Posts Tagged With: regionals

Trofeum Mareela 2014 – wilcza relacja

Intro

introUwielbiam jeździć na regionalsy. Dla mnie to cały rytuał. Na piątek biorę wolne, wynajmuję dużo wcześniej dobry hotel, jadę najbardziej komfortowo, jak się da. Oszczędzam na regionalsa, na regionalsie nie oszczędzam – to moje motto. Zrobiłem od tej reguły jeden wyjątek – Mistrzostwa Polski, kiedy mieszkałem w hostelu – i tylko super ekipa, która opanowała hostel wszystko uratowała. Jadąc drugi raz do Grodu Kraka nie popełniłem tego błędu i wszystko było zgodnie z rytuałem. Turniej był znakomity. W moim odczuciu na równi z Mistrzostwami Europy we Wrocławiu, do których będę miał szczególny sentyment, bo był to mój pierwszy regionals. W Krakowie atmosfera i klimat były na najwyższym poziomie, emocje sięgały zenitu a integracja miażdżyła. Jeśli byłeś – wiesz. Jeśli Cię nie było, następnym razem nie popełnij tego błędu.

mgla

Mgła jest przyjacielem szczurów

Na Kraków!

Jako środek transportu wybrałem pociąg i był to świetny wybór, bo dokładnie tym pociągiem jechał też Makabrysio i Virgo. Mimo problemów z dotarciem nasza legenda za 8, znany także w niektórych kręgach jako Eheś, zdążył na peron i ustawiliśmy się, że po ogarnięciu przedziałów spotkamy się w Warsie. Na umówiony znak sygnał nasza trójka zasiadła w przedziale jadalnym i rozpoczęła konsumpcję napojów energetyzujących o smaku chmielowym. Podróż upłynęła w wybornej atmosferze dyskusji o inwazji i sondowaniu nawzajem swoich talii w bardzo subtelny sposób (“a Corba masz?”). Pociąg dotarł bez opóźnień, co było miłym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę czas jazdy do Gdańska na

ostatnie regio i to, że sorry, ale taki mamy klimat.

Na dworcu rozdzieliliśmy się –

Guns & Ammo

Guns & Ammo

chłopaki poszli coś zjeść i do Hexa, a ja skoczyłem do hotelu zostawić rzeczy

i ogarnąć się. Hotel był bardzo przyjemny, nawet dostałem wiśnióweczkę na dzień dobry, nie omieszkałem więc jej spożyć, żeby utrzymać flow rozpoczęte w pociągu. Po ogarnięciu się wyruszyłem w trasę do Hexa. Raz się zgubiłem, ale było blisko i w końcu dotarłem do bramy, która bardziej strachliwym może podnieść ciśnienie. Bardzo szybko zobaczyłem znajome twarze (na miejscu był już Virgo, Makabrysio, Stach i Repek), pudełka po (z?) bronią i amunicją i już wiedziałem, że jestem wśród swoich.

preparty

Butelki, buteleczki…

Popołudnie upłynęło nam na miłej rozmowie (chwilę później dołączył Dashi, Drumdaar i Szymuss, a później swój prowiant przywiózł Rodzyn – prawdziwie krasnoludzkie zaopatrzenie) i później, kiedy zostałem tylko ze Stachem i Virgo, na kilku grach. Koło 20tej rozeszliśmy się, żeby zregenerować się przed jutrzejszym dniem (w końcu miałem zagrać następnego dnia 10 gier i tym razem myślałem o tym serio). Po raz pierwszy na regionalsie poszedłem spać przed północą, zatem byłem wyspany i gotowy.

Przygotowania

razem

Konsylium debatuje nad talią Makabrysia

Zanim napiszę o przebiegu turnieju, chciałbym cofnąć się w czasie o jakieś dwa tygodnie, bo wpłynie to na opis gier turniejowych, a być może jest to nawet najważniejsza część tego wpisu. Otóż na dwa tygodnie przed turniejem postanowiłem – robię topkę. Wiem, że jestem graczem ze średniej półki, ale postanowiłem, że nie ma przebacz, nie chcę już być na tej półce bo raz, że ciasno, a dwa, że na wyższej półce jakoś tak ciekawiej. Do Gdańska jechałem nieprzygotowany, ze złą talią, bez ogrania. Teraz wiedziałem, że nie popełnię tego błędu. Już na poprzednie regio chciałem jechać szczurami i nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłem. Zatem wybór rasy był prosty – Skaven – chociaż były wahania w trakcie testów (jakie te Dwarfy stabilne, jakie te DE przyjemnie, jaki ten Chaos kontrolny, jakie te Orki IMBA!!!111oneone). Nie zmieniłem jednak swojej decyzji i całe dwa tygodnie testowałem różne warianty Skavenów.

wisniowka

Na dobry start!

No właśnie, dwa tygodnie. O ile Przemo pisał, że nie przygotowywał się długo, o tyle ja cisnąłem przez dwa tygodnie prawie codziennie. W tym miejscu po raz pierwszy chciałbym podziękować wszystkim testerom, którym chciało się ruszyć z domu, przyjechać do mnie, na polibudę, albo pozwolić mi przyjechać do siebie: Szycha, Makabrysio, Nibelung, Arhra, Dykta, Nilis – dziękuję!!! Dziękuję Wam również (tutaj dodam także Dexa) za wsparcie przed i w trakcie turnieju, a także po jego fatalnym dla mnie końcu. Dziękuję! Szczególne podziękowania dla mojego Mistrza – Ostrego. Dziękuję Ci bardzo za podsuwanie pomysłów, za wątpliwości co do doboru kart, za dyskusje, za rady, za wsparcie, za wiarę w moje zwycięstwo i za sprawienie po raz kolejny (już raz przy coachingu Ostrego byłem w topce, w Bydgoszczy), że wspiąłem się na wyżyny swoich możliwości. To jest właśnie w tej grze piękne i tego uczucia wszystkim życzę. Jeszcze raz Ostry, bardzo dziękuję!

Makabrysio i Szycha

Towarzysze broni

Testowałem różne wersje Skavenów. Z innowacją, z musterem, z warpstonem. Z grubasami, bez grubasów. Z misją, bez misji. Ze Screaming Bell, bez Screaming Bell. Z ripami, bez ripów. Na szybko, na spokojnie, na kontrolnie. Mieszane z innymi rasami i w sosie własnym. Testowałem przeciwko wszystkim rasom. Testowałem do tego stopnia, że byłem przekonany co do każdej włożonej kart, żadnej bym nie wymienił. Wiedziałem, które chcę mieć x3, które x2, a które x1. Wiedziałem jak ma wyglądać startowa ręka, jak się zachowam przeciwko danej rasie, jak będę grał na początku, jak w middle game i jak w late game. Robiłem rozpoznanie ostatnich kilku turniejów w każdym mieście, przy liście zapisanych graczy wpisałem prawdopodobne rasy, którymi mogą grać. Miałem wizję meta (które akurat nie było jakieś trudne do przewidzenia). Byłem przygotowany na sukces. Nie zrozumcie mnie źle – nie ma w tym zarozumiałości, ani przechwałek. Po prostu odrobiłem przed turniejem pracę domową, żeby powalczyć o zwycięstwo, żeby zmazać porażkę z Gdańska, żeby udowodnić że szczury potrafią, żeby być dla każdego zagrożeniem i żeby – poza integracją – turniej miał dla mnie także wymiar turnieju, czyli rywalizacji.

