w wątku Meta na Wrocław). Dlatego też postanowiłem pójść w stronę, w którą do tej pory nigdy nie poszedłem, pograć rasami, którymi do tej pory nie grałem, sprawdzić nowe możliwości, nowe karty, nowe pomysły na talię. Chyba oryginalność jest mimo wszystko kluczem do zwycięstwa, a jeśli nie, to przynajmniej do dobrej zabawy.

Na koniec filmik, który niedawno pokazał mi Arhra i – mimo że dotyczy Warhammer Fantasy Battle – z pewnością przywoła uśmiech na Wasze twarze.

Dark Elf Security Guard

 DESG

Boom! Miłego popołudnia!

Categories: Chaos, Dark Elf, Imperium, Meta, Ogólne, Testy talii | Tagi: , , , , | 1 komentarz

Pierwsze kroki w Świątyni

Cześć!

PriestOfVerenaPomysł na bloga poświęconego Inwazji zrodził się we mnie już dawno, ponieważ bardzo lubię pisać i przelewać swoje spostrzeżenia na papier. WHI powaliła mnie na kolana już za pierwszym razem, kiedy to zupełnie nie wiedząc o co w tym wszystkim chodzi, stoczyłem pierwszą potyczkę (graną na jednym coresecie), w której moje orcze hordy uległy krasnoludzkim wojownikom Andriuszki (pseudonim artystyczny mojego przyjaciela, który będzie często gościł na kartach tego bloga, jako że gramy ze sobą regularnie).

Co prawda na „rynku” są już blogi poświęcone naszej ulubionej grze, niemniej jednak stwierdziłem, że od przybytku głowa nie boli, a może niektórym czytanie moich zapisków uprzyjemni poranną kawę, śniadanie, przerwę na uczelni lub wolną chwilę podczas jazdy autobusem.

W Inwazję gram od ośmiu miesięcy, od sześciu pojawiam się na turniejach, a od czterech nie dostaję na każdym z nich konkretnego wpier… wcisku:). Jakieś pierwsze lokalne, drobne sukcesy mam już za sobą, ale chcę więcej! Nazwałbym siebie graczem casualowo-turniejowym. Podobają mi się nasze środowe zmagania w Warszawie, z chęcią będę jeździł na regionalne turnieje, ale lubię też składanie dziwnych decków, wyciąganie z klasera nigdy nie granych kart, zaskakiwanie przeciwnika i bycie zaskakiwanym. Na turniejach, jak wszyscy wiedzą, jest z tym ciężko. Talia musi być szybka i bezbłędna, bo najmniejsze niedoróbki będą srogo skarcone. Zarówno turnieje, jak i gierki w domu (lub w soboty na Polibudzie) mają swój własny, specyficzny urok, choć w domowych gierkach jednak spiny mniej, bo nie wisi nad nami miecz w postaci punktów rankingowych.

w inwazje 2

Na partyjkę zawsze znajdzie się ktoś chętny:)

Biorąc to pod uwagę, w Świątyni Vereny będę opisywał zarówno zmagania turniejowe, jak i domowe gierki; zabójcze killer talie (jak jakąś złożę) i funowe decki, które by pewnie niewiele wykrzesały w ogniu turniejowych zmagań. Będę starał się komentować dodatki (to bardzo profesjonalnie robi Przemo, ale mamy inną perspektywę, więc konkluzje mogą być inne), opisywać ciekawe sytuacje, jakie przydarzyły mi się podczas gry, a także skrobnąć o czymś ogólnie ze świata Wojennego Młotka.

Aktualna szata graficzna może się delikatnie zmieniać jeśli okiełznam wordpress, na którym do tej pory nie działałem i który jest jeszcze dla mnie momentami nieodgadniony. W miarę rozwoju bloga pojawi się w prawym górnym rogu również więcej kategorii – aktualnie są ta polecane strony i blogi poświęcone Inwazji, ale z pewnością już niebawem coś przybędzie.

Zapraszam do odwiedzania, rozgośćcie się i czujcie się jak u siebie.

Categories: Ogólne | Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.