Posts Tagged With: Krasnoludy

Zmagania ligowe – Siła z Gór

3Wczoraj mieliśmy trzeci turniej ligowy w Warszawie. Strasznie żałuję, że nie mogłem być na pierwszym, ale postaram się nie opuścić już żadnego. Klimat na turnieju jak zwykle wyśmienity, grając razem parę miesięcy ekipa się już dość mocno zgrała, co uświadomiłem sobie tydzień temu, kiedy chłopaki zrobili mi super niespodziankę, o której pisałem w poprzednim wpisie.

Jeśli chodzi o talię, którą postanowiłem zagrać to wziąłem talię drumdaara z Katowic, o której możecie poczytać na naszym forum: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=5&t=3220

Biorąc pod uwagę, że drumdaar elegancko wyłożył o co chodzi w talii, ja skupię się na swoich przemyśleniach oraz na grach i wynikach z wczorajszego turnieju. Po pierwsze, bałem się trochę grać tą talią. Z jednej strony nie wiedziałem, czy nie będzie znowu wielu talii DE, a z drugiej rzadko grałem do tej pory krasnoludami i nie jestem ekspertem w tej rasie. Ponadto, przeglądając talię kilka razy stwierdziłem, że do jej prowadzenia trzeba mieć skilla. Temat ten poruszał też drumdaar, talia wymaga ogrania, a ja miałem grać nią pierwszy raz. Rzeczywiście, ciekawe rozwiązania (takie jak Pielgrzymka, Serpent i Tunnel Fighter w jednej talii) sprawiają, że trzeba dużo przewidywać, kombinować i po prostu myśleć. Wcześniej dużo grałem orkami i w porównaniu z graniem tą talią granie orkami to bułka z masłem.

Według mnie świetnym rozwiązaniem jest tu wrzucenie My Life x 2 i Master Rune of Valaya x 2. Zastanawiałem się przed turniejem czy nie zmniejszyć liczby kart do 52 poprzez wyrzucenie dwóch valai, a dołożenie jednego majlajfa. Byłby to ogromny błąd – valaja się przydała niesamowicie, a brak potrzeby poświęcania pod nią jednostki był genialny. Zasoby na nią nigdy nie stanowiły problemu.

Dużym rozczarowaniem była dla mnie żelazna dyscyplina. Użyłem ją raz podczas turnieju, ale mam świadomość, że grałem przeciwko taliom, które nie targetują w zasadzie. Na wczorajszy turniej lepszą kartą byłyby Posiłki. Jestem pod wrażeniem możliwości tej karty, jaram się na potęgę.

Ogólnie wielki szacunek drumdaar za świetną talię. Zająłem nią wczoraj 4 miejsce w niełatwym warszawskim środowisku.

I runda

2:1 O’Jerry (Chaos)

2

Ciężka przeprawa, ale zakończona zwycięstwem. Jerry gra chaosem od kołyski, więc wie co i jak. Był ciężkim przeciwnikiem. W pierwszej grze miał kiepskie dojście, przewaga ekonomiczna którą zdobyłem była nie do nadrobienia i w sumie gładkie 1:0. W drugiej grze zostałem brutalnie i maksymalnie skontrolowany. Dwarf Cannon Crew poszło do piachu, supporty wyczyszczone dzięki misji – zostałem z pustym stołem a przeciwnik z bombami, poświęcarkami i Sigvaldem w grze. Żeby było jeszcze weselej to jak nie poddając się włożyłem supoport i jednostkę to dostałem dwa razy Beastmen Incursion i zrozumiałem, że czas grać trzecią grę. Partia decydująca najciekawsza, miałem niesamowity start (Wioska w quest, kanonka wyciągająca ancestrala w kingdom i z devek tunelarz w quest) i w drugiej turze miałem 5 zasobów i 4 karty. Opcji było mnóstwo, ale nie należy lekceważyć potęgi chaosu, który z lojalkami samymi może się podnieść nie mając żadnych młotków. Walka była zacięta i kluczowym momentem w grze było uratowanie przeze mnie tuneli górniczych, kiedy Jerry zagrał Den i chciał mi z misji na której siedział spawn zdjąć support. W odpowiedzi, za 2 zagrałem pielgrzymkę na spawna, którą kisiłem (zostawiając co turę zasoby) od dwóch tur. Nie widziałem nigdy takiej napinki na zdjęcie spawna, like ever. Pierwsza runda do przodu.

II runda

Selverin (DWA) 1:1

Mirrorów się bałem, a jak się dowiedziałem, że gram z Selverinem to morale na chwilę opadło. Ale pomyślałem sobie, że walczymy. Skończyło się remisem, raczej klasycznie. Był wyścig na majlajfy i tu się świetnie przydały valaje, naprawdę robiły grę. Pierwszą przegrałem, napór był za silny, a gracz za dobry. Druga gra to mój szaleńczy atak, a Tomka obrona. Obaj byliśmy bardzo rozbudowani, ja spaliłem jedną strefę, Tomek jedną i tak się bujaliśmy. W ciągu 3 tur zaatakowałem go łącznie za chyba 76 obrażeń. 14 przeszło i to wystarczyło. Na trzecią grę mieliśmy 5 minut. Tomek zaczynał i od razu zaczął od szybkiego naporu – wiedziałem, że tak będzie, każdy doświadczony gracz by to zrobił. Ja zatem przyjąłem taktykę obrony, bo atak nie miał sensu ze względu na to, że Selverin napór zaczął pierwszy. Obrona Czestochowy czyli Kingdoma była zażarta, ale miałem na ręce 2 majlajfy i valaję, więc nie mogło się skończyć inaczej niż remisem. Dobra gra, wymagająca.