Wierzyłem w topkę. Marzyłem o zwycięstwie.

Talia, czyli Szczurki z Kanału

Koniec końców zdecydowałem się na jechanie na warpstonie, ripach i grubasach oraz większej dawce kontroli. Poniżej deck:

http://deckbox.org/sets/584318

Chciałbym opisać poszczególne karty oraz karty, których nie ma. Pozwoli to chętnym prześledzić mój tok myślenia, a nowym graczom może pozwoli poznać nowe sztuczki.

Rat Swarm x 6 – w testach bywał x5, ale jednak w komplecie są niezbędni. Bronią przed inkruzją kluczowych supportów po bokach (jednostki rzadko tam bywały), pozwalają z warpstonem wystawić za darmo Abominację, z Clan Ratami robią ekonomię, dopalają Greyseera Thanquola, wspomagają Deathmaster Sniktcha, są mięsem pod eksperymenty do ataku, do zdejmowania snotlingów, do obrony z zaskoczenia. Robią robotę, dużo, tanio, tesco.

Clan Moulder’s Ellite x 3 – czyli tak zwany Duży Szczur. Wybór oczywisty. DE nie ściągną go tak szybko, bomba też nie. Łykają indirecty jak potrzeba. Jak już spadną to wrócą z Wodza, żeby przeprowadzić ostatni atak. Jedna z najmocniejszych skaveńskich kart i to od dawna.

Skaven_Clan_Rat_by_StugMeister

Clan Rats x 3 – według mnie świetna karta, chociaż nie każdy podziela moje zdanie. Według mnie jeden w plecach to poważny minus, ale jeśli nie gram z DE to nie robi mi to wielkiej różnicy, a goście są świetni do robienia ekonomii, zwłaszcza na początku. Teraz trik z cyklu “witamy w świecie pro zagrań dla najmłodszych”: wystawiamy Clan Rata w kingdom i zerówkę w quest. W następnej turze na początku spaczamy Clan Rata dając zerówce młotek, następnie odpaczamy go i po dobraniu zasobów spaczamy jeszcze raz dając drugi młotek. Mamy 3 kasy i 4 karty. Dla starych wyjadaczy trik znany, ale kilku graczom musiałem udowadniać, że da radę go spaczyć dwa razy w jednej turze przed dobraniem kart. Opcjonalnie dawał młotek do ataku, jak była potrzeba. Musiałbyć x3 bo miał robić starty. I robił.

Clanrat Clawleader x 3 – zerratowany nie po myśli niemych pracowników FFG, francuskich tłumaczy, Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz Instytutu Matki i Dziecka. Wbrew obiegowej opinii o jego przegiętości, nie powiedziałbym. Oczywiście, świetna jednostka, ale takich potrzeba szczurom, które z założenia mają być w ataku liczne. Czy wracanie z grobu jest fluffowe. Kiedyś Red5 na forum udowodnił mi (można poczytać w wątku “Czarny robi questa” w dziale Flejm), że fluffem da się uzasadnić wszystko. Zresztą fluffowych baboli w Inwazji jest dużo więcej (vide wspomniany wyżej wątek). Zatem nie płakałem po starej interpretacji karty tylko do przodu, do przodu. Bij, bij, bij. Szybko, szybko! Starałem się nie wrzucać z ręki dużego szczura, choć czasem było trzeba. Często lądował Clan Rat dając ze swoją abilitką dwa młotki, często też wracałem nim jednostki z grobu. W jednej grze potrzebowałem dodatkowego skavena, żeby Deathmaster miał wystarczająco kart do zabicia jednostki przeciwnika, więc weszła i zerówka. Jak to mawia Virgo, witamy w świecie pro zagrań.

Corb Polybog x 3 (ciekawostka: jednostka z błędem wpisana na deckboxa) – według mnie musi być. Wrzucam go właściwie do każdej talii, chyba że totalnie mi się nie mieści, ale to się bardzo rzadko zdarza. Przemo pisał już co nieco o tym, że gracze zapominają, że działa on na obu graczy, że po jego zejściu można już grać. Ostatnio była z nim spinka na turnieju w Wawie. Jednostka według mnie bardzo skillowa. Trzeba wiedzieć czym się gra, przeciwko komu się gra, jaki jest etap gry, jakie karty mogą nas skrzywdzić najbardziej oraz jakie są najbardziej potrzebne przeciwnikowi. U mnie najczęściej grany na my life’a, na Osterknachta, na Troll Vomit i na Śmierć w Cieniach. Przydawał się bardzo. Zdecydowanie x3, chciałem go mieć jako opcję od początku.

greyseerGreyseer Thanquol x 2 – pierwsza karta x2. Grałem z opcją x1, grałem też x3. W życiu do głowy by mi nie przyszło, żeby go do talii nie brać. Cóż, Virgo przyszło to do głowy i wygrał turniej. Nie żałuję, że go miałem, robi gry generując potężny napór, zmusza przeciwnika do natychmiastowej reakcji, a jeśli przeciwnik nie jest w stanie zareagować to często kończy grę. Na pierwszej ręce nie chciałem go raczej mieć, stąd x2, potrzebowałem miejsc na inne karty.

Deathmaster Sniktch x 2 – również x 2. Jednostki ładowałem raczej w battla, a on nie posiedzi tam sobie z Thanquolem, zatem x 2. Robił świetną kontrolę, w middle i late game potrafi ściągnąć nawet bloodthirstera jeśli trzeba. Wystawiałem go najczęściej z ręki w battla i po deklaracji atakujących spaczałem, ale zdarzyło mu się wyjść z ripa, jeśli była taka konieczność.

Hellpit Abomination x 3 – zdecydowałem się na tę kartę, bo pod ripa jest świetna do ekonomii, ataku i obrony, może wejść za darmo do battla (nie zapominajcie, że włożenie go jako pierwszego za darmo “zjada” akcję stolicy!) jeśli poświęcimy 3 spaczone jednostki, co jest łatwe przy warpstonach, clan ratach, Śmierci, i sniktchu. Potężny skubaniec, polecam potestowanie go. W testach grał x3, ale jeśli nie podejdzie Corb, to nie ma odpowiedzi na Dwarfową anulację, zatem…

kot

Moja odpowiedź na pytanie: „mogę cofnąć?”:)

Bloodthirster x 1 – Bloodek to the rescue. Teraz nie tańczy już tylko w Orkach, zatańczył dla Rogatego Szczura bijacz! Bloodek jest grubasem pod ekonomię, ale w kluczowym momencie potrafił zaskoczyć ripowany w ramach ominięcia majlajfa. Dał radę, jestem z niego zadowolony. <głosem Bogusia Lindy> Dobry, kurwa, demon.

Seduced by Darkness x 2 – to była karta, która zagrała mi najmniej, ale raz zagrała, co przeważyło szalę zwycięstwa na moją korzyść, zatem przydała się. Ataku nią nie powstrzymywałem, służyła za zmiękczanie obrony, za zabranie przeciwnikowi tych wyliczonych na styk hit pointsów.

Chittering Horde x 3 – karta-klucz. Zaczynamy robienie szczurzego decku od włożenia jej x3. Dla nowych graczy: omija infiltrację (co jest zajebiste!).

Death in the Shadows x 3 – jedna z nielicznych według mnie kart, które dużo lepiej brzmią po polsku. Śmierć w Cieniach. Czujesz to. W Cieniu czai się na ciebie Śmierć. Nocne powietrze przeszywa świst sztyletu, a z ciebie uchodzi życie. Obowiązkowy zestaw kontrolny każdego szczura z klanu Eshin. Stealth. Infiltration. Assasination. Dwójki giną, aż miło.

Rip Dere ‚Eads Off x 3 – wspaniała karta. Pomysł do głowy, żeby jej używać włożył mi do głowy Ostry i postanowiłem ustawić moją talię tak, żeby używać tej karty. Ogólnie to jestem w niej od pewnego czasu zakochany i chcę ją mieć w przeróżnych destro-deckach. Robiła ekonomię i atak z Abominacją i Bloodkiem, robiła kontrolę z Deathmasterem. Robiła fantastyczną i niespodziewaną często obronę. Zabójcza w mirrorach, gdzie po takim ripie atak nie wchodzi, a ginie czterech lub pięciu atakujących. Jestem zadowolony, że ją wziąłem. Pamiętam zdenerwowanie, jak zaczęła się dyskusja na forum o użyciu ripa w Skavenach na jakieś trzy dni przed turniejem, podczas gdy od tygodnia cisnąłem nim już na ostro. Na szczęscie nikt się nie wystraszył i nie skarcił mnie Long Winterem. Super karta, daje dużo zabawy i zwiększając poziom trudności talii, daje więcej opcji kombinowania. Jako ciekawostkę dodam, że Rip był częściej obronny i ekonomiczny niż ofensywny.

Warpstone Experiments x 3 – karta, której nie trzeba przedstawiać. Atak, obrona, ekonomia. Wszystko.

jaikotyBurn it Down x 3 – kolejna opcja kontrola. Niezbędna do gry z DE, żeby zniszczyć arkę, ale przydaje się przeciwko każdej rasie i wielu przeciwników się jej nie spodziewa. Zwłaszcza, że grając na ripie devki nie zawsze idą od razu w battla, więc jest dobrze zakamuflowana. Kolejny odcinek z cyklu “Witamy w świecie pro zagrań”: miałem 2 zasoby, a przeciwnik (DE), żadnych supportów. Wystawił wszystko, co chciał i widzę, że potrzebuje zasobu na Shattered Thought, ale jest pewny, że dostanie go ode mnie. Rzuca Hate, a ja, żeby nie oddawać mu tego zasobu rzuciłem Burn it Down na własnego Plunderera. Taki byłem.

Plunderer x 2 – ciekawa karta, ale nie chciałem jej mieć w decku. Niestety, przy ripach, burnach i seduced jest niezbędna. I nie powiem, robiła robotę pozwalając rzucić obronnego ripa częściej, niż mogłoby się to wydawać.

Warpstone Excavation x 3 – nie trzeba tłumaczyć.

Skryre District x 2 – fajnie robi starty z warpstonem, niemniej jednak przy moich ripach ekonomicznych nie zawsze się opłacał. Jeśli nie było go na starcie, albo w drugiej turze, to zazwyczaj już go nie wykładałem. Ale bardzo dobra karta, bez dwóch zdań. Trzeba tylko potem pamiętać, żeby się nie pomylić z wykładaniem i dopakowywaniem boków. No i rada dla nowych graczy: Thanquol atakujący z boku też go zdejmuje, warto mieć to na uwadze.

lokal

Stołówka

Screaming Bell x 1 – znam graczy, którzy uważają, że musi być x 3, znam też takich, którzy do nie włożą do talii. Według mnie bardzo przydatny support, ale nie na początku. Może przechylić szalę zwycięstwa w odpowiednim momencie, ale nie jest niezbędny. Jedna z moich dyskusji z Ostrym dotyczyła właśnie tej karty. Postawiłem na swoim i wziąłem. Nie żałuję, przydał się, ale x1 jest dla niego według mnie idealną liczbą.

Wielcy nieobecni to z pewnością:

We Hates Them All – nie uwierzyłem w magię misji. Powiem szczerze, przed turniejem nawet nie wiedziałem, że jednostka położona na nią już ją odpala. Raskoks ją miał i chyba dobrze na tym wyszedł, w moim decku jej nie czułem.

Gutter Runners – czyli zwiadowca. Wiele osób mnie do niego namawiało. Jakoś tego nie widziałem. Jak dla mnie on wchodzi tylko z Wodza, jeśli go nie mam na początku to nie boli tak przeciwnika, a bez wracania go z grobu co turę ten scout nie jest kluczowy. Niektóre talie mają go totalnie w tyłku. Błąd, czy nie błąd? Według mnie nie.

mata

Night Runners – indirecty były kuszące, ale przy buildzie, na który ja się zdecydowałem to był on, albo Clan Rat. Uznałem, że Clan Rat daje mi dużo więcej opcji, a indirecty też nie są jakieś imba, nawet jak jest ich 5. Dodam tylko w tym miejscu, że ten gość jest świetny do talii na orków na multiataku z Makką Greenfistem. Czek dis ałt!

Oczywiście, jest jeszcze wiele ciekawych kart Skavenow. Legenda, na razie niewykorzystana, Master Moulder, Vicious Clanrat czy Shattered Tower. Definitywnie, można potestować.

Uff, rozpisałem się strasznie o talii, ale to moje wypieszczone cacuszko i chciałem je pokazać światu w pełnej krasie i opisać moje zamysły. Mam nadzieję, że jeszcze jesteście ze mną, bo doszliśmy właśnie do turnieju!

Walka o Trofeum Mareela – wzloty i upadek

Minuta ciszy dla Mareela… Nie znałem osobiście człowieka, ale słyszałem same pozytywne rzeczy. Była minuta ciszy na turnieju, było kieliszek wylany i wypity. Są ludzie, w których pamięci żyje i widziałem to rozmawiając z niektórymi osobami.

kominek

Przy kominku atmosfera gorąca

Turniej zaczął się od tego, że była awaria kibla. Czyli tak, mieliśmy rozjechanego na drodze szczura, mieliśmy zalew nieczystości, a ostatnim w toalecie był Przemo. Wtedy jeszcze się z tego śmiałem, ale to były omeny (nie mogę się powstrzymać od śmiechu jak to piszę). Akcja z kibelkiem była słaba, ale dzięki temu pierwsze rundy były naprawdę pro, bo wszyscy powstrzymywali się od picia przez pierwsze rundy (ja do końca nic nie piłem, co chciałbym podkreślić). Wielkie propsy jednak dla właścicieli, bo ogarnęli temat fachowo i sprawnie.