III Runda

Dex (ORC) 0:2

Tu kompletna porażka. Nie byłem w stanie skontrolować orka, mimo że naprawdę się starałem i w drugiej grze do zera wyczyściłem stół Dexowi. Ale po prostu było to niemożliwe. Powiem tylko, że w drugiej grze, w trzeciej turze przeciwnik miał Wurrzaga i dwa rzygi na ręce, a ja jedną prawie spaloną strefę i trzy inwazje snotlingów obok swojej stolicy. Także no jak można dać radę – no jak?

IV Runda

Pablo (ORC) 1:0

1Bałem się tego orka, ale Pablo mnie pocieszył mówiąc: „spokojnie, ja to potrafię spierdolić”. Lubię grać z Pablem, bardzo ciepły i sympatyczny człowiek, dużo humoru w grze i zero spinki. W pierwszej szybki Serpent zaczął zabijać, a jak umarł zarzygany to utrzymał pozycję, a po drugiej bohaterskiej śmierci w odmętach trollich rzygowin zastąpił go kolega. Palenie było nieustające, Pablo nie miał jak zniszczyć devek w battlu. W drugiej grze już nie było tak różowo, dostawałem rzygami, Grimgorami i innym zielonym tałatajstwem, aż miło. Pablo miał jednak słaby dociąg i mimo posiadania na ręce z 20 kart nie mógł znaleźć nic do spalenia, a musiał zapakować aż trzy strefy. Jest to jednak ryzyko talii kontrolnej na Wurrzagu, że może być ciężko palić, zwłaszcza krasnale. W pewnym momencie zostało 7 minut do końca, ja miałem po kilka obrażeń w dwóch strefach i jedną czystą, w dłoni 2 valaje i jednego majlajfa, pielgrzymki i obrońców gdzie trzeba, także wiedziałem że dowiozę zwycięstwo. Bardziej nastawiłem się na obronę i atak – w taki to oto typowo krasnoludzki rozważny sposób twardziele z gór pokonali orczą hordę.

2-1-1 to całkiem dobry wynik biorąc pod uwagę stopień skomplikowania decyzji w talii i fakt, że grałem nią po raz pierwszy. Jestem bardzo zadowolony, polecam wypróbować!

Reklamy
Categories: Chaos, Krasnoludy, Liga, Orki, Testy talii, Turnieje, Uncategorized | Tagi: , , , , , | Dodaj komentarz

Jak FAQ z jasnego nieba!

Beach_Umbrella_SmallSezon letni, wakacyjny. Morze, ciepły piasek pod stopami, piękne dziewczyny w skąpych strojach. Drinki z palemką i okazyjna siatkówka wieczorem, kiedy słońce już tak nie doskwiera. Spokój, relaks, odpoczynek, a tu jeb – F.A.Q. 2.1! Oczywiście, ja – drugi rok z rzędu – nie mam urlopu, więc nie dla mnie ten piasek, te drinki, te dziewczyny. Ale dla mnie FAQ 2.1, dlatego kilka słów o najważniejszych zmianach chciałbym napisać (zwłaszcza, że mi Okoń delikatnie pojechał, że tylko o turniejach piszę, więc to taki mały dowód, że się poprawiam i nie tylko turniejowa krew, pot i łzy na blogu się znajdują).

Konwokacja Orłów – limited

orlyJak dla mnie zmiana na plus. Wreszcie coś, co chociaż trochę osłabi granie tylko w questa i może zmobilizuje graczy HE do poszukania innych rozwiązań na wygrywanie. Chociaż trzeba przyznać rację tym, którzy twierdzą, że nerfienie długouchych jest bezsensowne, bo i tak nie wygrywają. Niemniej jednak granie HE było – przynajmniej dla mnie – ostatnimi czasy nudne, bo najbardziej optymalnym deckiem był deck „wszystko w quest”, a że takich nie lubię, to po prostu nimi nie grałem. Teraz może coś się ruszy.

Pięści Morka – limited + uwolnienie z restrykcjifist

Limited utrudnia (bo niestety nie eliminuje w destro za sprawą Power of Chaos) wykorzystanie tej karty w combie, a zdjęcie z restrykcji pozwala włączyć ją do decku, choćby na obrażeniach. O ile Boreas nie wymyśli jakiegoś nowego uberpro decku, to według mnie zmiana bardziej dla casualowych graczy. Talia na obrażeniach do tej pory nie gościła na salonach turniejowych, ale po domach, piwnicach, jamach i pieczarach bywała grywana. Oczywiście, w domu można olewać listę restrykcji, ale w mojej grupie stosujemy się do zasad turniejowych podczas gry, więc pięści na restrykcji zaszkodziły talii self-damage. Teraz ten problem zniknął.

Inwazja Snotlingów – unique

snotyNajbardziej kontrowersyjna zmiana. Orędownicy tezy o śmierci orków poza Wurrzagiem, jak na przykład Virgo, twierdzą, że danie unique inwazji jest ogromnym błędem. Inni, na przykład Nilis, ale ta grupa jest znacznie szersza, twierdzą, że wreszcie orczy wodzowie będą musieli włożyć do pola bitwy coś więcej niż pajączki. Jakkolwiek rozumiem Virgo, że karta straciła na użyteczności to nie zgadzam się, że jest martwa i podzielam jednak pogląd zwolenników zmiany. Z pewnym zastrzeżeniem – że snotlingi będą lepsze w talii nie na Wurrzagu tylko na spaleniu dwóch stref. Dlaczego?