Chwila o właścicielach, lokalu i zimnie. Właściciele bardzo mili, wspaniali i sympatyczni ludzie. Jeśli chodzi o lokal to w piątek po południu wyglądał jak warsztat: symfonię grały młoty, szlifierki, piły i inne narzędzia. Pył unosił się wszędzie i nie wyglądało na to, że następnego dnia będzie tam regionals. Ale był. Następnego dnia, czyli w sobotę wszystko wyglądało bardzo fajnie, eleganckie i duuuże stoły z suknem, bardzo wygodnie mi się grało. Czy było zimno? Cóż, ja założyłem, że może być zimno więc wziąłem bluzę. Żadnego zimna nie czułem przez cały turniej, a jak grałem blisko kominka (tak, był kominek z prawdziwym ogniem!) to było bardzo ciepło. Także jeszcze raz, wielkie gratsy dla właścicieli, super wszystko było przygotowane.

Wróćmy do gier.

Runda 1

Morphine (DWA) 2:0

morphinePierwsza runda. Morphine już poznałem na OMP-kach, człowiek legenda, twórca programów, z których korzystam robiąc turnieje i składając decki. Bardzo miły i spokojny człowiek. Sam napisał w swojej relacji, że byłem troszkę zdenerwowany. Była to mieszanina zdenerwowania i podniecenia, ekscytacji. Troszkę się stresowałem, jak pójdzie ta pierwsza gra, a przecież mierzyłem wysoko. Wiedziałem, że przyjdzie mi się mierzyć z Dwarfami, w testach miałem wyśmienite wyniki, więc wiedziałem, że kluczowe będzie dla mnie zablokowanie majlajfa w odpowiednim momencie. Udało się to w obu grach, i obie wygrałem. Trzeba przyznać, na styk. W następnej bym płonął. Ale tak to jest właśnie z grą szczurami. Trzeba ryzykować, być gotowym zagrać va banque i być na krawędzi. Inaczej się tą rasą nie da. Morphine pięknie mnie raz zaskoczył wstawieniem na Thana Wielkiej Księgi Uraz. Dobry trik, prawie kosztował mnie grę. Pierwsze zwycięstwo na drodze, jest dobrze.

Runda 2

Raskoks (SKA) 0:2

raskoksCzułem, że się spotkam z Raskoksem. Poznaliśmy się na żywo dopiero na miejscu, potem na integracji była okazja do pogadania i wypicia wódeczki. Raskoks jest bardzo fajnym człowiekiem, przyjemnie się grało. Wiedziałem, że w mirrorze będzie dużo losowości, będzie się liczyło kto zaczyna, kto co pociągnie. Ale tutaj należą się też gratsy dla przeciwnika, bo miał bardzo fajną talię, chociaż misji bym nie wrzucał (zresztą był tak szybki, że nawet jej przeciwko mnie nie odpalił chyba). Nie będę się rozwodził. Był szybszy i mnie pogonił. Ale nic to, myślę, jedziemy dalej!

Runda 3

Xasinus (EMP) 2:0

Miałem przewagę, bo przeciwnik nie znał za bardzo kart skaveńskich, nie za bardzo wiedział, co go może spotkać. Grał Imperium na skakaniu, więc był i tak dla mnie bardzo groźny – counterstrike boli cholernie. W obu grach przydała się kontrola, Burny, Seduced (haha, Lincoln!), Śmierć w Cieniach. Wszystko śmigało jak słowo boże po kościele i dałem radę. W drugiej grze Xasinus po mulliganie miał słabą rękę i ciężko mu było się rozbudować, zatem włączyłem aggro mode i pojechałem. Bardzo miła atmosfera gry i bliskość kominka sprawiła, że czułem się jak na szczurzej wigilii. Pamiętam z tej gry jeden błąd oponenta. W swojej drugiej turze zagrywam na zerówkę eksperymenty, żeby dobrać karty, w odpowiedzi dostaję żelazną dyscyplinę, to ja w odpowiedzi drugie eksperymenty, na co przeciwnik po namyśle drugą dyscyplinę. Ok, ograniczył mi dociąg, ale później zabrakło mu tych dyscyplin, jak fruwały sztylety.

Runda 4

Repek (ORC) 2:0

z repkiemOrka się trochę bałem. Repek na dzień dobry powiedział mi, że cofanie jest do czasu położenia kolejnej karty. Ok, powiedziałem, chociaż ja miałem ochotę w tym turnieju nikomu nie dawać nic cofnąć (pro gaming, a co!). Sam chciałbym w tym momencie powiedzieć, że nic nie cofnąłem w całym turnieju (zrobiłem dwa błędy i ponosiłem konsekwencje). Grało się miło, chociaż ciśnienie było poważne. Śledzie stopowały mnie skutecznie, gra była do samego końca, do ostatniego obrażenia, na styk. W drugiej Repkowi nie podeszły rzygi przez dużą część gry, dzięki czemu nie miał jak się pozbyć mojej hordy i trochę ku wspólnemu zdziwieniu wygrałem kolejną grę bez straty rundy. Naprawdę było ciężko.

Przerwa

Z wynikiem 3-1 schodziłem na przerwę. Trochę się bałem, bo we Wrocławiu było tak samo, a skończyło się 3-4. Wiedziałem, że teraz jestem bogatszy w doświadczenie i lepiej przygotowany, zatem zamiast rozważać bez sensu różne opcje udałem się na pierogi, a po ich konsumpcji dołączyłem do chińczyka, gdzie chyba ¾ turnieju siedziało. Knajpa została przejęta, super klimat!

Runda 5

Germanus (ORC) 1:2

IMG-20140118-01094Znowu Orki, znowu bardzo ciężko. Germanus jest bardzo dokładnym graczem, raczej nie robi błędów, rozważa ruchy. Dodatkową atrakcją był Jaszczur za moimi plecami. Po pierwszej przegranej grze (Wurrzag, Rzyg, śledzie, AP wracający rzyga, Wurrzag, rzyg) oddech Wicemistrza Świata dodał mi skrzydeł i zdążyłem spalić zanim cały kontrolny arsenał Orka mnie zmiótł z powierzchni ziemi. W trzeciej jednak zripowany w Kingdomie Lord of Change pogrzebał moje zamiary i w zasadzie ustawił grę. Przegrałem. Z bilansem 3:2 wiedziałem, że muszę obie wygrać, a przynajmniej wygrać jedną i jedną zremisować. Nie było innej opcji. Kości zostały rzucone. Devka, pach, leci.