Po pierwsze, wrzucając przeciwnikowi inwazję zmuszamy go do poświęcania devek lub otrzymywania obrażeń w stolicę. To dalej trudny wybór zwłaszcza, że…

po drugie nadal mamy Long Winter, Stunty Smasha czy RIP, którymi skutecznie te devki możemy unieszkodliwić i sprawić, że przeciwnik będzie dostawał damage co turę.

Po trzecie mamy karty Orc Warning Post oraz Boar Pen, które sprawiają, że przeciwnik musi jeszcze bardziej rozważyć, co mu się bardziej opłaca – devka czy damage, a takie wybory są zawsze dla nas dobre.

Po czwarte, jak jedna inwazja spadnie to przeciwnik dostaje drugą i tak może być przez całą grę. Jeśli zdecyduje się poświęcić strefę, żeby nie dostać drugiej inwazji to w sumie tym lepiej, musimy spalić tylko jedną.

Mając na uwadze powyższe jednak nie spisywałbym „normalnych” orczych decków na stratę. Według mnie Orki dalej są mocną rasą i dadzą sobie spokojnie radę. Jakoś zresztą żyły przed inwazją, będą więc żyły z unique. Ponadto jednak mnie denerwowało, jak przeciwnicy dawali mi do zrozumienia, że wygrałem samymi inwazjami, a co więcej, mieli dużo racji. Podsumowując, karta dalej robi dobrą robotę, ale nie pali sama strefy, a jak pali, to po bożemu.

Odrębnym tematem jest dyskusja, jakie buildy orcze mają szansę, a jakie nie, ale to zostawię na odrębny wpis poświęcony buildom w różnych rasach, który planuję.

hordaNiekończąca się Horda – restrykcja

Kolejna kontrowersyjna zmiana. Bo czemu nie rzyg? Według mnie bardzo dobrze, że nie rzyg, bo wrzucenie hordy na listę restrykcji sprawia, że deck na Wurrzagu jest o wiele trudniejszy do skutecznego prowadzenia, a wrzucenie na restrykcję rzygów by go całkiem zabiło. Nie oszukujmy się, bez rzygania Wurrzag traci z czterdzieści procent wartości. Brak hordy boli bardzo, trzeba dużo bardziej kombinować i dużo więcej planować, co według mnie wyjdzie tylko na dobre.

Kulty Rozkoszy – restrykcja

kultyKurwa, tak! Przepraszam za przekleństwo, wiecie dobrze, że nie stosuję ich na blogu zbyt często starając się dbać o kwiecistość mowy naszych ojców i dziadów, a nawet matek i babek. Tym jednak razem, dla podkreślenia rangi wydarzenia sobie pozwoliłem. Według mnie powinno się to stać dawno temu. Karta która sama ustawiała grę, a w połączeniu z cudami DE (w tym z Temple of Spite i Hekartii w szczególności) do zdejmowania jednostek zmiotła z powierzchni ziemi rushe. Zdecydowanie coś trzeba było z nią zrobić i wrzucenie razem ze świątynią i Sacrifice to Khanie (pomijając już fakt wypuszczenia lepszego removalu za jeden) na listę restrykcji przy Hekartii limited jest zdecydowanie słuszne. Sam mam aktualnie poważny dylemat, czy wurrzagkulty, czy jednak świątynia.

Wurrzag – restrykcja

To się raczej musiało stać. Szaman walczył ze Staruchą Crone o miano najlepszej taniej legendy i według wielu walkę tę wygrywał. Z rzygiem i hordą był niesamowity, musiał przyjść kres jego bezkarnych harców. Według mnie dalej bardzo silna legenda, która i bez hordy jest niebezpieczna z książką czy Morglorem Masakratorem.

End Times – restrykcja

etHmmm… To z pewnością karta, która najbardziej zamieszała w inwazyjnym kociołku od czasów Mustera. Czy restrykcja to dobra opcja? Ciężko powiedzieć. Z pewnością dobrze, że nie będzie można wrzucić go do talii z kultami (które nas zabezpieczają przy rzucaniu ET), czy Temple of Spite (która to rzucenie przyspiesza). Ale z drugiej strony to jest tak potężna karta, że nie potrzebuje innych z listy restrykcji, żeby zrobić zamieszanie. Może lepszym rozwiązaniem byłoby zlimitowanie jej do jednej w decku, choć to z kolei zabiłoby decki endtajmsowe. Pytanie, czy brak takich decków byłby dobry. Ja odpowiem, że tak. Staje po tej stronie barykady, która uważa, że ta karta jest pomyłką i nie przekonują mnie argumenty jej zwolenników.

Nie zgadzam się z tym, że samemu można przecież wrzucić więcej grubasów do talii – nie, nie można, trzeba robić deck na ET po prostu, bo więcej grubasów w talii jest nieoptymalne o czym najlepiej świadczy fakt, że takie decki przed ET, w którym było za dużo grubasów nic nie wygrywały, a same grubasy zapychały rękę.

Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że przecież mogę sam zrobić deck na ET – jasne że mogę, wszystko mogę, ale robienie na turniej decku, którego głównym zadaniem jest kontrowanie innego decku nie jest dla mnie fun i koszer.urguck

Urguck – zdjęcie z restrykcji

Według mnie dobra decyzja, o ile nie zostanie wykorzystany do comba. Tak jak Pięści Morka jest fajny w decku na self-damage, daje kaskę i wszystko gra. Szczerze mówiąc to nie widzę go jednak w innej talii, niż jakieś combo, więc o ile takie nie powstanie to raczej karta do klasera jeśli chodzi o turnieje.