Runda 6

Boreas (CHA) 1:1

z BoreasemZ Boreasem jeszcze nigdy nie grałem, ale wiedziałem, że jest diablo niebezpieczny, ma łeb na karku i skilla na najwyższym poziomie. Grał talią, którą spokojnie mógłbym nazwać antydeckiem na Skaveny. W pierwszej grze męczył mnie niesamowicie Wasting Disease, którą wracał sobie dzięki Horrific Favour. Dodatkowo Ptasior jako restrykcja był bezlitosny. Pierwszą przegrałem. W drugiej to ja przeważałem i w pewnym momencie byłem już pewny wygranej. Boreas wtedy poddał grę, dodatkowo zauważając, że jedną strefę spalił mi Daemon Princem, który miał na sobie tylko jeden żeton (dezorientacja wynikała z tego, że Boreas nie kładł żetonów, tylko używał kostki do zaznaczania, ile ma żetonów). Gramy ostatnią, ale zostało już bardzo mało czasu. Jak to powiedział Boreas, “włączam tryb obronny”. Wystawił Sorcerera w pierwszej turze i następnego w drugiej. Co ciekawsze, obu mi się udało zdjąć, ale nie starczyło już czasu, by spalić).

Runda 7

Arczi (DE) 2:1

arczi2

Zagadka: gdzie jest Arczi?

Mecz o wszystko. Jak na złość, przyszło mi go grać z nemesis mojej talii – Mrocznymi Elfami. Dodatkowo prowadzonymi przez świetnego gracza – Arcziego. W bardzo miłej atmosferze toczyliśmy bardzo zacięty pojedynek. Pierwszą wygrałem ja, w drugiej było blisko. Pamiętam ostatni atak, miałem dwa grube szczury i dwie inne jednostki. Arczi zdjął mi wszystko po deklaracji atakujących poza jednym szczurem, którym spaliłbym rzucając na niego eksperymenty. Problem w tym, że miałbym po tym 3 karty na ręce, a Arczi miał jeszcze jeden zasób i w decku/na ręce (nie wiedziałem gdzie) ostatni Shattered Thought. Rzuciłem eksperymenty i mówię: “powiedz mi proszę, że nie masz tego Shattered Thought, że wygrałem”. Nie powiedział tego, strzaskał mi myśl i gramy trzecią. Bój był zacięty i na minutę przed końcem udało mi się spalić. Podskoczyłem aż z miejsca z okrzykiem zwycięstwa, zwłaszcza, że usłyszałem ze stolika Borin-Przemo, że tam jest remis. Upragniona topka była moja.

I teraz miało miejsce najsmutniejsze wydarzenie w całym turnieju. Pewnie większość z Was już o tym słyszała, lub czytała. Zobaczyłem, że Borin z Przemem dyskutują, wiedziałem dobrze o czym jest ta dyskusja. Niestety, Borin poddał grę Przemowi i z remisu zrobiło się zwycięstwo Przema. Zwycięstwo, które zamiast 12 punktów dało mu 14, a tym samym ja (13 punktów) zająłem 9 miejsce z bilansem 4-1-2 i wypadłem poza topkę. Cóż mogę powiedzieć, było mi bardzo smutno, bardzo źle. Łzy złości spływały mi po policzkach. Cały trening, wszystkie przygotowania, wszystko jak krew w piach. Wtedy byłem wściekły i rozżalony. Dziś nie jestem. Takie jest po prostu życie. Robimy to, co możemy najlepiej i liczymy, że będzie dobrze. Ale nie zawsze jest. Nie zawsze wszystko da się przewidzieć, nie zawsze nasze best będzie good enough. I tak było wtedy. Odbyłem długą rozmowę z Borinem, z Przemem (który w ćwierćfinale trafił na swój antydeck, więc nie powalczył). Napiłem się z nimi wódki, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Przemo, Borin, zostawmy to za nami. Wtedy miałem żal, dziś go nie mam. Jasne, jeszcze co jakiś czas wraca do mnie, że to mógł być ten dzień, to zwycięstwo, ten sukces. Ale po prostu nie był. Nie był to ten dzień. Ten dzień jest jeszcze przede mną, ten dzień jeszcze nadejdzie i przyjdzie czas triumfu. Jest na co czekać, jest o co walczyć. I bardzo dobrze – głód gry mam większy niż kiedykolwiek. To nie jest tak, że zwycięstwa nas budują. Najbardziej budują i hartują nas porażki i z tą lekcją wyjeżdżałem w niedzielę z Krakowa po to, by już w poniedziałek spotkać się z kolegami w Warszawie i cisnąć w Inwazję! Dlatego właśnie kocham tę grę!

Integracja, podziękowania, całuski, cukiereczki, ciasteczka

top3

TOP3

Finałowe gry oglądałem tylko przez ramię, bo już skupiłem się na integracji. Tego nie da się opisać, klimat był niesamowity, była wódeczka, były historie, był śmiech, były kiełbaski, wygłupy, wódki przy barze, tańce na stole, rajdy po Krakowie, zebranie FAQ Teamu, papierosy przed lokalem. Słowem, był klimat – jak zawsze. Dla tych ludzi warto jeździć na regionalsy, warto zbierać kaskę, warto czekać.

Anegdotka z integracji. Wracając pijany jak szpadel do hotelu zgubiłem się deczko. Patrzę, a tam stoi grupa takich hardkorowych dresów zabijaków. I ja w swoim zamroczonym umyśle wymyśliłem, że “ci są z pewnością miejscowi, więc dobrze ogarniają”. Podszedłem więc do nich i bełkotliwie pytam: “Panowie, na Garbarską to w prawo czy w lewo”. Na co oni deczko osłupieli, bo chyba nie spodziewali się, że ktoś do nich podejdzie z własnej woli. W końcu jeden wskazał ręką kierunek i powiedział: “w prawo”. Przeżyłem.

FAQ

Nocna zmiana, czyli obrady FAQ Team

Ok, na koniec jeszcze jedna kwestia. Wielu z Was czeka na informację o regionalsie w Warszawie. Chciałbym Wam powiedzieć, że pracujemy nad tym. Ja się w zeszłym tygodniu dowiedziałem, że jestem poważnie chory, wczoraj dowiedziałem się, że bardziej, niż myślałem do tej pory. Przepraszam, za te osobiste wynurzenia, ale one wpływają na moją zdolność do ogarniania. Ogarniam na tyle, na ile mogę, jutro na turnieju będę o tym rozmawiał z chłopakami na turnieju. Czy regionals w Warszawie stoi pod znakiem zapytania? Z pewnością tak. Czy się poddajemy? Z pewnością nie.

W tym miejscu chciałbym bardzo, bardzo serdecznie podziękować Ekipie Krakowskiej (należą im się duże litery) za zorganizowanie tego regionalsa. Był to świetny turniej, nagrody były bardzo ciekawe (maty piękne, super stolica drewniana!, bardzo fajny pomysł z drewnianymi znacznikami spalenia i żetonami z eliksirami oraz skinkiem). Wszystko było tip top, bardzo mi się podobało i dziękuję raz jeszcze.

Na podziękowania zasługują także szczególnie Makabrysio i Szycha, z którymi ramię w ramię przyszło mi walczyć i zginąć na krakowskiej ziemi. To był piękny bój, dziękuję chłopaki!

Gratuluję topce. Nie było lekko. Virgo, wielkie gratulacje za zwycięstwo w turnieju, postawiłeś kropkę nad i w swojej inwazyjnej karierze. Gratuluję też wszystkim, którzy wzięli udział i walczyli. Żaden pojedynek który rozegrałem nie był łatwy, poziom był bardzo wysoki.