Pomijanie fazy – dwie na raz, czyli o przypadkach Inkruzji i jak to z kanapką bywa

biJak się okazuje można pominąć jedną fazę pola bitwy, żeby zrzucić dwie BI. Pomimo, że tłumaczenie FFG do mnie niespecjalnie przemawia, to jednak kanapka, którą jako przykład podał Entropy już tak, mimo że Przemo napisał, że to przykład z dupy. W każdym razie dyskusje można uciąć – BI jest trochę słabsza, ale i tak nikt nią już nie gra (awaiting hejt in three… two… one…).

Counterstrike – może dosięgnąć również legendy

Słuszne to i sprawiedliwe. Counterstrike zyskuje i według mnie bardzo dobrze, bo to fajny bajer i lubię bić, nie będąc bitym. Pomijając miałkość merytoryczną tej wypowiedzi chciałbym dodać, że nie znajduję wytłumaczenia, dlaczego miałoby nie bić legendy, skoro trzy duże szczury zabijają Elthariona na gryfie (pozdro Czarny, czemu ten wątek na forum umarł, jest świetny!)

Efekt „enters play” dla więcej niż jednej jednostki unique

Jak dla mnie wszystko jest klarowne. Jedna wchodzi i zachodzi efekt tej, która weszła. Proste i logiczne.

Tunnel Fighter

znakI tu właśnie liczę na Waszą pomoc, bo nie mam zielonego pojęcia o co chodzi. Słyszałem już o tym problemie z tunelarzem w Winvasion, ale tam też według mnie nie zostało nic wyjaśnione, a cały problem wydaje mi się sztuczny. No, ale skoro znalazło się to w FAQ to coś może jest na rzeczy i chętnie poznam w czym tkwi źródło problemu. Dodam, że nie widziałem nigdy, żeby ta jednostka była źródłem jakiegoś sporu.

Przekierowywanie obrażeń nie kumuluje się

No i ok, nie kumuluje się, gotta problem with that?

valayaMaster Rune of Valaya

Można nią anulować obrażenia zadane w jednej fazie pola bitwy, czyli jeśli jest ich więcej, to anuluje tylko jedną. Teraz według mnie pojawia się pytanie, którego nie umiem rozstrzygnąć: kto decyduje w której anuluje i kiedy ta decyzja musi zapaść? Przecież podczas rożnych faz pola bitwy może być zadana różna ilość obrażeń i to robi różnicę.

Snotling Ambushambush

Jeśli przeciwnik ma mniej zasobów, niż lojalność odrzuconej przez nas karty, to musi odrzucić tyle zasobów, ile może. Zastanawiam się dlaczego to znalazło się w FAQ. Przecież oczywistym jest, że akcje wykonują się do takiego stopnia, do jakiego jest to możliwe, więc sprawa była jasna. Może nie dla wszystkich…

Bonus – zasada turniejowa – organizator nie może brać udziału w turnieju na wysokim poziomie

Trochę szkoda. W innych państwach załatwi to frekwencję o kilkanaście procent, bo ta jedna osoba często robi tam różnicę. U nas jedyny problem, jaki widzę, to mniej funu dla organizatora, a poza tym szkoda, bo jednak organizują te turnieje gracze często bardzo dobrzy, więc strata dla poziomu. No, i oddala się wizja regionalsa w Warszawie, huehuehue!

Dzięki za uwagę i postaram się więcej pisać o sprawach pozaturniejowych!

Categories: Dark Elf, FAQ, HE, Meta, Orki, Uncategorized, Zasady | Tagi: , , , , , , | Dodaj komentarz

Coś się kończy, coś się zaczyna – podsumowanie I Ligi Warszawskiej

Warhammer Invasion LegendsDługo nie pisałem, fakt. Było to spowodowane paroma zmianami w moim życiu. Otóż postanowiłem dokonać gruntownych zmian w swoim życiu, a mianowicie zacząć spełniać swoje marzenia, a przynajmniej spróbować. Zmiana nie jest łatwa i nie jest standardowa toteż zajmuje trochę czasu. Stety, niestety, czasu poświęconego Inwazji. Niemniej jednak korzystając z bezsennej nocy popełniam niniejszy wpis.

IMG-20130508-00514

Dzielni wojownicy w akcji

Zakończyliśmy ligę! Bezkonkurencyjny okazał się Ostry, zdobywając 123 punkty na 200 możliwych. Z pewnością pomogła mu w tym frekwencja. Ostry, podobnie jak ja, Bokalus i Makabrysio, był obecny na wszystkich turniejach ligowych. Jak widać we wszystkich przypadkach – obecność popłaca. Serdeczne gratulacje dla Ostrego. Jako skromny upominek sprezentowałem najlepszemu graczowi warszawskiej sceny część swojego Invasion Game Night Kita. Niech mu karty i żetony służą dzielnie w dalszych bojach.

Ostateczna tabela ligowa poniżej.

TABELA KOŃCOWA LIGI

Garść statystyki. Poza łączną liczbą graczy do statystyk liczę tylko graczy, którzy wzięli udział w przynajmniej połowie turniejów.

W lidze wzięło udział łącznie 26 graczy.IMG-20130508-00516

Rozegraliśmy 289 pojedynków.

Najwyższa frekwencja na pojedynczym turnieju – 18 osób

Najniższa frekwencja na pojedynczym turnieju – 10 osób

Najlepsza frekwencja – Ostry, Bokalus, Wilk, Makabrysio (10)

Największa liczba zwyciężonych turniejów – Ostry (3)

Najlepiej rozegrany turniej – Ostry (max zdobytych punktów – 20, we wszystkich rundach zwycięstwo 2:0)

IMG-20130529-00524

Zażarta walka to norma na naszych turniejach

Najwięcej zwycięstw – Ostry (26)

Najmniej zwycięstw – Szycha (0)

Najwięcej remisów – Bokalus, Dex (7)

Najmniej remisów – Wosho (1)

Najwięcej porażek – Makabrysio, Mikals (20)

Najmniej porażek – Wosho (3) – choć tu muszę dodać, że Selverin odniósł tylko 4 porażki w 9 turniejach!

Najlepszy bilans – Selverin (+31)

Najgorszy bilans – Mikals (-29)

Królowie baja – Wiśnia, Pablo, Dykta, Mikals, Szycha (3)

Na turniejach najchętniej wybieraną rasą był Chaos, a najrzadziej graliśmy Wysokimi Elfami. Ogólnie w Warszawie królowało destro, czyli nic się nie zmienia od początku chyba gry w Inwazję w stolicy.

Rozkład ras podczas całej ligi obrazuje poniższy wykres (liczba przy danej rasie oznacza ile razy dana rasa występowała w turniejach ligowych).

wybór ras

Wygrane turnieje w ujęciu rasowym:

Mroczne Elfy – 3, Wysokie Elfy – 3

Orki – 2, Imperium – 2

Chaos – 0, Krasnoludy – 0

Jeśli chodzi o mój udział w lidze, to – jak już pisałem – byłem obecny na wszystkich turniejach. Moje wyniki nie szokowały, nie odniosłem spektakularnych zwycięstw, forma przyszła w drugiej połowie ligi, ale regularne wygrywanie ok. połowy rozegranych pojedynków (45-50) oraz obecność na wszystkich turniejach zrobiły swoje i zakończenie zmagań ligowych na 5 pozycji traktuję jako duży sukces. Poniżej, bardziej dla siebie niż dla innych, historia moich zmagań.

moja statystyka

 Tyle jeśli chodzi o statystykę. O atmosferze nie trzeba wiele opowiadać, zawsze znakomita. Wyśmienite integracje poturniejowe, godziny rozmów o inwazji i nie tylko. Stworzyła nam się bardzo zgrana i solidna ekipa, mam nadzieję, że podczas kolejnej odsłony ligi będzie równie ciekawie i przyjemnie. Zmiana miejscówki wyszła nam tylko na lepsze. Mamy więcej miejsca, można na legalu spożywać dowolne napoje o dowolnej porze. Jedyne, co trochę boli to ceny, ale zawsze jest coś za coś.

Chciałbym podziękować raz jeszcze wszystkim, którzy wzięli udział w lidze, w szczególności nowym graczom, dla

IMG-20130605-00537

Moment gratulacji od organizatora dla zwycięzcy ligi plus radujący się atmosferą Awojdi:)

których wejście jest zawsze trudne, bo się dostaje baty. Gratuluję wszystkim uczestnikom a szczególne gratulacje raz jeszcze dla Ostrego za pokazanie, kto rządzi, dla Selverina za wspaniałą walkę mimo faktu, iż co turniej grał od drugiej tury, dla Nilisa za piękne budowanie formy i w konsekwencji miejsce na podium oraz swój pierwszy pucharek, dla Nibelunga za pierwszy sukces w postaci trzeciego miejsca oraz dla Miklasa za konsekwentne szlifowanie umiejętności, dzielną walkę i urywanie punktów nawet najlepszym graczom.

W następnej odsłonie ligi planuję dokonać pewnych zmian, które oczywiście przedyskutujemy w gronie

zainteresowanych. Wzorem innych miast chciałbym wprowadzić 5 rund, co zresztą mam nadzieję zostanie wprowadzone w życie już od dzisiejszego turnieju. Ponadto, za baja z pewnością nie będzie 3 punktów, bo nie odwzorowuje to w tabeli ligowej faktycznych wyników gracza. Morphine ciągle rozbudowuje swój program, także pewnie skorzystamy z jego dodatkowych dobrodziejstw (w tym miejscu wielkie dzięki dla Morphine!).

Teraz przed nami okres wakacyjny, ale turnieje będą odbywać się normalnie. Moje wpisy mogą być nie tak częste, jak raz na tydzień, ale będę starał się pisać regularnie i na inne tematy, niż tylko wyniki turniejów.

Wasz ulubiony Wilk.

PS. Jaram się Hidden Kingdoms jak flota Stannisa pod King’s Landing!

PS2. Poniżej mini album pt. „Przeżyjmy to jeszcze raz:)”

IMG-20130522-00523

Niezapomniane integracje…

IMG-20130320-00405

… masa radochy…

IMG-20130320-00402

… magiczne starty…

IMG-20130327-00426

… paraolimpijskie potyczki…

IMG-20130327-00419

… buziaczki dla Pań…

IMG-20130410-00433

… i kolejka dla wszystkich!!!

Categories: Chaos, Dark Elf, HE, Imperium, Krasnoludy, Liga, Meta, Orki, Statystyki | Tagi: , , , , , , , , | 5 Komentarzy

Deck, który zmienił wszystko

whipWpis trochę spóźniony, ale byłem zajęty różnymi sprawami, które nie wprowadzały mnie w nastrój do pisania. Niemniej jednak tradycji stało się zadość i krótka relacja z warszawskich zmagań ligowych ląduje na Waszych monitorach, podczas gdy ja już myślę o dzisiejszym turnieju.