To tyle ode mnie, do zobaczenia na następnym regionalsie, mam nadzieję, że u nas!

koniec

Na zdrowie!

Reklamy
Categories: FAQ, Meta, neutralne armie, Ogólne, regionalsy, Skaven, Turnieje, Uncategorized, Zasady | Tagi: , , , , , , | 4 Komentarze

What is dead may never die – relacja z Regionalsa w Gdańsku.

All good things come to an end…

IMG-20131208-00969

Pięknie!

Powrót do rzeczywistości po tak fantastycznym regionalsie jest bardzo trudny. Całym pięknem naszych inwazyjnych spotkań jest to, że na jeden weekend wszystkie problemy – nieszczelne okna, przybijająca praca, czy inne rozterki – znikają i ustępują miejsca zabawie i rywalizacji. Na dwie doby stajemy się dowódcami, którzy prowadzą swoje armie do boju, toczą potężne batalie na śmierć i życie, palą i rabują, poświęcają i zabijają, budują potężne budowle i kierują różnorakimi kreaturami. Na dwie doby jesteśmy znowu dziećmi, które cieszą się z tej świetnej zabawy. Potem trzeba wracać do rzeczywistości, ale zostają nam po tych chwilach wspomnienia, które także chciałbym zachować w tym wpisie.

Nie będę za bardzo koncentrował się na swoich grach, bo jak już pewnie wszyscy czytający wiedzą, zająłem ostatnie miejsce. Zawsze jest tak, że ktoś musi je zająć, każdy marzy o tym, żeby to nie był on, ale po prostu ktoś musi. I w jakiś dziwny, fetyszystyczny sposób cieszę się, że to ja je zająłem. Złożyłem talię, która nie miała prawa działać, nie przetestowałem jej wcześniej na niczym, użyłem rasy, która raczej wiadomo, że nie miała szans przebicia się do czołówki, a przez ostatnie dwa miesiące byłem tylko dwa razy na turnieju, z czego raz musiałem dropować po drugiej turze. Przy czym żeby było jasne. Ja się nie usprawiedliwiam. Ja tylko piszę, że za te wszystkie grzechy spotkała mnie należyta kara. Duma gracza oczywiście została urażona, ale tym bardziej chcę teraz pojechać do Krakowa i Wam wszystkim wklepać.

Nach Danzig czyli Wiatr się wzmaga.

Z braku wolnego dnia w pracy (tak, tak, w wigilię też będę kiblował) nie mogłem pojechać rano, jak to mam w zwyczaju, więc pociąg miałem dopiero 14.30. Orkan Ksawery pokazał swoją siłę akurat, gdy jechałem na Dworzec Centralny. Pierwszy raz w życiu widziałem śnieg padający poziomo. Orkan Power niestety nie dostało limited i tak było przez dużą część drogi. Wybrałem pociąg. To według mnie najlepszy środek transportu podczas długiej zimy. Zamiast 4,5 godziny jechałem prawie 7, ale dojechałem w miarę wygodnie i w cieple.

Nie każdy miał takie szczęście. Dex z GilGaladem i Selverinem jechali 8 godzin i dojechali na 2 w nocy. Radaner z Majestym jechali z 15 dojeżdżając na godzinę przed rozpoczęciem turnieju, a Alan i Oreł nie dojechali wcale i byli zmuszeni do pozostania na noc w Bydgoszczy i przyjazdu jakimś megaporannym pociągiem następnego dnia. Nie dojechali, bo autosbus którym mieli jechać brał udział w wypadku, w którym zginęły 3 osoby. Kolega, którego poznałem na turnieju – Yogi – jadąc samochodem na turniej miał z kolei wypadek, który spowodowała jakaś kobieta. Wypadek na tyle poważny, że zabrali jej prawo jazdy. Jadąc pociągiem myślałem, że to ja mam pecha w dojeździe – jak się okazało miałem farta i to dużego.

Najważniejsze, że wszystkim, którzy chcieli dojechać, udało się dotrzeć na turniej w jednym kawałku. To pokazuje, jaka determinacja drzemie w graczach inwazji!

Z całej Polski ludzie są tu!

IMG-20131206-00871

Rozgrzewka przed sobotą.

Ja dojechałem na 21.10 na Gdańsk Główny, skąd miałem 10 minut piechotą do hotelu. Jak się okazało w trakcie podróży, Zygi mieszka naprzeciwko mojego hotelu, a że tam miała być integracja, to miodzio! Zameldowałem się, szybki prysznic i lecę do chłopaków. Tobiaco był dobry człowiek i po mnie wyszedł. Dodam tylko, że orkan już prawie opuścił wtedy Gdańsk i ludzie oraz zwierzęta nie latali już nad miastem, tylko poruszali się pieszo.

Jak się okazało byłem pierwszy. Spożyliśmy z Zygim i Tobiaco orzeźwiające napoje i popiliśmy je wódką. Chwilę później przyjechał Białystok reprezentowany przez Virgo, Kowala i Ptaszka. Podlaski prowiant wyjechał na stoły i impreza rozkręciła się na dobre. Niewiele później (albo czas leciał mi tak szybko) pojawiła się część ekipy z Bydgoszczy, czyli Marcin i Góral. Gadaliśmy o inwazji (spiseG!) caaaaaaaały czas – super było znowu poczuć ten klimat przed turniejem regionalnym. Niesamowite uczucie, polecam. Nagle zrobiła się druga i pomyślałem, że warto by było jednak pójść spać. Akurat jak miałem wychodzić pojawiła się ekipa z Warszawy (bez

IMG-20131206-00864

„A tak będę tłukł szczurami!”

Trybsona na szczęście), czyli Dex, GilGalad i Selverin. Pogadaliśmy chwilę i zawinąłem się do hotelu. Tam jeszcze doszlifowałem swoją talię (ale śmiesznie to nawet brzmi), spisałem decklistę, obejrzałem Wojewódzkiego (była żona Lewandowskiego, no nie dało rady nie obejrzeć) i poszedłem spać w nadziei, że Las pokaże jutro swoją siłę. Pokazał mi faka. Ale prawdziwy las pokazał coś innego ekipie z Warszawy, nocującej w akademiku. Mianowicie dzika. Normalnego, pełnowymiarowego dzika, który biegał sobie koło akademika. Dex myślał, że to kot [poprawka: Dex mówi, że nie myślał, że to kot, tylko zawołał na niego „kici kici”].

20131207_031301

Kot, czyli dzik.

Czas bohaterów

IMG-20131207-00872Na miejsce turnieju dojechałem w miarę wcześnie, był czas pogadać z ludźmi, rozejrzeć się po lokalu, wypić klina i zaaklimatyzować się. Niesamowicie się cieszyłem, że mogę znowu brać udział w regionalsie i zbić piątki z wszystkimi, którzy przyjechali. Szkoda trochę, że nie dopisał Wrocław i Kraków, ale mam nadzieję, że zobaczymy się już w styczniu!

Bez większej obsuwy zaczął się turniej – miejsca do gry dużo, wszystko sprawnie i elegancko, wielkie gratulacje dla organizatorów! Skoro jestem przy organizatorach, to w tym miejscu chciałbym powiedzieć, że turniej był bardzo kozacko przygotowany. Wszystko sprawnie i elegancko, miejscówka idealna do tego typu wydarzeń. Nagrody bardzo syte: gry planszowe, morze książek, maty dla TOP8 i za ostatnie miejsce, koszulki na karty, pudełka, karty z alternatywnymi artami, bloki kart do wycięcia. Było na co  popatrzeć i z czego wybierać. I o co walczyć.

IMG-20131207-00888

Spoils of War!

Walka nie była moim celem na ten turniej, bardziej przyjechałem dla zabawy i integracji. Ale powiem Wam, że to jednak błąd. Rywalizacja i chęć zwycięstwa jest potrzebna, daje dodatkową zabawę, której ja nie miałem. Na szczęście w każdej grze miałem miłych przeciwników, więc nie było tragedii. Ale jak ktoś jedzie na turniej totalnie i wyłącznie for fun, to może się okazać, że tego funu będzie mniej, niż się spodziewa.

Ale może po kolei. Ostatnio bardzo mało grałem, nie miałem ograne w zasadzie nic, poza Chaosem na spaczaniu z Bydgoszczy. Zanim wyszło Hidden Kingdoms marzyłem o tym, żeby pojechać na regionalsa szczurkami. Jak wyszło Hidden Kingdoms byłem pewien, że pojadę na regionalsa szczurkami. Podzieliłem się tym z paroma osobami. Z każdej strony słyszałem, że jak DE położą żeton na Hekartii to po mnie. Zacząłem o tym myśleć, ale jakoś strasznie się nie przejmowałem, bo nie zależało mi na wyniku, więc nawet jak miałem przegrać, to co? Potem zrobiłem jeden wieczór testów z kolegami „nie turniejowymi” i szczurki dały radę elegancko, leśnymi przegrałem wszystko. Jedynie Chaos walczył. Niemniej jednak widmo Mrocznych krążyło nad skavenami, więc jakoś pomyślałem, że może jednak ten chaos. Poszedłem nim zatem na turniej środowy w Warszawie. Przegrałem dwie pierwsze gry (z DWA i DE) po czym musiałem zdropować. Zatem Chaos nie. I tak jakoś się zakręciłem, że jak Chaos nie, szczurki nie, to może te leśne. I jak kretyn je wziąłem i złożyłem na dzień przed turniejem w zasadzie. Dodam tylko, że Skaveny również miałem ze sobą w pudełku. Wystarczyło je wyjąc i zagrać. Zabrakło mi jaj.

Moja talia: http://deckbox.org/sets/550136

IMG-20131207-00882Generalnie nie napiszę Wam za bardzo, co talia miała robić, bo w tym momencie sam nie wiem. Pamiętam, że jak w pierwszej grze wziąłem rękę startową to pomyślałem: „ok, to jaki masz plan na grę?”. I wtedy – niestety dopiero wtedy – uświadomiłem sobie, że oto nie mam żadnego planu na grę, nie czekam na żadną kartę, bo i tak niewiele zrobię. Jasne, coś tam kontrolowałem Pielgrzymkami czy Spalić to!, ale to była „jakaś tam” kontrola. Mogłem atakować pojedynczymi jednostkami, ale przy kontroli w dzisiejszym meta jedną jednostką to można się pobawić w zaciszu domowym, ale to  co kto lubi, ja nie wnikam.

Zatem moment, w którym mnie olśniło, że nic na tym turnieju nie zdziałam, że prawdopodobnie przegram wszystko był trochę przygnębiający. Chodzi o to, że w takim maksymalnym przegrywaniu nie kryje się żadna zabawa. Cały dzień z zazdrością patrzyłem na Tobola i kibicowałem mu ogromnie do samego końca armii z kanałów.

IMG-20131207-00885

Runda I

Kowal (DE) 1:2

Udało mi się jedną wygrać. Kowalowi nie podeszła kontrola, ja poszedłem maksymalnie w battlefield i po prostu zdążyłem. W pozostałych dwóch nie miałem za wiele do powiedzenia, kontrola ręki i decku zrobiła swoje. Przeciwnik bardzo spoko, kupiłem od niego stolicę, którą zrobił dla mnie z przesłanego artu. Stolica super pro, jak ze sklepu. Miło się piło w piątek wieczorem, miło się grało w sobotę rano.

IMG-20131207-00883

Runda II

Tobiaco (DE) 0:2

Mecz przyjaźni. Tobiaco jest mega spoko gościem, miło się grało. Tu byłem kompletnie bez szans, zostałem skontrolowany, bez kart na ręce. Totalny nokaut.

Runda III

Nilis (EMP) 1:2

IMG-20131207-00900Kolejny mecz przyjaźni, z Mateuszem. Rywala znałem dobrze, bo gramy na warszawskich turniejach. Jest wspaniałym imperialnym graczem, zawsze niebezpiecznym. Do tego pasjonat, więc zawsze gra się miło. Przegrałem, nawet nie miałem szans walczyć (sam nie wiem jak jedną ugrałem). Załatwiła mnie zapętlona infiltracja, którą dostawałem tura za turą. Najśmieszniejsze jest to, że udało mi się pociągnąć dwa Karnozaury, a że miałem 4 zasoby,  bo stał Corp Polybog (który wyeliminował Elitę Osterknachtów) na którego Imperium nie miało jak zdjąć, to je wystawiałem i atakowałem. Ale zaraz wszedł Wilhelm i Karnozaury zamieszkały w Królestwie. Ale spoko, miałem 14 kasy na turę. Ciągnąłem niestety jedną kartę, więc było po zabawie.

Runda IV

IMG-20131207-00903

Darkblue (LIZ) 0:2

Jedyna przedstawicielka płci pięknej na turnieju, miło było zagrać. Już wcześniej siedzieliśmy koło siebie dwa razy i była okazja się sobie przedstawić. Jaszczurki jak to jaszczurki – mocne uderzenie, bez żartów. Polybogiem blokowałem legendę, ale moje jednostki były dobrze kontrolowane – wsparciami się nie da wygrać. W miłej atmosferze przegrałem kolejny pojedynek i na tym etapie widmo przegrania wszystkiego było już poważne.

Runda V

Yogi (ORC) 0:2

IMG-20131207-00896Po przerwie, w której posililiśmy się solidnie, zasiadłem do gry o matę. Na tym etapie wiedziałem już, że i tak będę wracał na tarczy do domu – czemu by nie wrócić z matą? Powiem tak. Miałem szansę powalczyć w tej grze, ale odpuściłem. Po prostu straciłem serce do walki, potężny las zamienił się w plątaninę ostrokrzewów, krzaków i chwastów. Dąb Wieków się zsechł, Dziki Gaj został splądrowany, Ariel odleciała (swoją drogą nie położyłem legendy chyba przez cały turniej). Po prostu straciłem serce do walki i nawet nie walczyłem. Przeciwnik bardzo miły, to on właśnie miał przygodę z samochodem i kolizją po drodze na turniej. Co ciekawe, nawet gdybym zaciekle walczył to dostawałem na twarz Inwazję Snotlingów jedną za drugą, Grimgora z rytuału i pozostałe wisienki z orczego tortu. Porażka i pełne politowania spojrzenia ludzi dookoła.