Ostatnio dłużej grałem Imperium (chociaż w moim przypadku „dłużej” znaczy dwa turnieje) i chciałem odmiany. Do tego doszedł jeszcze brak czasu i weny na złożenie czegoś nowego oraz chęć zagrania najbardziej wykręconym, ale działającym deckiem of all times. Tak to właśnie podjąłem decyzję o zagraniu talią Metatrona z Mistrzostw Europy 2013. Dla tych, którzy o talii nie słyszeli, wklejam wątek z forum, w którym toczy się o niej dyskusja: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=6&t=2801.

W ramach testów talią udało mi się zagrać tylko z Wysokimi Elfami Arhry i Krasnoludami Nibelunga. Przeciwnicy byli w tych pojedynkach bez szans, chyba że start był tak beznadziejny, że nic się nie dało urodzić (raz się tak zdarzyło na jakieś 4 gry). Po – krótkich, ale jednak – testach miałem ochotę zamienić jedną mapę na jedne snarsy. Jakoś nie widziałem tego tylko na dwóch kopiach tej karty. Wystosowałem nawet wiadomość do Metatrona, ale odpisał dopiero po turnieju odradzając mi zamianę. Dobrze się złożyło, bo nie zdecydowałem się w końcu na nią stwierdzając, że trzeba talię wypróbować w takim kształcie, w jakim została zaprezentowana na Assaulcie.

Runda I

Szycha CHA 1:1

Znowu popełniłem błąd polegający na graniu bezpośrednio przed turniejem, ponieważ jakoś to już tak się trafia, że gram w turnieju z osobą, z którą walczyłem przed. Tym samym Szycha był zapoznany z talią i już sobie wykoncypował, jak ją kontrować. W pierwszej grze bardzo skutecznie kontrował mi jednostkę na Heroic Tasku, a jak już wyszedł Ptasior było wChaosWarrior2 zasadzie po grze, jako że nie mam go jak ściągnąć. Poległem. Pomyślałem, świetnie się zaczyna, ale rozumiałem, że kontrolny Chaos jest bardzo trudnym pojedynkiem dla tej talii, więc bez załamki. W drugiej grze wszystko poszło już po mojej myśli i kradłem zasoby ile wlezie. Niestety, Chaos czasem potrafi poradzić sobie bez zasobów (Blod Summoning + Khorvak i ogień), więc nie obyło się bez ciśnienia, ale w końcu udało się przewinąć zapętlając mocno snarsy. W trzeciej grze Szycha nienajgorzej kontrolował, była walka i gdyby nie koniec czasu, przegrałbym. Zabrakło może dwóch tur, ale tak to już czasem bywa, że czasem czas nas denerwuje, a czasem ratuje (sentencja godna Paulo Coelho, ale co tam, zostawiam!).

Runda II

Mikals DWA 2:0

dwarfZ Krasnoludami nie spodziewałem się problemów. Złośliwość tej talii została zaprezentowana w pełnej krasie, kradzież zasobów od samego początku sprawiła, że Mikals nie był w stanie konkurować. Szybkie 2:0 i rozprawiamy o tym, jak przyjemnie jest na turniejach, popijając. Z tą grą wiąże się śmieszna anegdotka. Otóż miałem w ręce snarsy, mapę i trzy zasoby i zapragnąłem wykonać manewr dla lansu. Zagrałem snarsy (2 zasoby zostały) i myślę: „zagram mapę, z mapy Raiding Ships, z misji karta i za ostatni zasób snarsy”. Zagrywam mapę, wyciągam Raiding Ships i co? I potasuj talię. Wtasowałem sobie położone na wierzchu snarsy i tyle było lansu.

Runda III

Nilis EMP 0:2

Ha! Tu z kolei ja nie miałem NIC do powiedzenia. Nilis ostatnio miażdży niesamowicie i nie jest w stanie przebić się tylko przez Ostrego, który nie dość, że miażdży, to jeszcze wdeptuje w ziemię. Ale nie o tym miałem pisać. Nilis miał talię, która ma odpowiedź na bardzo wiele zagrań. W pierwszej grze miał tak świetną rękę, że (jak sam to ujął) od dobrania pierwszych siedmiu kart wiedział, że nie mam szans i była to prawda. Wioski rasowe, pantery, Rodryki, Wernerzy i Hemmlerzy śmigali, aż miło. Nie pomogły nawet kulty. Opiszę tylko jedną sytuację. Mam Crone z książką, kulty w pustym battlu przeciwnika, na ręce dwa Call of the Kraken i Korsarza. Przyznacie chyba, że dość bezpieczna sytuacja dla legendy, nie? (w tym momencie zatrzymajcie się i pomyślcie, jak Imperium jest w stanie ją zabić) Nilis udowodnił mi, że mogę się w tyłekemp pocałować z moją przemyślną obroną. Pod koniec mojej tury w battla na kulty leci Werner (ma na sobie jedno obrażenie, więc nadal jestem podwójnie spokojny mając Korsarza na ręku). Na początku swojej tury odpacza go na misji i ma trzy młotki. Wystawia co ma wystawić i atakuje Crone, ja rzucam wezwanie krakena, zrzucam drugie i wstawiam do obrony korsarza celując w Wernera. Werner obroniony dyscypliną. No nic, myślę, Korsarz i tak obroni legendę. Nie obronił, bo dostał pielgrzymkę i udał się do Lichenia pomyśleć o swoich grzechach związanych z targetowaniem imperialnych bohaterów. Tak oto zginęła Starucha i w mniej więcej tym stylu toczyła się cała rozgrywka. Pod kontrolę i dyktando Nilisa. Wspominałem, że miał jeszcze legendę? Miał jeszcze legendę.