Runda VI

Bartek (ORC) 0:2

IMG-20131207-00898

Tu były jaja. Podchodzi na oko dziesięcioletni chłopczyk, którego poznałem podczas pierwszej gry bo grał obok mnie. Nie chciał ode mnie alternatywnego żetonu spalenia. Dobrze się nauczył, żeby nie brać prezentów od obcych. Okazało się, że ostatnią grę gramy razem. Co śmieszniejsze, okazało się także, że nawet remis sprawi, że nie będę ostatni i nie będzie maty. No to, myślę sobie, świetna okazja żeby się podłożyć. Młody będzie miał frajdę, że wygra coś, a ja będę miał matę. Poza tym mnie ostatnie miejsce nie zaboli bardzo, nie wejdzie na ambicję ani nie zniszczy mojej miłości do gry. Zatem już chciałem je zająć. Myślę sobie – spoko, podłóż się i po sprawie. Otóż nawet nie zdążyłem zacząć się podkładać. W pierwszej grze w trzeciej turze moja sytuacja była tak beznadziejna, że miałem jedną strefę spaloną, w drugiej 6 obrażeń i dwie Inwazje Snotlingów. Mówię do młodego – „stary, spaliłeś mnie w trzy tury!”. Na co on mówi z pełną powagą: „takie są Orki”. No to teraz już totalnie mam wjechane na ambicję, myślę sobie „podłożyć się zdążysz, teraz graj na super serio i wygraj to na 1:1”. Zaczynamy grać, nawet zdążyłem spalić jedną strefę, ale w następnej turze sam spłonąłem. Orc Warboss, dwie strefy w jedną turę, dziękuję, dobranoc. Mówię zszokowany: „gratuluję”. No co młody wyciąga zegarek z kieszeni, patrzy na niego, na mnie i mówi: „11 minut”, po czym odchodzi. I tak to właśnie finis coronat opus, mój upadek stał się faktem.

I znowu nocy było mało

IMG-20131207-00909

Dla mnie w tym momencie zaczęło się afterparty. Organizatorzy pozwolili mi wybrać sobie matę. Chociaż tyle dobrze, bo wziąłem sobie matę skaveńską. Naprawdę nie wiem, co ja z tym Wood Elfami myślałem… No nie wiem… Umówiłem się z Tobolem, że jak on wejdzie do TOP8 to mu oddam tę matę, bo mu się należała 100 razy bardziej niż mi. Ale nie wszedł do TOP8 ulegając w najlepszej szesnastce Barry’emu, który grał na kombo-kociołku. Obserwowałem całą grę i było mi bardzo szkoda Tobola i szczurków, bardzo im kibicowałem. Oglądałem gry topki, piłem wódeczkę z różnymi ludźmi (tu szczególne pozdro za ciekawe rozmowy przy wódeczce w trakcie topki dla Metatrona i Górala, a także dla Tobola, z którym utopiliśmy w kieliszku smutek po przegranej Skavenów) i bawiłem się przednio.

IMG-20131207-00915

Kibicowałem też kolegom z Warszawy. Selverin uległ w TOP16 Dexowi. Szkoda, że musiał się odbyć bratobójczy pojedynek, taka sama sytuacja była w pierwszej rundzie topki na MPkach, gdzie Dex mierzył się z GilGaladem. Tym razem Dex wyszedł zwycięsko z derbów i wszedł do TOP8. To samo udało się GilGaladowi i mieliśmy dwóch reprezentantów w ćwierćfinale. Tam Hubert musiał uznać wyższość talii Wojta, który zamiatał Chaosem i w efekcie ugrał trzecie miejsce na turnieju.

IMG-20131207-00911

Dex natomiast twardo szedł po mistrzostwo, ale na drodze stanął mu Mistrz Europy, the one and only Radaner Łódź. Mimo dopingu, jaki robiliśmy Dexowi, nie udało się naszemu enfant terrible pokonać Piotrka i ostatecznie zajął drugie miejsce. W trakcie finału wszystkich zgromadzonych spotkała dodatkowa atrakcja, a mianowicie Zygi grający w GTA2. Pozdro Zygi, Gouranga! I pamiętaj: damn nation! No donation, no salvation!

IMG-20131207-00918

Podczas ważenia finalistów.

IMG-20131207-00921

Gouranga!!!

IMG-20131207-00922

Pojedynek o beczkę Bugmana.

Turniej się skończył, zwycięzcy pobrali spoilsy, które – jak już pisałem były bardzo okazałe. Przyszedł czas na integrację, na której miałem okazję wystąpić. Było bardzo miło, byliście świetną publicznością. Po obejrzeniu filmu zdecydowałem się nie umieszczać go jednak w necie. Są na nim poza mną inni ludzie, a że godzina była już późna (po 23.00) i integracja toczyła się w najlepsze, nie każdy był w stanie zupełnej trzeźwości, dobrą polityką jest zachowanie tego dla siebie. Mam nadzieję, że wszyscy to rozumieją.

IMG-20131207-00938

Mistrz!

IMG-20131207-00943

Wicemistrz!

IMG-20131207-00954

III miejsce!

IMG-20131207-00945

Finaliści i organizatorzy – zdjęcie przyjaźni:)

Późniejsza integracja na zawsze pozostanie w naszej pamięci, było gruuuubo, a kto nie był, niech żałuje!

Dodam tylko, że było bardzo wiele dodatkowych atrakcji, umilających nam integrację, takich jak konkurs siłowania na rękę z Filkiem, czy gry i zabawy zespołowe.

IMG-20131207-00966

Dykta nie miał sobie równych w konkursie im. Filka

IMG-20131207-00959

IMG-20131207-00914

IMG-20131207-00930

Tym zdjęciem zakończę relację z integracji.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim, którzy włączyli się w organizacje tego wydarzenia, w szczególności  Zygiemu. Dzięki wszystkim, z którymi grałem za bardzo miłą atmosferę i przyjemne gierki. Dzięki wszystkim, którzy oglądali mój stand-up i dobrze się przy nim bawili. Tu szczególne pozdro dla Michnika, któremu słowo „dupa” od razu kojarzy się z frazami „za darmo” i „dla wszystkich”. Naprawdę Michnik, nie wiedziałem, że to w Tobie drzemie. Dzięki wszystkim, z którymi mogłem porozmawiać, wypić i świetnie się bawić. Duże pozdro dla ekipy warszawskiej!

IMG-20131207-00965

Still Alive!

To był wspaniały regionals, którego z pewnością długo nie zapomnę.

Do zobaczenia w Krakowie!

Long live the Invasion!

(ps. Jeśli ktoś nie chce, żeby jakieś zdjęcie było zamieszczone niech da znać, usunę.)

Categories: Gdańsk, regionalsy, Turnieje, wood elf | Tagi: , , , | Dodaj komentarz

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.