Runda IV

Nibelung DWA 2:0

Cóż, turniej bez gry z Nibelungiem, to turniej stracony. Znowu padło na nas i przy jękach przeciwnika (który talię znał i spodziewał się, jak gra będzie wyglądać, zwłaszcza, że ja jego talię znałem na pamięć) siedliśmy do gry. W pierwszej partii wystawiłem Crone z Książką w pierwszej turze, co jest niesamowitym wyczynem. Do tego miałem zrzuconego infiltratora, więc Nibelung grał na jednym lub braku zasobów przez całą grę. Nie mogło się skończyć inaczej, niż zwycięstwem Mrocznych. W drugiej grze było trochę inaczej, ale znowu w pełni kontrolowałem stół przez zrzucenie szybko Serpenta i Duregana, których wskrzeszałem książką do swoich niecnych celów.

IMG-20130522-00522

Najlepsze w tym zdjęciu jest to, że nie zostało zrobione podczas turnieju, a po nim. Warszawa jest spragniona gry!

Turniej z bilansem 2-1-1 zakończyłem na 6 miejscu. Najbardziej ciekawe jest to, że miejsca od 2 do 7 miały dokładnie tyle samo punktów, więc zadecydowały małe punkciki. Tak zaciętego turnieju nie pamiętam, walka o każdy punkt i do samego końca sprawia, że do emocje ligowe nie opuszczą nas chyba do ostatniego turnieju. Osobiście walczę o utrzymanie miejsca w TOP8, co będzie dla mnie świetnym wynikiem ligowym i dobrą zapowiedzią na przyszłość.

Integracja po turnieju była jak zwykle przednia, ale o tyle nietypowa, że zaraz po ostatniej rundzie wszyscy zasiedli do kolejnych gier wyciągając swoje funowe talie. Od następnej ligi musimy zrobić 5 rund.

Dzięki wszystkim, którzy dopytywali, kiedy będzie następny wpis. Zainteresowanie motywuje do pisania, mam nadzieję, że i tym razem Was nie zawiodłem.

Categories: Chaos, Dark Elf, Imperium, Krasnoludy, Liga, Turnieje | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Jedna devka

devkaDzisiaj  krótko, zwięźle i na temat. Jedna devka. Jedna devka to różnica między piątym, a dziesiątym miejscem na ostatnim turnieju w Warszawie. To różnica między zadowoleniem z pozycji, a złością na siebie i na przeciwnika.

Parę słów prawdy o grze turniejowej w moim wydaniu. Kiedyś o tym wspominałem, a dobitnie pisał o tym na blogu Wiśnia swego czasu. Na turnieju chcę wygrać. Każdy pojedynek traktuję ambicjonalnie, w każdy staram się włożyć maksimum serca i umysłu. Denerwuję się na magiczne dociągi przeciwnika i beznadziejne swoje. Cieszę się, gdy szczęśliwie sam wylosuję jakąś kartę (rzadkość, believe me). Oczywiście, pozwalam cofać, wracać, zmieniać i wybierać raz jeszcze, to jednak tylko zabawa. Ale na płaszczyźnie gry, jako rywalizacji intelektualnej między dwoma zawodnikami traktuję to śmiertelnie poważnie i boli mnie porażka. Taką już mam konstrukcję psychiczną. Na ostatnim turnieju niezmiernie się zdenerwowałem, ale o tym za chwilę.

Zdecydowałem się pójść tą samą talią, co tydzień temu, czyli kontrolne Imperium z Hemmlerem. Jedyną zmianą w stosunku do zeszłej środy było wyrzucenie jednego raidera i jednych Synów Monety, a dołożenie dwóch panter. Zmianę oceniam ogólnie pozytywnie, chociaż to jednak tylko kosmetyka. Talia działała sprawnie i przyjemnie, niemniej jednak jak zakopały się gdzieś Hemmlery, Elita, Rodryki i Kościółki, to ciśnienie się podnosiło.

Do gry usiadłem tak, jak żołnierz idzie na przysięgę. Ogolony, ostrzyżony, lekko podchmielony. W świetnym humorze, z krążącą we krwi jeżynówką, w miejscówce, która latem jest totalnie fenomenalna, a że szczęście nam dopisywało i znowu mieliśmy odrębną salkę dla siebie, to jeszcze do tego mega komfortowa. Żyć nie umierać.

Runda I Nibelung DWA 1:2

serpentPo pewnej przerwie program znowu sparował mnie i Nibelunga razem, co niegdyś czynił nader często. Z krasnoludami mam bardzo ciężko, ponieważ nie jestem w stanie kontrolować ich na całego, kiedy wyskakują kanonki i wrzucają wsparcia. Poza tym majlajfy i valaye to również upierdliwe gówienka. No i MVP krasnoludzkie przeciwko Imperium, czyli (werble) MASTER… RUUUUNE… OF SPIIIIIIIIIIIIIIITE! Tak… Wracając do rzeczy, małych przykurczów z górskich tuneli bałem się dość mocno. Obawa była uzasadniona, choć akurat Nibelung nie miał w talii Spite. Miał jednak Serpent Slayera i milion devek, czyli jak jebnie to zabije. Powiem krótko. Gry bez historii. Jak Serpent był, to było źle. Jak go nie było, to w zasadzie bez stresu. W ostatniej grze jak na złość nie mogłem się dokopać do niczego, co pozwoliłoby mi uchronić się przed atakiem za sto i przegrałem. Dodam, że dobrym pomysłem według mnie jest wrzucanie do Krasnoludów dyscypliny. Często ta jedna karta robi różnicę. W tym miejscu gratsy dla Nibelunga, który był tego dnia w dobrej formie i ugrał na turnieju siódme miejsce.

Runda II Bokalus DE 2:0

Tutaj moje zwycięstwo, choć w obu grach byłem szybszy zaledwie o jedną turę. Bokalus nie zawiódł i znowu przyszedł z bardzo ciekawym deckiem. Rafał dysponuje naprawdę rzadką i godną podziwu umiejętnością tworzenia dziwnych, ale skutecznych talii. Przegrana ze mną to tylko kwestia braku ogrania talią. Nie będę zdradzał jej szczegółów, bo może Bokalus doszlifuje ją do Bydgoszczy, ale powiem tylko, że nikt nie jest bezpieczny. Talia potrafi i palić i przewijać. Muszę dodać, że pierwszy raz widzę tak skuteczne połączenie tych dwóch pomysłów na grę. Niemniej jednak popełniane błędy sprawiły, że w obu grach udało mi się spalić przeciwnika i ugrać 2:0.

Runda III Mikals (DWA) 2:1

dead eyeTo mój drugi w życiu pojedynek z Mikalsem, który jest bardzo obiecującym nowym zawodnikiem na naszej scenie, choć na razie zbiera przysłowiowe bęcki, ale któż z nas przez to nie przechodził? Niemniej jednak zaczyna się odgryzać, urywać punkty i tylko czekać należy, aż zaskoczy i zajmie wysokie miejsce w turnieju. Znowu Krasnoludy, tylko że tym razem mój koszmar się spełnił. W grze, którą przegrałem dostałem Spite w momencie, gdy na stole miałem trzech Huntsmenów, dwóch Synów Monety oraz Hemmlera. Poddałem po tej akcji, bo w zasadzie szczyściła mi stół. Nice move, sir! W pozostałych dwóch udawało mi się kontrolować – choć nie bez trudności – to, co Mikals miał na stole i wygrać. Głównie skupiłem się na dociągu kart, co okazało się dość skuteczną taktyką (chyba zawsze jest skuteczna). Także drugie zwycięstwo i wysokie miejsce w turnieju jeszcze było w zasięgu ręki, gdyby nie…

Runda IV Dex (CHA) 1:2

… koszmar w starciu z Dexem. Pierwszą grę poddałem po 5 minutach. Jak ja Synów Montety, to Dex pieska. Jak ja panterę, to Dex pieska. Jak ja wsparcie, to Dex misja, Spawn i wsparcie. Trafił mnie szlag i poddałem. W drugiej kontrolowałem dociąg przeciwnikowi, a sam dokopywałem się mozolnie do dyscyplin i kościołów, które w grze z Chaosem są kluczowe. Kiedy już przygotowałem grunt pod ofensywę wystawiłem wojsko na czele z Hemmlerem i zacząłem palenie. Trzecia gra, to dramat w stylu meczu Borussi z Malagą. Od samego początku kontrolowałem Dexowi dociąg podnosząc mu każdą jednostkę, zamieniając w devkę każde wsparcie, trzymając go w zasadzie na pustym stole z jedną lub dwiema lojalkami. W międzyczasie zrobiłem sobie warunki ekonomiczne pod atak i wyprowadziłem armię. Spaliłem Dexowi jedną strefę i zacząłem palić drugą, cały czas kontrolując. Dex nie mógł w zasadzie robić nic poza kładzeniem devek. Z raz, czy dwa razy uderzył zadając mi 4 obrażenia w battla i dwa w quest. Ja miałem jedną devkę w battlu i dwie w misji. Niestety, jak na złość nie mogłem wylosować żadnego kościoła, a tylko tego mi brakowało, żebym spał spokojnie. Dex miał już jak wspomniałem jedną strefę spaloną, a w drugiej 9 obrażeń, ale dużo devek. Atakuję Hemmlerem, dostaję spaczenie, nie mam kościółka więc zgrzytam zębami i mówię „grasz”. Dex losuje kartę (miał jedną wioskę rasową, ale dostał Infiltrację), z uśmiechem na ustach kładzie Spawna i rzuca Unleasha. Mówię, spoko, ale nie masz tylu devek, bo jak poświęcisz w battlu to sam się spalisz. Zaczynamy liczyć. Dex potrzebuje zadać 13 obrażeń, żeby mu się udało. Miał 15 devek, udało mu się. Jedna devka.

IMG-20130515-00520Z wynikiem 2-0-2 zająłem 10 miejsce w turnieju. Byłem rozgoryczony, ale cóż, tak to już bywa. Niemniej jednak wynik ten, jak również nieobecność części graczy z TOP10 pozwoliło mi wskoczyć na 8 miejsce w tabeli generalnej. Teraz tylko trzeba pracować nad utrzymaniem pozycji, czyli Stand Your Groundem. W następnym turnieju nie będę już grał Imperium, poszukam zupełnie trzeciej drogi. Mam nadzieję, że – jak niegdyś z Wood Elfami – będzie to dobry wybór.

Miłego weekendu, szykuje się całkiem upalny!

Categories: Imperium, Krasnoludy, Liga, Turnieje, Uncategorized | Tagi: , , , | Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.